Sport.pl

Szef polskiej siatkówki czuje niedosyt po wyborze selekcjonera

Bartosz Buk, Mateusz Łaniewski
09.02.2011 00:05
- Jestem zadowolony z wyboru Andrea Anastasiego na trenera kadry, ale mam z tego powodu niedosyt. Po pierwsze, nie rozumiem szumu, jaki powstał wokół tego wyboru. Że nie ma procedur, że jest już późno. A przecież w PZPS nie panował z tego powodu chaos. Po drugie, miałem wizję polskiego trenera na tym stanowisku. Jacka Nawrockiego, który wybrał inną drogę. Jeśli tak chce prowadzić swoją karierę, proszę bardzo. My jednak uważamy, że selekcjoner powinien pracować tylko z kadrą, on twierdzi inaczej, ale nie ma o to do niego pretensji - mówi Mirosław Przedpełski w Magazynie Siatkarskim Przemysława Iwańczyka. - Znając siłę polskiej siatkówki, nie chcę, by działacze wybierający trenera kadry występowali w roli petenta. W procedurach PZPS drażni mnie ich niewydolność. To nie jest najlepszy system. Większość z 23 członków zarządu podejmuje decyzje, do których zupełnie nie jest uprawniona i chętnie by od tego uciekła - kontratakuje Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu i Sport.pl. Czy działacze nie będą chcieli wpływać na nowego selekcjonera. - Odkąd jestem prezesem, żaden z działaczy nie wtrącał się w pracę selekcjonera, nikt nim nie manipulował. W każdej federacji, nie tylko w Polsce, jest co najwyżej próba ustawiania zawodników, wprowadzania ich do kadry. Wtedy można powiedzieć, że trener jest pod jakimś wpływem, ale nie ma tak, że do niego dzwonimy i mówimy: masz robić tak, czy tak. Czy Łukasz Żygadło będzie miał szansę powrotu? Jeśli trener będzie chciał, ok. Ale mogą tego nie chcieć pozostali zawodnicy - tłumaczy Przedpełski. W dyskusji o Skrze Bełchatów Mirosław Przedpełski zgadza się z jej trenerem, który po ostatniej kolejce stwierdził w Gazecie Wyborczej, że taka PlusLiga nie ma sensu. Dodaje też, że jest pewien awansu mistrza Polski do następnej fazy Ligi Mistrzów. - Drużyna mająca jeden z najwyższych budżetów w Europie musi mierzyć wysoko - kończy szef PZPS.