Sport.pl

5 kluczowych pytań przed piłkarskim weekendem

Przerwa reprezentacyjna to już przeszłość, przed nami kolejna dawka futbolu klubowego. Okienko transferowe już zamknięte, więc trenerzy będą mieli pierwszy test z zawodnikami, z którymi będą mieli do czynienia przez najbliższe cztery miesiące. Michał Zachodny i Piotr Stokłosiński wybrali dla Was pięć najciekawszych kwestii przed nadchodzącymi meczami.
Shinji Kagawa Shinji Kagawa Fot. UESLEI MARCELINO REUTERS

Ile Kagawie zostało danych na twardym dysku?

Różnice w jakości gry i liczbie meczów w porównaniu dwóch pierwszych sezonów Japończyka w Dortmundzie do kolejnych dwóch lat w Manchesterze United nie mogłyby być większe. Niegdyś "mózg" Borussii w nowym, angielskim otoczeniu przede wszystkim nie pasował - "Czerwone Diabły" grały głównie skrzydłami, szukając dośrodkowań lub długich piłek na napastników, gdy pozycja rozgrywającego albo nie istniała (w 4-4-2), albo była przeznaczona dla Wayne'a Rooneya (w 4-2-3-1). Kagawa w Manchesterze nie był specjalnie beznadziejny, ale zdecydowanie zbyt anonimowy na swoje umiejętności. W kolejnych spotkaniach był niczym pasażer na gapę, zawodnik z potencjałem i talentem, ale bez odwagi czy wsparcia innych, by mógł pokazać ich pełnię. Dlatego powrót do Dortmundu był rozsądnym wyborem. Po pierwsze, wciąż mówimy o zawodniku ledwie 25-letnim, który w swojej roli może wciąż się rozwinąć. Po drugie, przychodzi w momencie kryzysowym dla Borussii, gdy tej odjeżdża Bayern i rywale w europejskich pucharach, a zamiast zapełniać gablotę z pucharami, największy tłok jest w gabinecie lekarskim. - Nie ma innej możliwości, musimy od razu mu zaufać - mówił Klopp o Kagawie przed najbliższą kolejką Bundesligi. Odpowiedzialność akurat nie jest wielka, bo do Dortmundu zawita słabo spisujący się Freiburg, ale pewne wątpliwości są. Dotyczą formy fizycznej, choć w równym stopniu też tej sportowej - wszakże w poprzednim sezonie w barwach Manchesteru nie strzelił gola i zaliczył tylko trzy asysty. - Miejmy nadzieję, że jeszcze mu coś tam na twardym dysku zostało - dodał Klopp.

Borussia Dortmund - Freiburg, sobota 15:30

Louis Van Gaal podczas konferencji prasowej na Old Trafford Louis Van Gaal podczas konferencji prasowej na Old Trafford NIGEL RODDIS/REUTERS

Premiera MU van Gaala. Kolosa na glinianych nogach

Fatalny start "Czerwonych Diabłów" w lidze ostudził entuzjazm kibiców tego zespołu, którzy po meczach przedsezonowych byli przekonani, że mogą już zapomnieć o traumie, którą wywołał David Moyes i jego rządy na Old Trafford. Okazuje się jednak, że po pierwszych trzech meczach van Gaal ma jeszcze mniej punktów niż Moyes, a wprowadzanie w Manchesterze systemu 3-5-2 może zająć nieco dłużej, niż pierwotnie zakładano. Teraz jednak wymówki się skończyły, okienko transferowe określa się jako bardzo udane: Sprowadzenie Di Marii, Falcao, a przede wszystkim Blinda ma ułatwić Holendrowi wprowadzenie w klubie jego filozofii. Dodatkowo przyjęte z wielką ulgą odejście takich piłkarzy jak Nani, Cleverley czy Hernandez (wszyscy na wypożyczenia) i w Manchesterze kibice wierzą, że w starciu z QPR po raz pierwszy zobaczą zespół, który zacznie osiągać wyniki. Ostatni raz fani MU w pełni zadowoleni z postawy swoich ulubieńców byli w maju zeszłego roku, teraz w końcu wydaje się, że gdzieś na końcu tunelu widać jakieś światełko nadziei dla piłkarzy MU, ale jeśli mając w składzie takich piłkarzy jak Rooney, van Persie, Di Maria i Falcao nie wygrają z beniaminkiem QPR, to o lepszą okazję do powrotu na właściwe tory może być już bardzo ciężko. A gdzie powinno szukać luk QPR? Oczywiście w obronie, ta formacja wciąż pozostawia wiele do życzenia, nawet po przyjściu Shawa i Rojo. Do MU w styczniu ma dołączyć Hummels, ale do tego czasu, zwłaszcza, jeśli w zespole pojawią się kontuzje, to Manchester albo pójdzie na wymianę ciosów wykorzystując potencjał ofensywny i będzie wygrywać mecze po 8-6, albo znów seryjnie zacznie gubić punkty.

Manchester United - QPR, niedziela 17:00

Mario Balotelli Mario Balotelli BOGDAN MARAN/AP

Wreszcie tylko Ty, Mario

- Myślę, że kontuzji można było zapobiec - powiedział raczej zdenerwowany Brendan Rodgers, komentując powrót Daniela Sturridge'a z przerwy reprezentacyjnej. Pierwszoplanowej postaci Liverpoolu zabraknie przez następne trzy tygodnie i okazało się, że całkiem szybko może się "The Reds" przydać Mario Balotelli. Kupiony za szesnaście milionów funtów z Milanu, kontrowersyjny napastnik szybko został zmuszony do ciężkiej pracy na treningach. - Nie ma u nas zwyczaju powitalnej konferencji prasowej - mówił kilka tygodni temu Rodgers - Bierzesz koszulkę, robisz okolicznościowe zdjęcie, a potem od razu na murawę treningową - tłumaczył. Pierwszy mecz Włocha oceniano różnie. W godzinę mógł Tottenhamowi strzelić przynajmniej jednego gola, ale był mocno chwalony za współpracę przez Stevena Gerrarda, choć podawał najgorzej z drużyny i najczęściej tracił piłkę. Ostatnie dwa tygodnie spędził jednak w ciągłym treningu z drużyną - a raczej tą częścią, która podobnie jak Balotelli nie dostała powołań do swoich reprezentacji - więc efekt powinien być lepszy niż w debiucie. Tego przynajmniej oczekuje się w Liverpoolu. Oby włoski napastnik nie poczuł się jak w Milanie, gdzie także był jedynym napastnikiem, cała gra była ułożona pod niego i mógł robić to, co tylko chciał. Na ile tego przyzwolenia dostanie w Liverpoolu, dowiemy się w sobotę.

Aston Villa - Liverpool, sobota 18:30

Cristiano Ronaldo i Carlo Ancelotti Cristiano Ronaldo i Carlo Ancelotti Cristiano Ronaldo i Carlo Ancelotti fot. JUAN MEDINA/REUTERS

Wadliwy kabriolet Ancelottiego

Carlo Ancelotti znów ma pod górkę. Sprzedaż Angela Di Marii wywołała oburzenie kibiców i paru piłkarzy, co jeszcze bardziej zaostrzyło problem powstały w wyniku podziału na zwolenników i przeciwników Ikera Casillasa. Dodatkowo dziesiątki, jeśli nie setki milionów wydane na piłkarzy mających tworzyć nowych "Galacticos" w teście przeciwko Realowi Sociedad okazały się być pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Jakby tego było mało w sobotę jeden z najtrudniejszych możliwych testów. Derbowe starcie z obrońcami mistrzowskiego tytułu, Atletico Madryt. Do tego dochodzą problemy zdrowotne Cristiano Ronaldo. Jedni twierdzą że jest gorzej, niż ktokolwiek może się spodziewać, inni, że media niepotrzebnie rozdmuchują całą sprawę. Zeszłoroczni zwycięzcy Ligi Mistrzów na papierze wyglądają jeszcze okazalej niż w minionym sezonie, ale pytanie, czy ten niesamowity błyszczący kabriolet, w jaki zmienił się Real Madryt w środku części, które pozwolą nie tylko wygrywać tego typu mecze, ale na też na dłuższą metę rywalizować z Barceloną i Atletico o mistrzowski tytuł.

Real Madryt - Atletico Madryt, sobota 20:00

Fernando Torres Fernando Torres Fot. HENRY ROMERO

Jak szybki będzie Fernando?

Od momentu pierwszych problemów Hiszpana w Chelsea mówiono, że przez kolejne kontuzje oraz przyspieszone po nich powroty na boisko Fernando Torres po prostu nie jest sobą. Nie ma przyspieszenia, by mijać rywali, nie potrafi ani wypracować sobie pozycji, ani też na nią wybiec. Dlaczego więc powinien z nadzieją wyczekiwać swojego debiutu w Serie A? Choćby dlatego, że gdy futbol w innych ligach nieustannie przyspiesza, we Włoszech gra toczy się jakby w tym samym tempie. Stąd choćby problemy tych drużyn w Europie, które choć są doskonale przygotowane taktycznie, to po prostu czasem przegrywają o kilka metrów w indywidualnych starciach na całym boisku. To może zadziałać na korzyść Torresa, który chociaż do czołowej ofensywy Premier League już nie pasował, to w styl Milanu Inzaghiego może bardziej się wkomponować. Nie bez powodu Mourinho wolał wystawiać Hiszpana w meczach wyjazdowych, gdy Chelsea częściej miała okazję grać z kontry. Podobnie teraz wygląda Milan, dzięki temu wygrał również pierwszy mecz sezonu. Jednak małe ostrzeżenie - przyspieszenie i szybkość to nie wszystko. Dopiero gdy Torres znajdzie się w dobrej sytuacji rozstrzygnie się to, czy jemu Włochy dały szansę powrotu czy też nawiązania do dawnych dobrych czasów w Liverpoolu.

AC Parma - AC Milan, niedziela 20:45

Więcej o: