Sport.pl

Co zapamiętamy z piłkarskiego roku 2011?

Piłkarski rok 2011 miał być taką trochę strefą buforową, zapchajdziurą, pomiędzy pełnym mundialowych emocji rokiem 2010, a z dawna, o roku ów!, wyczekiwanym rokiem 2012, który awansem mianowany został już Najlepszym Piłkarskim Rokiem Wszystkich Polaków. Taki to już smutny los lat nieparzystych w piłce nożnej, ale czy rzeczywiście? Naszym zdaniem jest jednak co pamiętać z 2011.

Leo kontrowersyjnie zdobywa Złotą Piłkę

Gorąco zrobiło się już w styczniu, gdy Leo Messi odbierał swoją kolejną Złotą Piłkę. Po raz pierwszy w historii była to nagroda łącząca dotychczasowy plebiscyt France Football i wybory Piłkarza Roku FIFA. Problem w tym, że choć nikt nie kwestionował geniuszu Argentyńczyka, to... wielu ekspertów uważało, że akurat za rok mundialowy nagrodę powinien odebrać ktoś, kto zdobył najcenniejsze trofeum świata. Tym bardziej, że jak dobrze pamiętamy, Messi na Mundialu po prostu zawiódł, co więcej, Barcelona w 2010 roku nie zdobyła Ligi Mistrzów.

Naszym prywatnym zdaniem Złotą Piłkę powinien był dostać Andres Iniesta, a w tym roku mamy nadzieję, że dostanie ją Xavi.

Gran Derbi Gran Derbi internet

Festiwal Gran Derbi

W 2011 roku rozegrano aż 7 wielkich klasyków, derbów świata, meczów Realu z Barceloną. Niektórzy twierdzili, że to za dużo, inni zdecydowanie nie mieli dość. My czułyśmy się trochę zmęczone, gdy na przełomie kwietnia i maja dwie wielkie drużyny zmierzyły się aż czterokrotnie, zwłaszcza, że niestety poziom tych spotkań, delikatnie rzecz biorąc, na kolana nie rzucał, a w dodatku słabemu widowisku towarzyszyły bardzo nieładne zjawiska, niemające ze sportem nic wspólnego.

Oskarżenia o nadmierną brutalność przeplatały się z zarzutami teatralności i wymuszania fauli, co mecz to kontrowersja, Real nie chciał ściąć trawy, Barcelonie pomagali sędziowie itp. Niezdrowa atmosfera udzieliła się zawodnikom, trenerom i przede wszystkim fanom. Fankom, nawet tu na Ciachach, też... 1401 komentarzy pod relacją z trzeciego Gran Derbi!?

Wrogość zawodników obu klubów przełożyła się nawet na grę reprezentacji Hiszpanii. Jedność udało się odbudować dopiero w meczu z Chile. Pamiętacie? Chodzi o tę... bójkę, w której piłkarze Realu i Barcy ramię w ramię wzięli udział.

 

FC BARCELONA FC BARCELONA CIACHA

Dominacja Barcelony

Po roku 2010, w którym Barcelona oddała panowanie w Europie Interowi, przyszło kolejne potwierdzenie barcelońskiej hegemonii w światowej piłce nożnej: z sześciu możliwych do zdobycia trofeów Barca oddała Realowi jedynie Puchar Króla, i udowodniła, że jest drużyną z innego porządku. Jest wiele świetnych drużyn, wielu wybitnych zawodników, ale Barcelona jest tylko jedna. I można nie lubić katalońskiego klubu, można nie zachwycać się stylem gry Blaugrany, można uważać, że takich piłkarzy poprowadziłaby do zwycięstwa nawet kosiarka (my tak NIE uważamy), ale trzeba przyznać, że na TĘ Barcelonę nie ma obecnie mocnych ani w Europie, ani na świecie.

Pokazał to przegrany przez Manchester United finał Ligi Mistrzów, w którym Diabły musiały uznać wyższość Katalończyków, pokazał finał KMŚ, w którym Santos wyglądał na tle Barcy po prostu smutno, pokazały ostatnie Gran Derbi.

Żadna dominacja nie może trwać wiecznie, każdą drużynę prędzej czy później czeka kryzys, jednak rok 2011 był rokiem Barcy.

Copa America Copa America Ciacha

Nudy na Copa America i brazylijsko - argentyńskie rozczarowanie

Copa America miała być dla nas wybawieniem od nudnego  lata bez piłki i pokazem niesamowitych 'tyle-się-o-nich-nasłuchałyśmy' umiejętności Neymara, oraz potwierdzeniem genialnej formy Leo Messiego. Tymczasem wiało nudą, Brazylia i Argentyna rozczarowały szybko odpadając z turnieju, a w cieniu ich klęski Urugwaj udowodnił, że czwarte miejsce na mundialu w RPA nie było przypadkiem. No i z tego akurat bardzo się cieszymy, Urugwaj należy do naszych ukochanych reprezentacji (dawać go na Euro! Grecja i tak zbankrutuje), ale nie możemy udawać, że mecz finałowy Urugwaj-Paragwaj nie był najnudniejszym meczem świata.

Uruguay's team hold aloft the trophy after they defeated Paraguay in the final of the Copa America in Buenos Aires July 24, 2011. REUTERS/Henry Romero (ARGENTINA - Tags: SPORT SOCCER)

Aha, no i oczywiście  do końca życia zapamiętamy tę creepy maskotkę:

Maskotka Copa America

PS. Właśnie dzwoniła Marina, i kazała dopisać, że mamy koniecznie zapamiętać też bramkarza reprezentacji Argentyny:

sergio romero

Arsenal Arsenal Arsenal

Upadek Arsenalu. I jego wzlot.

Teraz, pod sam koniec roku wzlot wydaje się nawet bardziej godny zapamiętania niż upadek, ale przecież jeszcze kilka miesięcy temu, na początku września, po przegranej 2:8 z Manchesterem United (poprzedzonej przegraną 0:2 z Liverpoolem) Arsenal był na samym dnie piekieł, skąd od spodu pukał do niego chyba już tylko Łódzki Klub Sportowy.  Fatalna sytuacja kadrowa: kontuzjowany Wilshere, Fabregas w Barcelonie, Nasri zbiegający do Manchesteru City, Liga Mistrzów, do której trzeba było się przebijać przez żmudne kwalifikacje i przez moment wcale nie było oczywiste, że przebić się uda, posada Arsena Wengera zagrożona chyba bardziej niż kiedykolwiek, a wszystko to w jubileuszowym,125. roku istnienia...

Ale potem przyszedł mecz z Chelsea i Kanonierzy podnieśli się po dwóch straconych golach, pokonali Niebieskich 5:2 i coś się przełamało... Potem okazało się, że to właśnie Arsenal, jako pierwszy z angielskich drużyn zapewnił sobie awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, choć miał chyba najtrudniejszą grupę, że Robin van Persie jest najlepszym strzelcem sezonu, że będą wzmocnienia i znowu "In Arsene we trust...", i nawet legendarny Henry powróci na Emirates. Piękna historia.

Zobacz: 10 największych ciach Arsenalu ery Wengera>>

Mecz z Niemcami, który prawie udało się wygrać

Czy o tym spotkaniu da się coś napisać? To trzeba obejrzeć:

Szansa na pierwsze, historyczne zwycięstwo z największym rywalem przeszła koło nosa, Niemcy pokazali, że jak zwykle grają do końca, poślizg Wawrzyniaka (i wszystkie inne poślizgi, które po nim nastąpiły) stał się kultowy i teraz wspominamy to wszystko nawet z pewnym rozrzewnieniem. Zaraz po meczu było jednak tak:

A rybka, w relacji NA ŻYWO z tego spotkania pisała:

22.41. Panie Włoch! panie Włoch! Wszyscy wstali z miejsc! Wojtek ratuje nas po raz 7865. Jeszcze rzut rożny Rybusa... jeszcze strata i powrót Rybusa i odzyskanie... I jeszcze zmiana Kuby, żeby mógł usłyszeć owację na stojąco.no już, chcemy usłyszeć gwizdek!

22.43 NIEEEEEEEEEEEEEEEE! NIE, NIE, NIE. DLACZEGO?

 

To wciąż boli.

Robert Lewandowski Robert Lewandowski AP/Thanassis Stavrakis

Robert podbija Bundesligę

Początki Roberta w Borussii Dortmund były dość trudne. Nowa pozycja, nowe zadania, sezon w cieniu Lucasa Barriosa. Ostatecznie jednak, trzeba przyznać, nasz najlepszy napastnik odegrał istotną rolę w zdobyciu przez BVB mistrzostwa, zagrał w 33 ligowych spotkaniach, zdobył osiem goli. Cieszyłyśmy się, bo przecież od pewnego czasu praktycznie wszystkie wyjazdy gwiazd Ekstraklasy kończyły się klęskami.

Nie spodziewałyśmy się jednak, że w rundzie jesiennej nowego sezonu Robert wystrzeli tak wysoko. Szansę dostał, gdyż Lucas Barrios najpierw grał w Copa America, później leczył kontuzję. I potrafił tę szansę wykorzystać. 12 goli w 17 meczach uczyniły z Roberta jednego z najlepszych napastników Bundesligi, my mogłyśmy co chwila pisać takie artykuły, a Barrios, zaczął szukać drogi ucieczki z Signal-Iduna Park.

Losowanie grup na Euro 2012 Losowanie grup na Euro 2012 youtube.com

Losowanie grup Euro 2012

Jaki to był piękny, a jaki szalony dzień! Od samego rana tylko o tym: kto, na kogo, gdzie,kiedy, w jakiej konfiguracji... Nie było celebryty, który by się nie wypowiedział na kogo chce trafić, a nam udało się nawet porozmawiać z kuleczką...

kuleczki

Łysinka Gianniego lśniła bardziej niż zwykle, kuleczki były wypolerowane na błysk większy niż biel zębów Cristiano Ronaldo... No i wylosowali! Polska dostała grupę z Czechami, Grecją i Rosją i wybuchła ogólnonarodowa euforia: że szczęście, że fuks, że wstyd nie wyjść, że mamy ćwierćfinał, że jesteśmy faworytem...

My jakoś od początku nie potrafiłyśmy się bardzo cieszyć i głosem wołającego na puszczy (bo nikt nas nie słuchał) wieszczyłyśmy, że jeśli jest jakaś grupa śmierci, to nie B, gdzie - nie oszukujmy się - Dania i Portugalia nie mają praktycznie żadnych szans na wyjście, ale właśnie nasza, gdzie każdy zespół może czuć się szczęściarzem i faworytem. Tylko, że jakoś na hitowe spotkania się nie zanosi. Co z tego wyjdzie? Przekonamy się już za pół roku.

Wayne Rooney Wayne Rooney REUTERS/CHRISTIAN HARTMANN

Odpadnięcie Manchesterów z Ligi Mistrzów

Rybka doskonale pamięta czasy, kiedy cztery angielskie drużyny w półfinałach Ligi Mistrzów były pewne jak śmierć i podatki. I były to dobre czasy, choć bywało, że miałyśmy już dość pojedynków Chelsea - Liverpool. Dlatego dziwną jest dla nas sytuacja, kiedy dominacja wyspiarskich drużyn w LM nie jest czymś oczywistym i niezachwianym. Dzieje się tak trochę odkąd stary europejski wyjadacz Liverpool przestał awansować do elitarnych rozgrywek - w zeszłym sezonie debiutujący Tottenham nie zdołał przebrnąć przez ćwierćfinały (dostając straszliwe lanie od Realu), w tym, rewelacyjnie spisujące się na krajowym boisku City nie dało nawet rady wyjść z grupy.

MANCHESTER, ENGLAND - DECEMBER 07:  Vincent Kompany of Manchester City looks dejected at the end of the UEFA Champions League Group A match between Manchester City and FC Bayern Muenchen at the Etihad Stadium on December 7, 2011 in Manchester, England.  (Photo by Alex Livesey/Getty Images)ncent Kompny

Jeszcze większym zaskoczeniem (a dla niektórych strasznym smutkiem) było odpadnięcie finalisty poprzedniej edycji - Manchesteru United. Odpadnięcie z, przyznajmy to - bardzo łatwej grupy. Klęska z FC Basel, które może i wcześniej odgrażało się wielkim tego świata, ale w meczu z  United faworytem na pewno nie było.

Gorycz europejskiego upokorzenia łagodzi jednak rekordowy i historyczny 19. tytuł w Premiership wywalczony na 25-lecie pracy Sir Alexa Fergusona na Old Trafford - bo nie zapominajmy, że dla Anglików zawsze najbardziej liczyło się ich własne boisko.

LE LE Ciacha

Wisła i Legia, czyli polskie drużyny podbijają Europę

My osobiście, i bez żadnej przesady możemy śmiało powtórzyć za Mickiewiczem: "ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu". Pardon, jesień. I końcówkę lata. Wisła awansowała wprawdzie do Ligi Europejskiej w atmosferze ligomistrzowego rozczarowania, ale już Legia rozprawiła się ze Spartakiem w prawdziwie rozpierającym dumą stylu:


Spartak - Legia 2:3

No a potem okazało się, że przegrać z APOELem to żaden wstyd, bo cypryjski klub był małą rewelacją Ligi Mistrzów. Wisła wprawdzie w pierwszych meczach LE nas nie rozpieszczała, ale za to Legia zapewniła sobie awans na dwie kolejki przed końcem fazy grupowej - to było coś niesamowitego z perspektywy kibica polskiej piłki: żadnych meczów o wszystko, żadnych o honor...

Nie spodziewając się wiele, byłyśmy bardzo ukontentowane, i dumne z Wisły, kiedy godnie pożegnała się z rozgrywkami wykonując plan minimum i wygrywając w ostatnim meczu z Twente. Tak myślałyśmy i z pokorą przyjmowałyśmy fakt, że Odense nie chciało się w meczu o pietruszkę wygrywać z Fulham. I wtedy stało się to:

 

 

 

I to:

 

Wow. To było niesamowite, w tej samej sekundzie, w której komentator krzyknął "goooool", wiedziałyśmy już, że oto na naszych oczach podpisuje się historia, że to jest właśnie ten moment, o którym będziemy opowiadać naszym przyszłym dzieciom i byłyśmy takie dumne, takie szczęśliwe...

ki

Więcej o: