Sport.pl

Skoki narciarskie. Maciej Kot: Z bratem i z Dawidem Kubackim byliśmy mniej lubiani, nazywali nas kujonami

- Tego co najlepsze nie nauczyłem się w szkole czy na skoczni, tylko w domu - mówi Maciej Kot, ambasador kampanii "Dziękuję Ci, Mamo" Procter & Gamble, partnera Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Głównym przesłaniem tegorocznej edycji kampanii „Dziękuję Ci, Mamo” jest „Miłość Ponad Uprzedzenia”. Podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich PyeongChang 2018, mama naszego skoczka, Małgorzata Kot, mogła wspierać syna podczas treningów oraz zawodów.

Łukasz Jachimiak: Za Wami pierwsze starty po igrzyskach – przyzwyczaiłeś się już do wszystkiego na nowo po powrocie z Korei?

Maciej Kot: Pierwsze dni były trudne. Podróż była męcząca, zwłaszcza że zaczęła się w Willingen. Stamtąd przez Warszawę lecieliśmy prosto do Korei, a po powrocie z igrzysk olimpijskich trzeba było wszystko w domu ogarnąć.

Ale tym razem mama chyba była wyrozumiała, bo przecież też była na igrzyskach?

- Na szczęście miałem kilka dni do jej powrotu. Została w Korei do końca, wracała dopiero po ceremonii zamknięcia. Ona do Pjongczangu przyjechała później, 14 lutego. Moje konkursy i treningi, oglądała dopiero od zawodów na dużej skoczni.

Mieliście okazję, żeby zobaczyć jakieś zawody razem?

- Niestety, nie wybraliśmy się razem na nic. Był plan, żeby po konkursie drużynowym zobaczyć zmagania sportowców na innej arenie. Myśleliśmy o hokeju, były dostępne bilety na zjazd kobiet, który odbywał się następnego dnia, ale musieliśmy pamiętać, że we wtorek byliśmy zaproszeni na spotkanie do P&G Family Home, a z niej od razu jechaliśmy na ceremonię medalową. Natomiast w środę jak zwykle trener nas zaskoczył. A właściwie to nie zaskoczył, bo już się przyzwyczailiśmy, że tak robi. Od rana mieliśmy ciężkie treningi na siłowni, nie było mowy, żeby gdzieś pójść. Można było się tego spodziewać, ale trener powiedział „nie, sezon jeszcze trwa”.

Mnie trener najbardziej zdziwił w Planicy, kiedy na koniec poprzedniego sezonu powiedział w rozmowie ze Sport.pl, że da Wam tylko tydzień wakacji. Myślałem, że żartuje.

- To nie był żart, mieliśmy dokładnie osiem dni wolnego. Nawet śmialiśmy się, że jednak dostaliśmy o dzień więcej niż zapowiadany tydzień.

P&G Family Home był miejscem, w którym spotykały się mamy sportowców z różnych krajów i tacy zawodnicy jak Ty, wybrani na ambasadorów akcji?

- To było miejsce połączone z domem reprezentacji USA. W pobliżu wioski olimpijskiej zawsze powstaje wioska domów poszczególnych reprezentacji. Jest dom czeski, szwajcarski, amerykański. Tam spotykają się reprezentanci, żeby razem oglądać transmisje z zawodów, porozmawiać, coś dobrego zjeść. Procter & Gamble tworzy własny dom, bo idea jest taka, żeby każdy mógł odnaleźć namiastkę swojego domu nawet w tak odległym miejscu jak Korea. Tam sportowiec mógł się spotkać z mamą, z innymi bliskimi. To się super sprawdza. Naprawdę dobrze jest móc się zrelaksować, podzielić z mamą wrażeniami ze swojego startu, z tego, co się wydarzyło dzień wcześniej.

To były Twoje drugie igrzyska olimpijskie z mamą?

- Tak, mama była również na w Soczi w 2014 roku. Wtedy bardziej się obawiała wyjazdu, ale towarzyszyła jej siostra, moja ciocia. Teraz poleciała już sama i chyba było jeszcze lepiej. Mama się lekko obawiała tej podróży, ale jak już spotkałem się z nią na miejscu, to była szczęśliwa, że tam jest. Jestem ogromnie wdzięczny P&G za to, że moja mama tam była, bo w ten sposób mogłem jej podziękować za wszystko, co dla mnie zrobiła. Sam bym jej tego nie zorganizował, byłyby problemy z akredytacjami, z wejściami na wszystkie areny. To dla mnie wielka nagroda, że tak mogłem podziękować mamie.

Twoja mama trenowała narciarstwo alpejskie, więc pewnie to na nie poza skokami wybierała się najchętniej?

- Tak, planowaliśmy pójść razem na zjazd kobiet, ale trening na siłowni przekreślił nasze wspólne plany. Duże wrażenie zrobiło też na niej zwiedzanie skoczni, finały łyżwiarstwa figurowego, bo to jest wielkie show, no i oczywiście ceremonia zamknięcia.

Masz ze swoją mamą takie wspomnienie jak Kamil Stoch ze swoją? Na pewno wiesz, że po jednym z pierwszym upadków Kamil wracał do domu zapłakany nie dlatego, że bolało, ale dlatego, że bał się, że mama nie pozwoli mu dalej trenować skoków?

- Nigdy nie dostałem od mamy reprymendy za sport i nigdy się nie bałem, że dostanę. Rodzice nas do sportu bardzo zachęcali, pokazali nam wachlarz możliwości, a my z bratem robiliśmy wszystko, co się dało, bo mieliśmy mnóstwo energii, którą trzeba było wyładować. Było tak, że podjęliśmy decyzję, że obaj będziemy trenować narciarstwo alpejskie, ale później uznaliśmy, że jednak skoki bardziej nam się podobają. Oczywiście mama się obawiała o nasze bezpieczeństwo, ale nigdy nie narzekała, kiedy się poobijałem. Przeciwnie, motywowała mnie, żebym się nie bał i zaraz znów skoczył. Ona była sportowcem, nie raz się przewróciła, wiedziała, że trzeba od razu umieć wstać, żeby nie mieć później jakiegoś urazu. Słyszałem „dasz radę”, dostawałem zawsze wsparcie i wskazówki.

Nigdy żadnych ostrych słów? Nie wierzę.

- Nie, wszystkie uwagi jakie usłyszałem od mamy, były skupione na merytoryce, na tym jak powinien wykonać ćwiczenie. Dodatkowo mama zawsze dbała o to, żebym pogodził sport z nauką. To dla mojej mamy było bardzo ważne. Nauka była najważniejsza, mama podkreślała, że muszę dbać o swoją przyszłość.

Czyli musiałeś mieć tylko piątki i czwórki, żeby móc trenować?

- Może nie same piątki i czwórki, ale zadania musiały być zrobione, musiałem być nauczony na sprawdziany, dopiero wtedy mogłem jechać na trening. Mama dbała o to, żeby dobrze rozplanować czas, zawoziła na trening, żebym nie tracił czasu na podróże. Dbała o wszystko, mogłem mieć w głowie tylko skoki. To jest często niedoceniana pomoc, często się jej nie zauważa. Ale jeszcze ważniejsze jest przekazanie dziecku wartości. Nam mama przekazała to, co sama wyniosła ze sportu.

Twoja mama przyznaje, że miała nadzieję, że Ty i Kuba zniechęcicie się do skoków, że po jakimś czasie wrócicie do narciarstwa alpejskiego. Czułeś to?

- Nigdy. Trenowaliśmy narciarstwo alpejskie, bo to była pewna tradycja w naszej rodzinie i to też normalna sprawa, bo tam gdzie mieszkamy większość dzieciaków jeździ na nartach. Kiedy zaczęły się zwycięstwa w zawodach, to jeżdżenie sprawiało nam coraz więcej frajdy, ale przyszedł moment, w którym pojawiła się bariera finansowa. Narciarstwo alpejskie jest bardzo drogim sportem, szczególnie jak jeździ dwóch braci. A do tego wielkie sukcesy zaczął odnosić Adam Małysz i obaj z Kubą chcieliśmy być tacy jak on. W narciarstwie alpejskim nie było takiej postaci jak Adam, również dlatego w końcu skoki zaczęły nam sprawiać większą radość. Przez rok trenowaliśmy jeszcze jedno i drugie, ale trudno to było pogodzić i w końcu postawiliśmy na skoki.

W skokach jest problem uprzedzeń? Pytam, bo w najnowszym spocie P&G widzimy bardzo trudne historie.

- Zdarzają się czasami, na przykład w stosunku do zawodników, którzy pochodzą spoza obszarów, gdzie tradycyjnie trenuje się skoki narciarskie. Spot jest bardzo dobrze zrobiony, świetnie pokazuje różne problemy.

 

Wzruszasz się oglądając tę reklamę?

- Nie jestem aż takim bardzo emocjonalnym człowiekiem, ale są momenty, które chwytają za serce. Ten spot mówi o ważnych rzeczach. Myślę, że każdy z nas spotkał się z uprzedzeniami, z wykluczeniem. Nawet w skokach narciarskich na własnej skórze się przekonałem i na przykładach kolegów wiem, że bywa bardzo ciężko.

Opowiadaj.

- Razem z bratem i z Dawidem Kubackim nie chodziliśmy do szkoły sportowej, tylko do normalnego gimnazjum, a później liceum. Dbaliśmy o naukę, a popołudniami chodziliśmy na treningi. Wszyscy inni obierali inną drogę, szkołę sportową, gdzie nacisk był głównie na sport. Zdarzało się, że byliśmy nazywani kujonami. W środowisku byliśmy mniej lubiani. Inna sprawa – główne ośrodki skoków to ZakopaneWisła i Szczyrk, ale mam bardzo dobrego znajomego, który na treningi do Zakopanego dojeżdżał aż z Rzeszowa. Bardzo chciał uprawiać skoki, miał predyspozycje. Ale ze względu na to, że nie był stąd, to nikt nie dawał mu szans, wszyscy powtarzali, że chłopak z Rzeszowa nie może skakać na nartach. Zamiast mu pomóc wszyscy robili mu pod górkę. Też z tego powodu się zaprzyjaźniliśmy. Mieszkał u nas, doradzaliśmy mu, chodziliśmy razem poćwiczyć, pobiegać. Niestety, uprzedzania są wszędzie. Może tego na pierwszy rzut oka nie widać, ale są. To jest trudny temat, bardzo dobrze, że został poruszony, że zrobiono świetny spot oraz kampanię. On pokazuje, że ludzie widzą w innych to, co może ich zdyskwalifikować, to co może im przeszkodzić w osiągnięciu marzenia. A mama widzi w swoim dziecku to, co dobre, co stwarza szansę. Widzi olimpijczyka, a nawet medalistę. To jest po prostu pięknie zrobione.

Miałeś taki moment, że sam w siebie zwątpiłeś, a mama nie zwątpiła, że widziała w Tobie przyszłego medalistę igrzysk, kiedy Ty niekoniecznie w to wierzyłeś?

- Miałem, oczywiście. Mama wtedy była nieocenionym wsparciem.

Mówisz o 2015 roku, kiedy nie pojechałeś na MŚ do Falun?

- Tak, to był chyba najtrudniejszy czas. Rok po igrzyskach olimpijskich brakowało dla mnie miejsca w kadrze, a wtedy mama jako sportowiec rozumiała co przeżywam i mi bardzo pomogła. Generalnie jest potrzebna i w złych, i w dobrych chwilach. W dobrych po to, żeby dziecko nie zaczęło bujać w obłokach, nie poszło w złą stronę.

Tobie „sodówka” chyba nigdy nie groziła? Jesteś na to za bardzo poukładany.

- To dzięki rodzicom. Wychowali nas w takim duchu, przekazali nam wartości rodzinne, jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Tego co najlepsze nie nauczyłem się w szkole czy na skoczni, tylko w domu.

Komentarze (3)
Skoki narciarskie. Maciej Kot: Z bratem i z Dawidem Kubackim byliśmy mniej lubiani, nazywali nas kujonami
Zaloguj się
  • wooki74

    Oceniono 7 razy 3

    Mama Maćka uczyła mojego syna jeździc na nartach :) O tym, ze jest mamą naszego skoczka dowiedziałem się przypadkiem. Bardzo pozytywna osoba z super podejściem do dzieci. W końcu uczenie 4 czy 5 latka jazdy na nartach to spore wyzwanie!

  • Henryk Cieślar

    0

    JAK TO WARTO DUŻO rozmawiać- w mądry" sposób z dziećmi..przekazując im"-przykład-dyscypliny-i taktu w starcie w dorosłe życie..a nie ektronika-same kompy,laptopy/gry i brud..

  • june-of-44

    Oceniono 6 razy -2

    Pana Kot ma takie napięcie na twarzy zakodowane....ta nadambicja go kiedyś zabije....nie ma w nim nawet 0,1% luzu....wszystko na spiętym "pseudoluzie"....to widać na skoczni....czekam kiedy pan Kot w końcu wybuchnie po którymś z mniej udanych skoków i wyrzuci z siebie całą tą żółć. Mimo wszystko życzę dalekich, technicznych lotów !

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX