Radosław Leniarski, Rafał Stec: W jakim celu przyleciał pan do Pekinu i czym się pan tutaj zajmował?
Tomasz Marcinkowski: Jestem tutaj zastępcą szefa misji do spraw sportowych. W Ministerstwie Sportu jestem dyrektorem departamentu sportu kwalifikowanego i młodzieżowego.
Tutaj przede wszystkim prowadzimy wszystkie analizy, przeprowadzamy je w tej chwili. One jeszcze nie są kompletne, no, bo musimy prowadzić wszystkie sprawy punktowe. Potem jest jeszcze kwestia nadzoru, kwestia dopilnowania spraw zgłoszeń sportowych, kwestia zmian, które zaistniały albo które mogły zaistnieć. Na przykład zmiana Rafała Kuptela [rezerwowy piłkarz ręczny mieszkający w ambasadzie]. Choć ona nie zaistniała. Kwestia obserwacji zawodów sportowych. Wszystkie kwestie sportowe były po naszej stronie. Na 263 sportowców są Wojciech Wasiak, Jan Pośnik, Urszula Jankowska i ja. Każdy zawodnik może mieć zapytanie, może mieć problem, kłopot. My jesteśmy tu po to, aby im pomagać.
Jakie mieli kłopoty?
- Przychodzi zawodnik z pytaniami. To są różne pytania. Na przykład stroje sportowe trzeba było przedłożyć do 13 sierpnia do sportdesku. Trzeba sprawdzać wiadomości dla trenerów. Są pytania o ustawienie treningu, o zabezpieczenie dojazdu na trening. To bardzo ważna kwestia. Zabezpieczenie pobytu w Pekinie. Czynności są dziesiątki.
Kierownik ekipy, który jest w każdym związku, tym się nie zajmuje?
- W grach zespołowych są menedżerowie, w lekkoatletyce na zmianę są Henio Olszewski z panią Jankowską.
Jak wygląda obserwacja zawodów sportowych?
- No, jeździmy na zawody. Normalnie, z trenerami. Trudno, żeby nie być na zawodach. Wszyscy jeżdżą. Pan Pośnik, pan Wasiak. Ale gros czasu spędzamy w wiosce. Wieczorem te punkty spisujemy. Sprawdzamy kwestie medalowe. Jeżeli jest układ medalowy następnego dnia, to planujemy wyjazd. Czynności jest bardzo dużo do wykonania. Ale panowie, mówmy o medalach, punkty to jest rzecz poboczna. Gdyby medali było 300... Ale jest 10.
Gdyby było 300, to chyba osiem osób z ministerstwa musiałoby przyjechać do Pekinu. Czy punkty się zlicza na bieżąco?
- No, zlicza się, ale teraz wiadomo - jest tyle konkurencji! Jest 302 kompletów medali. Kompletów! Więc spokojnie przyjedziemy i policzymy jeszcze raz te medale. I punkty również. Na miejscu w Warszawie też zbierane są te dane. To ważne dla publiczności.
Jak to? W Warszawie też liczą?
- Po prostu musimy zweryfikować wszystko, żeby nie popełnić błędu. Oczywiście nie chcemy podawać złych danych naszym wspaniałym kibicom. Lepiej sprawdzić pięć razy. W Warszawie [po powrocie] będą to sprawdzać te same osoby, które to robiły tutaj i tam, plus zespół metodyczny. Wiadomo, medale już mamy policzone i tutaj sprawa jest prosta.
Czy nie można tego policzyć w Warszawie, sprawdzając wyniki w internecie?
- Nie, no punkty mogą być liczone i tam, ale oczywiście wiadomo, są różnice. I musimy zaczekać na wyniki ostateczne. Te wyniki muszą być zweryfikowane. Wiadomo, są badania antydopingowe. Jakiś czas musi upłynąć, aby te punkty były punktami ostatecznymi.
"Chodziarze - ósme i dziewiąte miejsce to jest coś, co można uznać za dobrystart. Na 50 km na przykład, nie wiem, czy panowie byli w Osace, jak nie, toszkoda, bo to trzeba było zobaczyć - »
Ja mam świetne kwalifikacje, aby pracować w PZPN albo PZLa. Lubię wódkę, znamsię na sporcie (mam Eurosport, kiedyś grałem w piłkę). Jak mi zapłacą 5.000 PLNnetto, to też mogę liczyć słupki »
Podsumowanie dnia w sporcie
Zamów codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami.
Zobacz przykład