Sport.pl

Skok na kasę. Ale czy wielki?

Półtora miliona złotych na skoczni i jeszcze więcej na różnych umowach podpisanych dzięki sportowej klasie - tak wyglądał finansowo najlepszy w życiu sezon Kamila Stocha. Na skokach narciarskich da się dobrze zarobić, nawet jeśli skoczków nie zaliczymy do grona najbogatszych sportowców.

Ponad 250 tysięcy franków szwajcarskich - tyle w cztery miesiące wyskakał sobie najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu Pucharu Świata w skokach, czyli Ryoyu Kobayashi. To pieniądze tylko z premii dla startujących w tym cyklu.

Wszystko jawne

Policzyć wszystko łatwo, bo Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) oficjalnie podaje stawki. Nie znaczy to, że płaci FIS. Nagrody dla startujących muszą zapewnić organizatorzy. Oni budżet spinają dzięki sponsorom, którzy chcą się zaprezentować podczas zawodów na bandach reklamowych czy na plastronach zawodników. Dla tak dużych firm jak Hormann to doskonała reklama. Organizatorzy skoków w Wiśle i szczególnie w Zakopanem nigdy nie mają problemu z zebraniem środków na wypłaty dla 30 najlepszych skoczków każdego konkursu.

Zwycięzca zawsze dostaje 10 tysięcy franków szwajcarskich, 30. zawodnik zarabia 100 franków. Dodatkowo płatne są zwycięstwa w kwalifikacjach (trzy tysiące franków zazwyczaj, a pięć tysięcy za wygranie kwalifikacji w lotach narciarskich). I za triumfy w turniejach takich jak na przykład Turniej Czterech Skoczni.

W sezonie 2018/2019 za wszystko razem najlepszy Ryoyu Kobayashi poza pucharami, medalami i innymi pamiątkami zebrał dokładnie 251 733 franki - w przeliczeniu 952 835 tys. złotych.

200 tysięcy w 10 dni, ale inni płacą lepiej

Jeśli chodzi o Turniej Czterech Skoczni, to na nagrody w nim zawodnicy narzekają. Kiedyś poza premią finansową triumfator dostawał samochód ufundowany przez sponsora z branży motoryzacyjnej. Teraz zostało już "tylko" 20 tysięcy franków bonusu dla zwycięzcy cyklu. Skromnie jak na imprezę z historią mającą prawie 70 lat. Norweski Raw Air wzorowany na niemiecko-austriackich zawodach, jest finansowo o wiele bardziej atrakcyjny. Zwycięzca cyklu, który zapoczątkowano w 2017 roku, dostaje aż 60 tysięcy euro. Organizatorzy płacą też za drugie i za trzecie miejsce, odpowiednio: 30 i 10 tys. euro.

Ale i w Turnieju Czterech Skoczni da się porządnie zarobić, gdy porządnie się skacze. Na przełomie 2017 i 2018 roku Kamil Stoch dzięki startom w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen wzbogacił się aż o 200 tysięcy złotych. Nieźle, jak na zaledwie 10 dni pracy. Wówczas trzykrotny mistrz olimpijski wygrał wszystkie cztery konkursy, a więc zgarnął za to w sumie 40 tysięcy franków. Do tego doszło 20 tysięcy za triumf w całym turnieju. Kurs franka wobec złotego był na początku stycznia 2018 roku taki, że nasz skoczek zarobił 212 tysięcy PLN.

Tak wyglądał życiowy sezon Stocha

Sezon 2018/2019 był dla Stocha rekordowy tak pod względem sukcesów sportowych, jak i finansowych. Za miejsca w konkursach PŚ ich organizatorzy wypłacili najlepszemu wówczas zawodnikowi w sumie 643 680 złotych. Do tego doszły kwoty:

- 72 tys. złotych za wygranie TCS-u (przeliczamy premię 20 tys. franków, a 4x10 tys. franków za wygrane konkursy TCS-u wliczyliśmy już do puli za starty w Pucharze Świata)

- 252 tysiące złotych za wygranie Raw Air

- 105 tysięcy za wygranie Willingen Five

- 72 tysiące za zwycięstwo w Planica Seven

W sumie przez końcówkę listopada 2017 i grudzień 2017 roku oraz przez styczeń, luty i marzec 2018 roku Stoch wyskakał sobie prawie 1,5 miliona złotych. Liczymy razem z nagrodami za medale MŚ w lotach (srebro indywidualnie i brąz w drużynie) i za krążki olimpijskie (złoto indywidualnie i brąz w drużynie). Sukcesy w imprezach mistrzowskich dały Stochowi odpowiednio: 120 750 i 157 500 zł.

Wszystko złożyło się na zarobek za sezon 2017/2018 w wysokości 1 422 930 zł.

Sponsorzy dają więcej

Oczywiście zarobki na skoczniach to tylko część tego, co dostają skoczkowie. W przypadku najlepszych to mniejsza część. Gwiazdy dyscypliny najwięcej zarabiają na prezentowaniu sponsorów na swoich kaskach i nartach. Niektóre reprezentacje udostępniają też zawodnikom część powierzchni reklamowej na kombinezonach (Polacy mają po 100 cm kwadratowych).

Eksperci z branży reklamowej szacują, że za umieszczenie loga na kasku mistrza skoków sponsor płaci kwotę zbliżoną do miliona złotych. Lata temu nieoficjalnie mówiono, że Martin Schmiit będąc w szczycie swojej kariery umówił się z pewną firmą, że za każdy rok noszenia jej fioletowego kasku będzie dostawał milion, ale euro.

Małysz biedny przy Lewandowskim

Kiedy w 2011 roku karierę kończył Adam Małysz, szacowano, że przez 17 lat skakania i dekadę ogromnych sukcesów wzbogacił się o 30 milionów złotych. To robi wrażenie, choć oczywiście nie wtedy, gdy takie zarobki zestawi się z tymi, jakie mają choćby piłkarze. Dla porównania: Robert Lewandowski za każdy rok gry w Bayernie Monachium dostaje 20 mln euro, czyli trzy razy więcej niż Małysz zarobił w całej swojej karierze! A mowa tylko o pieniądzach za występy na boisku, bez uwzględniania kontraktów reklamowych naszego najlepszego piłkarza.

Bramy garażowe Hormann

Więcej o: