- Bez sensu jest wprowadzać jakieś zakazy. Zawodnicy bez żadnych późniejszych konsekwencji będą mieli pełne prawo mówić to, co myślą. Jednocześnie głęboko wierzę w to, że jedziemy tam, by skupić się na sprawach sportowych. Nie mieszajmy więc do tego polityki, niech na te dwa tygodnie armaty ucichną - powiedział prezes PKOl.
Podobnego zdania jest Niemiecki Olimpijski Związek Sportowy, ale już odmiennego, np. belgijski i brytyjski.
W styczniu Belgijski Komitet Olimpijski zabronił sportowcom, którzy wystartują w Pekinie, na publiczne wypowiadanie się na tematy dotyczące przestrzegania praw człowieka przez Chińczyków oraz innych delikatnych spraw politycznych.
Identycznie podszedł do tego zagadnienia Brytyjski Komitet Olimpijski, który zażąda od zawodników, by podpisali specjalną klauzulę zakazującą im czynienia wszelkich "wrażliwych" politycznie uwag lub gestów podczas pobytu w Pekinie.
Ostatnio nasiliły się na świecie głosy wzywające do zbojkotowania igrzysk. W Polsce były takowe już w ubiegłym roku.
- Miejmy trochę rozumu. Nie wierzę w to, że bojkot mógłby cokolwiek zmienić. Poza tym trzeba było to przeanalizować siedem lat temu, gdy Pekin został wybrany organizatorem imprezy. Widziały gały co brały. Czy teraz mielibyśmy zmarnować wysiłek sportowców, którzy przygotowywali się do olimpijskiego startu nie tylko przez rok, nie tylko przez dwa lata, ale nawet przez większość życia? Uszanujmy to i odłóżmy sprawy polityczne na bok - dodał Piotr Nurowski.