Sport.pl

Piłka ręczna. Gratulować czy współczuć nowemu trenerowi kadry? Przybecki: rzeczywiście jest dylemat

Łukasz Jachimiak
19.05.2017 22:36
A A A
Piotr Przybecki jako trener Wisły Płock

Piotr Przybecki jako trener Wisły Płock (PIOTR AUGUSTYNIAK)

- Ludzie z federacji nie są z innej dyscypliny, znają sytuację - mówi Piotr Przybecki, tłumacząc, że choć kontrakt na prowadzenie reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych podpisał do 2020 roku, to na powrót naszej kadry do światowej czołówki będziemy pewnie musieli poczekać dłużej. - Zadanie jest bardzo trudne, ale bardzo szybko podjąłem decyzję, że w to wchodzę - dodaje szkoleniowiec na co dzień związany z Wisłą Płock

Łukasz Jachimiak: Gratulować Panu czy współczuć?

Piotr Przybecki: Ale pan zaczął. Ha ha, rzeczywiście jest dylemat! Zadanie jest bardzo trudne, ale z drugiej strony taki jest moment reprezentacji i nie ma co narzekać, tylko trzeba się z trudnościami zmierzyć.

Jak planuje Pan to zrobić?

- Wiadomo, że trzeba będzie kadrę odmładzać. Zobaczymy z jakim skutkiem i w jakim czasie mi, czy bardziej całemu sztabowi, uda się to zrobić. Na pewno nie będzie łatwo.

Dlaczego podpisał Pan kontrakt do 2020 roku i dlaczego ZPRP podkreśla, że celem cały czas jest kwalifikacja do igrzysk olimpijskich w Tokio, skoro wyraźnie widać, że tam bardzo trudno będzie się nam znaleźć? Nie przekonywał Pan, że zasadne byłoby planowanie wielkich rzeczy raczej na 2023 rok i mistrzostwa świata, które zorganizujemy wówczas ze Szwecją?

- Oczywiście, że zwracałem na to uwagę w rozmowach ze związkiem i myślę, że to się spotkało ze zrozumieniem. Przecież ludzie z federacji nie są z innej dyscypliny, tylko z naszej, znają sytuację. Mimo wszystko jeśli chodzi o długość kontraktu i cele na ten pierwszy okres mojej działalności, decyzje były takie, że wiążemy się do 2020 roku i próbujemy być w Tokio. Ale budowanie drużyny - może nie kompletnie od podstaw, bo coś zostało już w tym zakresie zrobione, ale jednak pracy jest jeszcze mnóstwo - to proces, który będzie wymagał czasu. Tu się nic nie wydarzy z dnia na dzień.

Kilka dni temu prezes Andrzej Kraśnicki zdradził, że zaproponował Panu prowadzenie kadry, a Pan tłumaczył wtedy, że zimą ubiegłego roku nie wahałby się ani chwili, ale dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. Dlaczego tak Pan powiedział? Jasne, że kadra jest w bardzo złej sytuacji w eliminacjach ME 2018, ale poza tym nie wydarzyło się chyba nic, czego nie można byłoby przewidzieć, bo było jasne, że pokolenie medalistów mistrzostw świata odejdzie i na razie nie znajdziemy ich następców?

- Proszę tak dosłownie tej mojej wypowiedzi nie brać. Nie chodziło o moje wahanie, tylko o to, że teraz jest taki czas, w którym szczególnie trudno się na cokolwiek decydować. W rozgrywkach klubowych właśnie wszystko się wyjaśnia, ja prowadzę Wisłę Płock, będę z nią walczył o Puchar Polski i o mistrzostwo. Natomiast kadra jest na finiszu eliminacji mistrzostw Europy. Czyli wszystko dzieje się w nie do końca szczęśliwym czasie. Nie chodziło o moje wahanie się, bo samą decyzję, że w to wchodzę podjąłem bardzo szybko. Ale spotkania, na których wszystko trzeba było omówić, umawiało się trudniej niż w ubiegłym roku, gdy startowałem w konkursie na trenera reprezentacji. Gdyby chodziło o moje wahania, to sprawa by się jeszcze ciągnęła. Ja bardzo szybko podjąłem wyzwanie, ale jeszcze związek musiał pewne sprawy przeanalizować, miał jakieś swoje pomysły na posadę trenera, takie odniosłem wrażenie. Dlatego kilka dni to wszystko trwało.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – miał Pan wrażenie, że związek chciał kogoś innego, ale nie wyszło i dopiero wtedy zgłosił się do Pana?

- Nie, nie, nie w tym kontekście mówię. Po prostu związek musiał rozważyć wszystkie opcje, ale ja miałem jasny sygnał od prezesa, wszystko między nami zostało dogadane, rozmowa była dla mnie bardzo ciekawa, wymieniliśmy się uwagami i wątpliwościami, wszystko omówiliśmy. Ważne było jeszcze to, że jestem na kontrakcie w Płocku i Wisła musiała wyrazić zgodę bym łączył funkcje. Potrzebna była przychylność prezesa klubu i prezydenta Płocka, bo miasto jest właścicielem klubu. Generalnie i tak wszystko odbyło się w błyskawicznym czasie.

Ile godzin na dobę Pan śpi?

- Niedużo, ale nie chcę dramatyzować.

Już kiedy Tałant Dujszebajew obejmował kadrę, pojawiały się opinie, że powinna mieć trenera na wyłączność, a nie takiego, który będzie rozdwojony. Teraz, gdy szkoleniowcowi Vive z Polską nie wyszło, bardzo wielu boi się, że i Pan sobie nie poradzi. Domyślam się, że problem z sytuacją ma też pańska rodzina.

- Oczywiście moja żona się martwi, rodzina nie jest do końca szczęśliwa, że będę miał dwie zajmujące prace. To będzie bardzo trudne. Będę musiał stworzyć taki system, żeby w klubie jak najlepiej współpracować z Arturem Góralem i Krzyśkiem Kisielem, a w reprezentacji z drugim trenerem. Planuję też dużo się konsultować z innymi trenerami. W jakiś mądry sposób postaram się rozłożyć ten ciężar na więcej barków niż tylko moje.

Kto będzie pańskim asystentem w kadrze?

- Jeszcze jest za wcześnie, żeby o tym mówić. Tak samo proszę mnie nie pytać o zawodników, którzy będą grać w reprezentacji. Najpierw muszę z nimi wszystkimi porozmawiać, zobaczyć kto jest gotowy, kto rzeczywiście będzie mógł w kadrze występować.

Czyli z zawodnikami będzie się Pan spotykał po meczach Wisły z Vive, a z asystentem już się Pan dogadał, ale jeszcze nie chce Pan podać jego nazwiska?

- Jeszcze się z nikim nie dogadałem, mówię poważnie. Wszystko się właśnie dzieje, dlatego jeszcze nie mogę żadnych nazwisk podać.

Na pewno łatwiej byłoby Panu zaczynać pracę z kadrą, gdyby był Pan w niej wtedy, kiedy osiągała największe sukcesy pod wodzą Bogdana Wenty. Na początku był Pan u Wenty kapitanem, ale szybko wypadł Pan z jego drużyny. Tylko przez kontuzje?

- W reprezentacji grałem już długo przed przyjściem Wenty, w sumie przez 16 lat, od 1989 roku. Z nim przechodziłem przez preeliminacje ME 2006 i tak się w nich skontuzjowałem, że później nie mogłem zagrać w dwumeczu ze Szwedami, który zdecydował o naszym awansie. Ogólnie miałem bardzo poważne problemy z urazami, w Niemczech przeszedłem kilka operacji, ale za każdym razem udawało mi się wracać do sportu, mimo że to nie było łatwe. W Niemczech grałem przez 17 lat na wysokim poziomie, to o czymś świadczy. Ale od pewnego momentu trudno już było to godzić z grą w reprezentacji. Choć przyszła taka chwila, że mogłem grać, ale trener kadry zdecydował, że już nie jestem potrzebny. Trudno, ważne że wszystko ułożyło się fajnie, bo przyszła nowa, młoda generacja, przyjemnie mi się obserwowało tych chłopaków, jak przychodzili do Bundesligi i w młodym wieku pracowali u dobrych trenerów. Wtedy powstała nasza złota generacja. Beze mnie, trudno.

Cillian Sheridan w "Wilkowicz Sam na Sam": Czasem, gdy Michał Probierz się rozpędzi, to mówię sobie: całe szczęście, że jeszcze nie znam polskiego. I że to nie na mnie krzyczy

Quiz dla długodystansowców. 100 pytań ze sportu, zaproś rodzinę i znajomych do rozwiązywania!
1/100Ile wyścigów Formuły 1 wygrał Robert Kubica?

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Terminarz
  • Grand Prix 2017