Sport.pl

Pierwszy duży sukces polskiego klubu esportowego. Przezwyciężył dwa poważne kryzysy

Zawodnicy devils.one żyją w nowoczesnym budynku pełniącym centrum treningowe, a o ich rozwój dba sztab specjalistów. Esportowy klub osiągnął właśnie pierwszy duży sukces - wygrał Ultraligę, czyli rozgrywki League of Legends organizowane w Polsce przez Polsat Games.

Viktor Wanli od lat inwestuje pieniądze w polski esport, co przełożyło się na wiele pucharów, które zdobyła jego poprzednia drużyna - Team Kinguin. Biznesmen osiągnął sukces finansowy tworząc globalną platformę do sprzedaży gier komputerowych. Vanli chwalił się, że w 2017 roku obroty marki Kinguin przekroczyły 100 mln euro. Na przełomie 2018 i 2019 roku biznesmen zrealizował największe esportowe marzenie – oddał do użytku Esports Performance Center. 3-piętrowy budynek powstał przy ulicy Poleczki w Warszawie i jest w pełni dedykowany temu, aby profesjonalni zawodnicy mogli doskonalić umiejętności w sporcie elektronicznym. Biznesmen pochodzący z Czech postanowił przy tej okazji wygasić działanie Team Kinguin i powołać do życia nowy klub esportowy. Do współpracy zaprosił Macieja Sawickiego, który uchodził dotąd za jednego z ekspertów w branży sportów elektronicznych.

Dwa kryzysy wizerunkowe

- Bez EPC nie byłoby projektu devils.one. To był moment, kiedy uznaliśmy, że tworzymy coś na innych zasadach, więc powinna powstać nowa marka, która będzie się łączyć z EPC. Te dwa przedsięwzięcia są integralne – podkreśla Sawicki, który przejął rolę CEO nowego klubu esportowego. Kinguin został jego sponsorem. Natomiast drużyna CS:GO trafiła pod nowe skrzydła, a jej kapitan – Wiktor „TaZ” Wojtas miał nawet zostać udziałowcem spółki. Ostatecznie tak się jednak nie stało. Ba! Nowy klub esportowy na samym początku istnienia przeszedł przez dwa kryzysy wizerunkowe. Pierwszym było pojawienie się plotki, iż nazwa będzie brzmiała „Black Devils”, co nie zyskało aprobaty fanów. Natomiast drugi nastąpił w maju, kiedy „TaZ” wraz z drużyną CS:GO ogłosił, iż nie doszli do porozumienia z Sawickim i rozwiązali kontrakty. Powód? Oficjalnie mówiono o tym, że zespół nie zaakceptował nowego modelu wynagradzania. W kuluarach pojawił się również wątek, że nie każdy zawodnik chciał się przenieść do Warszawy, aby trenować stacjonarnie w budynku EPC. - Jest wiele osób na scenie esportowej, które negują sens istnienia ośrodków treningowych - twierdzi Sawicki.

- Dojrzeliśmy do tego, że aby realizować nasz projekt, musimy mieć bardzo specyficznych partnerów w osobach zawodników. Udział w nim wymaga pewnego poświęcenia. Potrzeba graczy o bardzo konkretnym podejściu do pracy. My nie twierdzimy, że part-time treningi lub granie z domu nie da efektów esportowych. Może w perspektywie 2-3 lat takie drużyny nadal będą odnosiły sukcesy? My stawiamy jednak tezę, że w dłuższej perspektywie na 100 procent będą wygrywały zespoły pracujące w bardzo przemyślany i analityczny sposób – dodaje CEO devils.one, którego drużyna League of Legends zaakceptowała nowe zasady. Za selekcję ludzi do tego zespołu odpowiadał przede wszystkim Adrian „Hatchy” Widera. - Wybierając zawodników postawiłem na tych, którzy wiedzieli, z czym się to będzie wiązało. Mam na myśli przeprowadzką, regularne treningi, rygor. Oni na taką zmianę czekali, bo chcieli trafić do profesjonalnej drużyny. A jakie było nasze największe wyzwanie? Myślę, że praca według ściśle określonego harmonogramu każdego dnia – uważa Head of Esports w devils.one.

Jak zatem wygląda dzienny plan? Kucharka przygotowuje śniadanie na 10:00, następnie praca na siłowni, regularne spotkania z psychologiem i zajęcia indywidualne. Po obiedzie wszystko już skupia się wokół treningu drużynowego, który trwa zazwyczaj 5 godzin. Wieczorem zawodnicy mają czas dla siebie. - Życie w EPC to inny świat. Wiemy, że każdy, kto jest w tym budynku pracuje na nasze kariery. Dla mnie osobiście to super wyzwanie i szansa, bo uczę się jak pracować i zdobywam doświadczenie, jak wygląda dzień profesjonalnego zawodnika. Mamy swój kalendarz, pracujemy ze specjalistami, więc będę gotowy na ewentualne przejście do zagranicznej drużyny – wskazuje Tobiasz „Agresivo” Ciba, zawodnik League of Legends.

devils.one sprawili niespodziankę w finale Ultraligi

- W domu spędzałem czas przede wszystkim przed komputerem. Teraz mój dzień jest zdecydowanie aktywniejszy. Wiadomo, że po treningach personalnych są czasem zakwasy, ale to znaczy, że praca była dobrze wykonana, więc jest zadowolenie. Nasza forma fizyczna nie była za dobra, teraz się to stopniowo poprawia - uśmiecha się „Agresivo”, przyznając, że wiele dobrego przyniosły również spotkania z psychologiem. - Uważałem, że mam mocną sferę mentalną, nie potrzebowałem większej motywacji do gry. Po kilku spotkaniach dostrzegłem jednak, co może mi dać praca z psychologiem. Na przykład, że mogę przekazać niektóre rzeczy w zupełnie inny sposób niż pomyślałem, i będzie to bardziej skuteczne. Komunikacja w zespole się dzięki temu poprawiła – akcentuje, a za słowami poszły konkretne czyny. Drużyna devils.one w sierpniu sprawiła niespodziankę, wygrywając w finale Ultraligi, najbardziej prestiżowych polskich rozgrywek League of Legends.

Pokonanie w decydującym starciu drużyny Rogue miało dodatkowy smaczek. Przeciwnik wygrał fazę zasadniczą i był faworytem. W dodatku na kilka dni przed finałem choroba dotknęła jednego z graczy devils.one. Mateusz „Matislaw” Zagórski musiał być hospitalizowany i nie był w stanie zagrać. Był to poważny cios. Bukmacherzy nie mieli wątpliwości – „diabły” przegrają, bo mało która drużyna esportowa ma wartościowego zmiennika w odwodzie. Jednak devils.one nie musiało szukać nowych opcji. Kilka miesięcy wcześniej organizacja przeprowadziła nabór w ramach projektu Scouting Grounds, do którego zgłosiło się 135 osób. – Wybraliśmy do akademii piątkę młodych osób. Wszyscy oni nie tak dawno temu grali razem w zawodnikami z naszego pierwszego składu. To, co ich dzieli, to coś bardzo subtelnego – mówił nam Maciej Sawicki krótko po tym, jak w maju wyłoniono drugi zespół. Kiedy choroba zmogła „Matislawa”, to Jakub „Sinmivak” Rucki i Mateusz „Czajek” Czajka dostali szanse i zagrali w dwóch ostatnich dniach Ultraligi. Ten drugi zawodnik nie ukończył nawet 16 lat, a wytrzymał presję i dołożył cegiełkę do zdobycia tytułu najlepszej drużyny w Polsce!

Zawodnicy widzą się po 14 godzin dziennie

Cała drużyna devils.one miała ogromne powody do zadowolenia. To pierwszy tytuł od momentu, kiedy na początku roku jej zawodnicy przenieśli się do Warszawy. Zrezygnowali z dotychczasowego życia, wyjechali z domów rodzinnych i zamieszkali w ośrodku treningowym. Spędzają ze sobą całe tygodnie. Widzą się ze sobą zazwyczaj przez 14 godzin dziennie! - W przypadku graczy League of Legends mieszkanie w EPC przynosi efekty, ale zwróćmy uwagę na wiek tych zawodników. Oni mają zazwyczaj 19-21 lat, więc to trochę tak, jakby mieszkali w akademiku. Dla osób starszych, czyli 25, 30-letnich, to coś nierealnego – zdaje sobie sprawę Maciej Sawicki.

- Mieszkając w EPC siłą rzeczy zawodnik nie ma czasu, aby spotkać się z dziewczyną, bo trenuje do wieczora. To poświęcenie i chciałbym, żeby ci gracze byli za to bardziej doceniani. To coś bardzo dużego, aby przeznaczyć swoje młode lata na pracę. Może to przyjemny zawód, ale traci się dużo pod względem relacji ze znajomymi. To coś, o czym nie mówi się zbyt często, bo to wybór każdego z nas. Jeśli chcesz robić esport na najwyższym poziomie, to musisz to robić full time. Nie ma czasu na inne rzeczy – podkreśla Adrian „Hatchy” Widera.

To nie oznacza jednak, że drużyna będzie cały czas zgrupowana w ośrodku EPC. - Ze względu na specyfikę na scenie League of Legends podjęliśmy decyzję, aby tak przepracować dwa splity (okresy trwające po około 3-4 miesiące – przyp. red.). Zasadniczo uważamy, że zawodnicy nie powinni mieszkać w miejscu, w którym trenują. Ze względu na bardzo intensywny tryb pracy z drużyną League of Legends wykorzystujemy hotelowe możliwości EPC. Natomiast w dalszej perspektywie planujemy wprowadzić model, w którym gracze mieszkają w Warszawie i przychodzą do EPC jak do pracy – zapowiada Maciej Sawicki.

Obecnie drużyna devils.one przygotowuje się do EU Masters, w których zmierzy się z czołowymi drużynami z Europy. Rozgrywki ruszają 9 września.

Więcej o:
Komentarze (9)
Pierwszy duży sukces polskiego klubu esportowego. Przezwyciężył dwa poważne kryzysy
Zaloguj się
  • ttwo

    Oceniono 1 raz 1

    Chyba sobie żartujecie. Może jeszcze opiszecie jako dyscyplinę sportu zawody w pisaniu sms-ów i szybkości lajkowania na twarzoksiążce.

  • marek_p1846

    0

    Z "esportem" jest dokładnie tak samo jak z eseksem. Też są niezłe pieniądze i oglądacze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX