Sport.pl

Mundial wkracza w fazę pucharową! Jest czym się ekscytować?

Po kilku świetnych i nerwowych spotkaniach w fazie grupowej znamy już pary w kolejnej rundzie. Czego się spodziewać, czy faworyci pewnie przejdą do ćwierćfinałów i gdzie szukać niespodzianek? Na te pytania odpowiada Michał Zachodny.
Jorge Sampaoli Jorge Sampaoli Fot. PAULO WHITAKER

Czy Sampaoli pokona "podglądaczy"?

W czwartek Chilijczycy zeszli z boiska treningowego, bo nad ich głowami latał brazylijski helikopter, ponoć szpiegujący ich zespół dla rywali w 1/8 finału. Chociaż ta teoria wydaje się mocno naciągana, to Luis Felipe Scolari na pewno chciałby wiedzieć, co też szykuje Jorge Sampaoli. Czy, tak jak w meczu z Australią, Chilijczycy zagrają 4-3-3, czy może wykorzystają doświadczenie z popisowego zwycięstwa nad Hiszpanią, gdy szkoleniowiec wystawił trzech środkowych obrońców. Pewnym jest, że Brazylijczycy nie lubią przeciwników, którzy atakują wysokim pressingiem, sprytnie wykorzystując ich problemy w defensywie. Gospodarze muszą pamiętać, że najlepiej Chile wykończyć w ostatnim kwadransie, gdy spada intensywność narzucanego przez nich tempa - dokładnie tak, jak zrobili to Holendrzy. I jeszcze pytanie o siły: czy podopieczni Sampaoliego będą tak mocni, jak Brazylia, skoro w fazie grupowej przebiegli trzydzieści kilometrów i kilkadziesiąt sprintów więcej?

James Rodriguez James Rodriguez Fot. PAUL HANNA

Jak Urugwaj zatrzyma Rodrigueza?

W fazie grupowej niewielu piłkarzy było lepszych od Jamesa Rodrigueza. To rozgrywający reprezentacji Kolumbii sprawił, że nikt w kraju nie płacze po Falcao, a zmiana systemu Jose Pekermana okazała się trafiona w stu procentach. Kapitalnie gra też Cuadrado na prawym skrzydle, nieźle współpracuje z nimi Guttierez, a przecież ich selekcjoner może jeszcze postawić na strzelca dwóch goli z Japonią, Jacksona Martineza. Urugwaj znów będzie bez Luisa Suareza i aż przypomina się ten beznadziejny mecz z Kostaryką. Tabarez musi pomyśleć nad lepszym wykorzystaniem Diego Forlana, ale też przede wszystkim znów patrzeć na defensywę. Najważniejsze, że współpraca Godina i Gimeneza na środku obrony wygląda coraz lepiej - jeśli jednak dwójka Atletico Madryt zawiedzie, James Rodriguez będzie miał okazję cieszyć się z kolejnych asyst i goli.

Arjen Robben - można oskarżać go o indywidualny styl gry, ale nie da się ukryć, że ma on swoje powody, by czasem po prostu odpuścić podanie piłki. Trzy bramki i fantastyczna dyspozycja w ofensywie, dzięki której zamęcza obrońców rywala sprawia, że jest w tej chwili jednym z najlepszych piłkarzy turnieju. Arjen Robben - można oskarżać go o indywidualny styl gry, ale nie da się ukryć, że ma on swoje powody, by czasem po prostu odpuścić podanie piłki. Trzy bramki i fantastyczna dyspozycja w ofensywie, dzięki której zamęcza obrońców rywala sprawia, że jest w tej chwili jednym z najlepszych piłkarzy turnieju. Fot. Frank Augstein (AP Photo/Frank Augstein)

Znów będzie klincz?

Nie można nie odwołać się do ostatniego pojedynku fazy grupowej, gdy w Sao Paulo zmierzyła się Holandia z Chile - dwie drużyny grające trójką obrońców. Wtedy podopieczni Louisa Van Gaala cofnęli się na własną połowę, zniwelowali zagrożenie ze strony rywali i do zwycięstwa wystarczyły im dwie kontry w końcówce spotkania. Jednak Meksyk też niechętnie będzie szukał sposobów na dominację posiadania, więc na kibiców czeka raczej bardziej otwarte spotkanie. Niewielkimi faworytami są Holendrzy, bo mają niesamowitych Robbena i Van Persiego, ale też w razie kłopotów szybciej zmienią ustawienie na bardziej ofensywne. Van Gaal będzie czekał na przebudzenie swojego rozgrywającego, Wesleya Sneijdera, który zaliczył dopiero jedną asystę. Z kolei Herrera jest przekonany, że cokolwiek Holendrzy stworzą, Rafael Marquez zatrzyma. Jeśli nie on, to ten świetny Ochoa w bramce.

Joel Campbell w meczu z Urugwajem Joel Campbell w meczu z Urugwajem Fot. DOMINIC EBENBICHLER

Kto będzie sensacją turnieju?

Każdy z możliwych scenariuszy wydawał się przed mistrzostwami kompletną abstrakcją. Grecy lub Kostarykańczycy w ćwierćfinale? Tymczasem reprezentacja z Ameryki środkowej bez porażki przeszła przez grupę śmierci, a zawodnicy tacy jak Cristian Gamboa, Giancarlo Gonzales czy Christian Bolanos zachwycili. Nikt z Kostarykańczyków nie wyróżniał się tak, jak Joel Campbell, który naprawdę powinien błyszczeć w Arsenalu w kolejnym sezonie Premier League. Dlatego więcej osób mecz obejrzy dla drużyny Jorge Luisa Pinto, wciąż nie wiedząc ile ten mundialowy "kopciuszek" może. Grecja to dla nich dobry test - zespół na pewno najbardziej defensywnie nastawiony, nie szukający dyktowania tempa, a raczej kontr, jak w drugiej połowie spotkania z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Fernando Santos powinien wystawić na środku ataku Samarasa, a za jego plecami Karagounisa - to właśnie ci piłkarze na "nowych" pozycjach byli głównymi bohaterami dramatycznego zamknięcia rywalizacji w grupie C.

Francuzi nie spodziewają się kłopotów?

Może i bezbramkowy remis z Ekwadorem nieco zamazał obraz bardzo dobrej gry Francuzów w fazie grupowej, lecz trzeba przyznać, że podopieczni Didiera Deschampsa wystąpili w rezerwowym składzie. Nigeryjczycy, broniący honoru Afryki, nie mogą liczyć na taką taryfę ulgową - w ataku na pewno wystąpi Giroud wspierany z lewej strony przez Benzemę, a w środku pola rozdzielać piłki będzie Cabaye. Jednak Deschamps też musi pamiętać o tym, jak świetnie Nigeryjczycy zagrali z Argentyną. 21-letni skrzydłowy Ahmed Musa strzelił dwa gole i był najgroźniejszym zawodnikiem zespołu Stephena Keshiego. Jednak można spodziewać się, że Nigeria zagra bardziej defensywnie, choć to żadna dla nich obawa. W każdym spotkaniu dobrze spisywał się Vincent Enyeama (tylko jeden bramkarz obronił więcej strzałów niż on), a młody obrońca Kenneth Omeruo zaprezentował spory spokój i inteligencję, jak na 20-latka. Dla Francji to może być nieco poważniejszy test, ale po ich popisie w fazie grupowej apetyty są większe, niż tylko pokonanie Nigerii.

Joachim Loew Joachim Loew Fot. ARND WIEGMANN

Loew będzie spokojny?

Przeciwko Amerykanom rzadko wstawał z ławki, by przekazać swoim piłkarzom wskazówki - to znak, że był zadowolony z tego, jak oni grali. Może zwycięstwo było minimalne, ale Niemcy całkowicie kontrolowali przebieg spotkania, mieli przewagę w środku pola, a trzech pomocników Bayernu - Kroos, Lahm i Schweinsteiger - szukali ładnych wymian podań. Do tego Thomas Mueller wciąż imponuje skutecznością, udało mu się oszczędzić kilku piłkarzy pierwszego planu (choćby Goetze), więc... Algierczycy nie mają na co liczyć? Wyszli ze słabej grupy pokonując wyłącznie Koreę Południową i remisując z Rosją, choć prezentując kilku dobrych piłkarzy - zapamiętamy Slimaniego i Brahimiego, ale ich szanse przeciwko Niemcom są niewielkie. Można się spodziewać, że podobnie jak przeciwko Belgii, Vahid Halihodzić ustawi swój zespół bardzo defensywnie. Czy wystarczy to na Niemców? Nawet jeśli na jakiś czas, to i tak Joachim Loew będzie mógł wpuścić z ławki Miroslava Klose...

Messi dokończy dzieła zniszczenia?

Ottmar Hitzfeld po potwierdzeniu awansu do kolejnej fazy turnieju nawet się nie uśmiechnął, bo wiedział, że jego zespół czeka znacznie większe wyzwanie. Powstrzymać trzeba będzie nie tylko faworytów mundialu, ale też Leo Messiego, który spełnia pokładane w nim olbrzymie nadzieje. Szwajcarzy nie mogą go przestać pilnować nawet na sekundę, nie mogą zostawić mu pół metra wolnego miejsca, bo to może skończyć się straconym golem. A pamiętajmy, że Helweci tylko z beznadziejnym Hondurasem utrzymali "czyste konto", pięciokrotnie wyjmując piłkę z siatki po golach Francji. Argentyna co prawda będzie bez kontuzjowanego Sergio Aguero, ale forma napastnika i tak była nędzna, więc może na wejściu Lavezziego skorzysta np. Higuain. Na pewno Alejandro Sabella musi spojrzeć na grę w obronie swoich podopiecznych, bo skoro problemy sprawiała im Nigeria, to również rewelacyjny Shaqiri dojdzie do kilku dogodnych sytuacji. Jeśli jednak w formie będzie ten najlepszy z "Albicelestes", Szwajcaria jest raczej bez większych szans.

Eden Hazard Eden Hazard Fot. Sergei Grits

Kto rozbije obronę Klinsmanna?

Dla Amerykanów to sukces, że wyszli z trudnej grupy, ale jak powiedział Juergen Klinsmann, ich przygoda "dopiero się zaczyna". Jednak Belgowie to przeciwnik porównywalny do Niemiec z którymi reprezentanci USA nie potrafili stworzyć zbyt wielu sytuacji strzeleckich. Może więc kluczem będzie defensywa? Marc Wilmots martwić będzie się raczej wyłącznie o atak - czy zagra w nim Mirallas, Lukaku, a może ten rewelacyjny Divock Origi? Największym wyzwaniem Amerykanów będzie zatrzymanie Edena Hazarda, bo to on zdawał się być największym zagrożeniem Belgów, choć Dries Mertens wcale nie prezentował się gorzej. Można spodziewać się podobnego scenariusza do meczu USA z Ghaną, gdy szybko strzelony gol Amerykanów pozwolił im na bronienie się głęboko na własnej połowie. Z kolei Belgowie zwłaszcza w spotkaniu z Algierią właśnie na początku wyglądali na mało skoncentrowanych...

Więcej o: