Lubański: Polacy na Euro byli mocni w jednym. W gębie!

Rozmawiał Jacek Sarzało
29.06.2008 , aktualizacja: 29.06.2008 20:42
A A A Drukuj
Włodzimierz Lubański Włodzimierz Lubański
- W gębie byliśmy silni. W nogach już słabsi - tak podsumowuje występ Polaków na Euro Włodzimierz Lubański, jeden z najlepszych polskich piłkarzy.
SERWISY
Platini: Czas by Polska się ockęła! »

Polacy boją się stawiać na młodzież »

Jacek Sarzało: Polska na Euro. Pańska pierwsza reakcja...

Włodzimierz Lubański, mieszkający w Belgii były kapitan reprezentacji Polski, zdobył dla niej 48 goli: Jedno wielkie rozczarowanie. Oczekiwania były wysokie. Jak się okazało, zupełnie nieuzasadnione. Na Euro wyszło na jaw, że niestety nie mamy zespołu. Chorwacja i Niemcy to jednak zbyt silni rywale, przynajmniej na razie. Najbardziej przykry był jednak styl, w jakim przegraliśmy z Niemcami i Chorwacją i zremisowaliśmy z Austrią. Powiem krótko: to była kompromitacja.

Cała Polska ponoć widziała, że z Austrią skrzywdził nas sędzia...

- Jeżeli mamy zwalać teraz wszystko na Howarda Webba, to nie ma sensu w ogóle oceniać gry Polaków. Ja przyczyny nieudanego występu widzę zupełnie gdzie indziej. Zespół był źle przygotowany i kolejny raz nie sprawdził się na wielkiej imprezie.

Paru piłkarzy gra jednak w niezłych klubach europejskich. Marcina Wasilewskiego w Anderlechcie widzi pan na co dzień. Nie wierzę, że liga belgijska jest tak słaba jak jego występ w Austrii.

- Jedni grają, inni cały sezon siedzą na ławce. Poza tym ocena indywidualna zawodników na turnieju to zupełnie co innego niż ocena zespołu, który tworzą w sezonie ligowym. Nie mówię, że każdy polski reprezentant to z osobna zły piłkarz, mówię, że stworzyli złą drużynę. Polska reprezentacja zawiodła na Euro - tego nie da się ukryć ani nie da się temu zaprzeczyć. To widział cały świat. A Wasilewski w Anderlechcie grał zupełnie inaczej niż na Euro. Przynajmniej na początku, zaraz po transferze z Polski.

Ci sami polscy gracze w eliminacjach pokazali, że umieją grać.

- Nie do końca się z tym zgadzam. Owszem, w Chorzowie zagraliśmy wspaniały mecz z Portugalią, ale kilka spotkań wygraliśmy, bo mieliśmy niesamowite szczęście. I jeżeli na bazie tego jednego superwystępu z Portugalią rościliśmy sobie prawo do triumfów na Euro, to dziś już widać, jak bardzo się pomyliliśmy. Bo to było dużo za mało.

Ale jednak pojechaliśmy na finały z pierwszego miejsca w grupie.

- Zgadza się. Tyle że przed wyjazdem moim zdaniem niepotrzebnie i bezpodstawnie nadmuchaliśmy balon oczekiwań. Nawet sztab szkoleniowy i sami zawodnicy mówili publicznie, że z grupy wyjdziemy śpiewająco. Sam słyszałem wypowiedzi kilku piłkarzy, że o ile z Niemcami rzeczywiście może być ciężko, o tyle z Austrią i Chorwacją zwycięstwa mamy właściwie w kieszeni. Wszyscy zapomnieli tylko, że oba mecze trzeba jeszcze wygrać na boisku.

Mieli mówić przed wyjazdem do Austrii, że jadą przegrać?

- Oczywiście, że nie. Wiem, że to jest sport, że sukcesu nie da się przewidzieć i zaplanować. Jasne, że można przegrać z każdym, to jest piękno futbolu. Ale trzeba walczyć, trzeba zagrać na przyzwoitym poziomie. A my prezentowaliśmy głównie buńczuczność przed meczami, na boisku było już kompletnie coś przeciwnego. Czyli nie tylko brak umiejętności, ale przede wszystkim ambicji. A bez walki nic się w futbolu nie wygra. W gębie byliśmy silni, w nogach już słabsi. Troszeczkę skromności by się przydało. Nie można robić tak ordynarnego zawodu wspaniałym polskim kibicom, którzy tak licznie pojechali na mistrzostwa i tak olbrzymie rozczarowanie przeżyli.

Kto jest winny słabego występu Polaków?

- To jest skomplikowana sprawa. Zawsze po wielkich imprezach następują wszechstronne analizy, a później są podejmowane decyzje. Ja bym przede wszystkim sprawdził, dlaczego zespół, będąc przygotowany zupełnie poprawnie pod względem fizycznym, kompletnie nie miał szybkości. Niech odpowie na to pytanie szkoleniowiec czy fizjolog.

Jak duża jest wina Leo Beenhakkera?

- Za każdy wynik odpowiedzialność ponosi trener. Nie możemy oceniać występu Polaków w oderwaniu od ewentualnych win czy zasług Beenhakkera. Ale to na razie wszystko na temat Holendra.

Czy oprócz Polaków Euro podoba się panu?

- Uważam, że jesteśmy świadkami świetnego turnieju, kilku znakomitych, widowiskowych meczów. Rosjanie z Holendrami zagrali wspaniale, oglądałem ich z przyjemnością. Portugalczycy mieli przebłyski, wreszcie wielką, a co ważniejsze, równą formę pokazali Hiszpanie. I oczywiście jak zwykle Niemcy zaszli daleko. Tak po niemiecku, nie superformą, lecz solidnością.

Pojawiły się taktyczne nowości na Euro?

- Może nie tyle nowinki, co zmiana przyzwyczajeń. Okazało się, że sukces leży w grze do przodu. I było kilka drużyn, które rzeczywiście wygrywały mecze atakiem. Hiszpania, Rosja, Holandia... Myślę, że poświęcenie większych sił na strzelanie goli zamiast na przeszkadzanie w strzelaniu jest wielkim osiągnięciem tego turnieju.

Platini: Decyzja w sprawie Euro dopiero na jesieni »

Podziel się