Sport.pl

Najważniejsze momenty Australian Open 2014

Dwa tygodnie w Australii minęły jak z bicza strzelił i co tu dużo mówić... nie zawiodły naszych oczekiwań. Oto nasza całkowicie subiektywna lista najważniejszych wydarzeń z Melbourne. I tylko się pytamy: co my teraz mamy ze sobą w nocy zrobić?
Bethanie Mattek-Sands Bethanie Mattek-Sands internet

Strój Bethanie Mattek-Sands

Zaczynamy trochę lajtowo i mało sportowo. Bethanie Mattek-Sands nie jest czołową tenisistką, a w pierwszej rundzie przyszło jej trafić na Marię Szarapową, której Bethanie nie przeszkadzała zbytnio i zgodnie z prognozami potulnie odpadła w dwóch setach. I choć sportowo nie wryła nam się w pamięć, to ten strój będzie nam się jeszcze długo śnił po nocach jak tylko znów zaczniemy w ogóle sypiać po tym turnieju.

W Melbourne trwa Australian Open, pierwszy w tym sezonie turniej wielkoszlemowy. Dziś w Australii temperatura sięgnęła 43 stopni Celsjusza. 29-letni Kanadyjczyk Frank Dancević (ATP 122) zasłabł podczas meczu I rundy z Francuzem Benoitem Pairem (ATP 28) W Melbourne trwa Australian Open, pierwszy w tym sezonie turniej wielkoszlemowy. Dziś w Australii temperatura sięgnęła 43 stopni Celsjusza. 29-letni Kanadyjczyk Frank Dancević (ATP 122) zasłabł podczas meczu I rundy z Francuzem Benoitem Pairem (ATP 28) Fot. Aijaz Rahi AP

Upały

Powszechnie wiadomo, że w Australii bywa ciepło, ale to co działo się w pierwszym tygodniu turnieju w Melbourne zaskoczyło niejednego. Dość powiedzieć, że na skutek wysokich temperatur mdleli tenisiści i chłopcy do podawania piłek, a mecze na otwartych stadionach były przerywane i przenoszone na późniejsze, chłodniejsze godziny. Po fali upałów nastała krótka fala także uciążliwych deszczów. Brakowało jeszcze śniegu i mielibyśmy całą gamę możliwych zjawisk atmosferycznych.

Jerzy Janowicz Jerzy Janowicz AP

Nie najlepszy turniej Jerzego Janowicza

Rok po pamiętnych wybuchach złości występach, które zwróciły na Janowicza uwagę tenisowego świata, nasz tenisista jechał do Australii nie w pełni gotowy do gry. Wszystko na skutek trapiących go kontuzji, które przeszkodziły mu w przygotowaniach. Już pierwsza runda nie zwiastowała niczego dobrego - pięciosetowa męka z bliżej nieznanym nam Jordanem Thompsonem przyprawiła nam pierwszych siwych włosów. Druga runda była nieco lepsza, bo tu Janowiczowi wystarczyły już cztery sety, by przejść dalej. Kontynuując trend zmniejszania liczby setów w meczu, Jerzyk rozegrał w trzeciej rundzie 3-setówkę. Szkoda tylko wielka, że przegraną.

Maria Szarapowa Maria Szarapowa Fot. DAVID GRAY REUTERS

...i kilku faworytów

Jednak nie jeden Janowicz nie będzie wspominał tegorocznego Australian Open najlepiej. Wśród przedwczesnych ofiar znaleźli się m.in. przedstawiciele gospodarzy: Lleyton Hewitt i Bernard Tomić, którzy obaj odpadli już w pierwszej rundzie. Tomić - wielka wciąż niespełniona nadzieja australijskiego tenisa - miał tego pecha, że już na dzień dobry trafił na Rafę Nadala, z którym dodatkowo nie dokończył meczu, poddając się po pierwszym secie na skutek urazu.

Z większych faworytów już w drugiej rundzie dość niespodziewanie odpadł Juan Martin del Potro, a wśród pań murowane faworytki Serena Williams i Maria Szarapowa (obie w czwartej rundzie).

Tatuaż Stanislasa Wawrinki Tatuaż Stanislasa Wawrinki internet

Tatuaż Stanislasa Wawrinki

Dużo będzie w tym podsumowaniu o Stasiu, oj dużo (red. Lilla My właśnie dla takich chwil żyje). Ze Stasiem od lat był jeden problem: jakby nie dość było, że miał pecha być szwajcarskim tenisistą w czasach Rogera Federera, to jeszcze nie do końca potrafił wykorzystać swój potencjał. Rozgrywał wielkie mecze, ale nie mógł postawić kropki nad i. Gorąca głowa brała nad nim górę, Staś się frustrował, wkurzał, rakietami ciskał, z sił opadał i przegrywał mimo swojego najpiękniejszego backhandu ever. Jakby sam nie wierzył, że wygrać może. I wtedy pod swoje skrzydła wziął go Magnus Norman, który wreszcie pomógł mu uwierzyć we własne możliwości.

W efekcie Staś wytatuował sobie na przedramieniu fragment utworu Samuela Becketta, o czym komentatorzy sportowi opowiadali na prawo i lewo przy każdej możliwej okazji.

"Ever tried. Ever failed. No matter. Try again. Fail again. Fail better".


Na początku miałyśmy pewne wątpliwości, bo w końcu cytat mówi o przegrywaniu. "Lepszym" przegrywaniu, ale jednak wciąż przegrywaniu. Teraz jednak już ich nie mamy. Słusznie wszyscy zwrócili uwagę na rękę Stasia. Motto jest wspaniałe, a co najważniejsze - działa.

Agnieszka Radwanska Agnieszka Radwanska REUTERS/PETAR KUJUNDZIC

Agnieszka wygrywa z Wiktorią Azarenką w ćwierćfinale

Jejku jejku jaki to był piękny mecz i jak długo na coś takiego czekałyśmy. Po pierwszym wygranym do dwóch secie Agnieszka przegrała seta nr 2, a nam serca zadrżały, że wszystko wraca do normy, a Wika zaraz się obudzi i przejmie inicjatywę. Ale nie tym razem. Trzeci set to popis Isi i wygrana do zera. Malkontenci powiedzą, że Azarenka miała zły dzień i nic jej nie wychodziło. Trochę prawdy w tym będzie, ale come on! Adze wychodziło totalnie wszystko, a oglądanie jej popisów było przyjemnością w najczystszej postaci. Wygrany do zera set z Azarenką nie może być wynikiem tylko złego dnia Białorusinki. My byśmy tak nie wygrały nawet jakby jej nogę urwało.

 

Agnieszka Radwańska Agnieszka Radwańska Fot. Aaron Favila AP

...i traci siły

Niestety tak ciężki mecz nie może nie pozostawić śladów, a Aga miała tego pecha, że już kolejnego dnia musiała rozgrywać półfinał z Dominiką Cibulkovą. Sportowcy regenerują się szybciej niż zwykli śmiertelnicy, ale nawet w ich wypadku trochę czasu na odzyskanie sił potrzeba. Isi tego czasu zabrakło - w meczu z Dominiką pociągała nogami, chodziła ze zwieszoną głową i nijak nie przypominała zawodniczki z dnia poprzedniego. Wielka szkoda, że tak się te mecze ułożyły, bo szansa na Szlema była olbrzymia. Na pocieszenie Radwańska awansowała na 4. miejsce w rankingu tenisistek, a nam pozostały wspomnienia niesamowitych emocji i mimo wszystko bardzo udanego turnieju (pierwszy w karierze Isi półfinał w Melbourne).

Novak Djoković parodiuje Borisa Beckera Novak Djoković parodiuje Borisa Beckera youtube.com

Novak parodiuje swojego nowego trenera

A nowym trenerem jest nie byle kto, bo sam Boris Becker, który wyglądał na całkiem rozbawionego popisami tenisowego mistrza parodii.

 

Novak Djoković Novak Djoković Reuters

...i przegrywa wcześniej niż sądzono

W końcu ćwierćfinał to zdecydowanie za wczesna faza na odpadnięcie obrońcy tytułu i jednego z największych faworytów imprezy. Inaczej jednak sprawy się mają, jeśli naprzeciwko Novaka postawimy żądnego rewanżu Stanislasa Wawrinkę (przypomnijmy sobie tylko zeszłoroczny 5-setowy miliongodzinny bój tych dwóch panów z czwartej rundy, który zakończył się zwycięstwem Serba w ostatnim secie dopiero 12-10). Zaczęło się od gładkiej wygranej Nole 6-2, a wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że balonik związany z meczem został nadmuchany niepotrzebnie, bo Staś nie da rady przeciwstawić się bardziej utytułowanemu rywalowi. Wtedy jednak Szwajcar wrzucił drugi bieg i kolejne dwa sety rozstrzygnął na swoją korzyść. Nole się naturalnie nie poddał i doprowadził do piątej partii.

W tym momencie red. Lilla My pomyślała z żalem i bólem (przy całej sympatii dla Nole!): "here we go again". Przecież ten tytan Djoković, mistrz przygotowania fizycznego o niekończących się pokładach energii znów zabiega biednego misiaczkowatego Stasia na śmierć. Ale oto nagle Staś stał się Stanisławem. Nie przestraszył się, nie stracił sił ani pewności siebie. W decydującym ostatnim gemie przycisnął serwującego Novaka, który zaczął się mylić bardziej niż wcześniej i wyrzucać w aut piłki, które normalnie umieszcza bez problemów w korcie. Efektem był piąty set wygrany 9-7 po czterech godzinach gry.

 

Roger Federer Roger Federer REUTERS/PETAR KUJUNDZIC

Roger Federer ma wciąż sporo do powiedzenia

Trochę już zaczęłyśmy ostatnio wieszczyć koniec kariery wielkiego Rogera. Płakałyśmy, cierpiałyśmy, włosy z głowy rwałyśmy, ale fakty pozostały nieubłagane - rok 2013 był najgorszym od wielu lat w wykonaniu Szwajcara.

Ku naszej uldze Roger udowodnił nam jednak, jak bardzo się myliłyśmy - zmienił rakietę, postanowił powiększyć rodzinę i znów zaczął grać po prostu pięknie. Kolejny raz co prawda przegrał z Rafą i znów miałyśmy wrażenie, że wpływ na tę gładką porażkę miała bardziej jego głowa niż możliwości (a tym bardziej umiejętności), ale nim to nastąpiło rozegrał kilka pięknych meczów, pokonując m.in. Roda Lavera, Jo-Wilfrieda Tsongę i Andy'ego Murraya i tracąc po drodze do półfinału zaledwie jednego seta. Może z Nadalem Rogerowi nie idzie, może powinien pogadać o tym ze swoim kumplem Stasiem, ale nawet to nie zmienia faktu, że Roger zdecydowanie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. To co? Może tak kolejna wygrana w Wimbledonie?

Federer & Wawrinka Federer & Wawrinka internet

...i kilka bromanców

Na miejscu Mirki zaczęłybyśmy się niepokoić, bo ile bromanców można mieć? Mamy Jo-Wilfrieda Tsongę, mamy Rafę Nadala (jakoś zawsze nas rozczula, że można tak zacięcie rywalizować na korcie, dzieląc fanów na dwa wrogie sobie obozy i jednocześnie tak się lubić poza kortem) i mamy w końcu Stasia Wawrinkę, którego mecz z Novakiem Roger podsumował tak:

"Nie siedziałem spokojnie, nie. Na koniec stałem z rękami w powietrzu tak jak on. Kiedy wygrywał ważne punkty robiłem "fist pump". Przybijaliśmy piątki z Mirką. Więc dobrze się bawiliśmy. Cały piąty set oglądaliśmy razem. Wcześniej oglądałem sam. To było niesamowite".


Tuż po zwycięstwie w finale, a jeszcze przed dekoracją Staś odbierał smsy. Coś nam mówi, że od Rogera właśnie.

Łukasz Kubot i Robert Lindstedt Łukasz Kubot i Robert Lindstedt REUTERS/JASON REED

Wspaniały Łukasz Kubot

My tu emocjonujemy się półfinałem Agnieszki, opłakujemy niepowodzenie Jerzego Janowicza, a tymczasem Łukasz Kubot niepostrzeżenie, trochę cichaczem, wkrada nam się do finału deblowego. I wygrywa ten finał. Radość tym większa, że zupełnie niespodziewana. Jak fajnie, że Robert Lindstedt wysłał tego smsa Łukaszowi!

Urocza Li Na i jej najlepsze podziękowania ever

Li Na to już oficjalnie jedna z najbardziej ulubionych tenisistek ciachoredakcji. Urocza, skromna, zero nadęcia czy gwiazdorstwa, za to pełna naturalności, pokory, szacunku do rywalek i poczucia humoru. Takie mistrzynie kochamy. Chętnie umówiłybyśmy się z Chinką na plotki.

 

Stanislas Wawrinka i Rafael Nadal Stanislas Wawrinka i Rafael Nadal REUTERS/JASON REED

Jeden z dziwniejszych męskich finałów

...któremu poświęcimy aż trzy slajdy. A wszystko rozgrywało się w głowie Stanislasa Wawrinki. Najpierw był świetny i wygrany set Szwajcara, potem odezwały się problemy Rafy, a Staś stracił nerwy, kiedy nie został poinformowany przez sędziego, dlaczego Hiszpan zszedł z kortu. Potem nastąpiło odrodzenie Rafy połączone z totalnym pogubieniem się Wawrinki, który chyba od połowy drugiego seta oczekiwał, że jego rywal zaraz podda mecz. I nagle okazało się, że ten pojedynek sam się nie wygra, a nie do końca sprawny Nadal zaczyna wykorzystywać chwilę słabości Szwajcara, w którym Stanisław znów ustąpił miejsca Stasiowi. Mimo tracenia głowy i olbrzymich nerwów Wawrince udało się w końcu opanować i sięgnąć po upragnione trofeum.

 

 

Więcej o pojedynku napisała już red. rybka, a red. Lilla My pozwoli sobie odpowiedzieć tu na pytanie postawione przez rybkę: tak, ja wierzyłam w wygraną Szwajcara, tego Szwajcara.

Wielki Rafa

Wielkiego sportowca rozpoznaje się nie po tym, jak wygrywa, ale jak przegrywa. A Rafa w swojej porażce był wielki. Od kilku dni poprzedzających finał męczył się z raną na dłoni, która utrudniała mu grę. W czasie rozgrzewki do finału nagle dał o sobie znać uraz pleców, ale Rafa podjął grę. Musiał ją w pewnym momencie przerwać, musiał sprostać buczeniu fanów, którzy uznali, że przegrywający Hiszpan wykorzystuje zabiegi techniczne, żeby wytrącić przeciwnika z równowagi (co mu się zresztą udało), musiał w końcu walczyć z bólem. Na szczęście tłum zgromadzony na korcie przyznał się do błędu, nagradzając pokonanego Rafę owacją na stojąco. Hiszpan miał łzy w oczach, w niektórych gemach serwisowych Wawrinki nawet nie próbował ruszać do piłki, skręcał się z bólu i wyraźnie cierpiał, ale meczu nie poddał. Z szacunku dla fanów i rywala dotrwał do końca, choć w ostatnim gemie chyba sam modlił się, by Wawrinka skończył te męki jak najszybciej. Więcej, w pomeczowej wypowiedzi nawet nie zająknął się o problemach fizycznych, nie szukając wymówki dla swojej przegranej. Szacunek Rafa, jesteś wielki.

Stanislas Wawrinka Stanislas Wawrinka AP/Aaron Favila

I jeszcze większy Staś

Przed tym finałem Wawrinka przegrał z Nadalem wszystkie 12 spotkań, jakie panowie ze sobą rozegrali. Gorzej - nie urwał w nich Hiszpanowi nawet seta. A mimo to wyszedł na kort pełen wiary we własne możliwości. Być może nawet do większego stopnia niż dużo bardziej doświadczony i utytułowany Roger Federer, który z Rafą ma jakiś wyraźny problem, nawet mimo tego, że czasem zdarza mu się przecież wygrać.

Po finale jest nam przykro z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że nie tak miało to wyglądać. Owszem - część z nas życzyła zwycięstwa Stasiowi, ale chciałyśmy, żeby ten mecz był wyrównany a walka porywająca. Kochamy Rafę, ale on już tyle wygrał i jeszcze niejeden turniej wygra, a Staś tyle czekał na taki moment i tak ciężko na sukces zapracował.

Po drugie martwi nas, że Rafa ze swoją kontuzją skradł Wawrince show. Nie dość, że większość jest (słusznie) pełna uznania dla postawy Nadala, pomijając nieco życiowy sukces Wawrinki, to jeszcze pojawiają się głosy, że Szwajcar wygrał tylko, albo przede wszystkim, dlatego, że Nadal był kontuzjowany. I coś nam mówi, że to bardzo krzywdzący pogląd, bo przecież osiągnięcie Szwajcara zasługuje na olbrzymi szacunek. Bo Wawrinka nie miał do finału łatwej przeprawy, w drodze po tytuł nie pokonał tenisistów anonimowych, ale uznane nazwiska. Do tego kiedy w pierwszym secie ból nie dawał jeszcze Nadalowi o sobie znać, przyciskał Hiszpana, prowadził wymianę i wygrywał. Trzeba też zauważyć, że przygotowanie do turnieju obejmuje w olbrzymiej mierze odpowiednie przygotowanie fizyczne - takie, by nie złapać w czasie turnieju kontuzji. Oczywiście urazów nie da się nigdy wykluczyć, ale niemniej prowadzi nas to wszystko do przekonania, że Wawrinka był po prostu lepiej przygotowany.

Stasiu, ty na ten tytuł w pełni zasłużyłeś i zapracowałeś. Jesteśmy z ciebie mega dumne.

A co Wy zapamiętacie z pierwszego wielkoszlemowego turnieju 2014?

Więcej o: