Kto by pomyślał - rozbici Niemcy boją się Austrii!

Michał Pol, Klagenfurt
15.06.2008 , aktualizacja: 16.06.2008 11:44
A A A Drukuj
Fot. Sergey Ponomarev AP
Niemcom do awansu do ćwierćfinału wystarczy remis z Austrią, ale wcale nie są go pewni. - Nadszedł moment krytyczny - mówi Michael Ballack - o niemieckich obawach przed meczem o wszystko pisze z Klagenfurtu specjalny wysłannik Sport.pl Michał Pol.
Trener Chorwatów: Zagramy dla Kibiców

Hickersberger; Jak rzadko kiedy jest szansa ograć Niemców

Niemcy to trzecia drużyna świata na ostatnim mundialu. Austria jest najniżej notowanym zespołem na Euro (92. miejsce w rankingu FIFA), a trzy miesiące temu przegrała na tym samym wiedeńskim stadionie 0:3.

Futbol z graciarni kontra dziedzictwo Klinsmanna

Porażka z Chorwacją okazała się dla Niemców mocniejszym nokautem, niż się ktokolwiek spodziewał. Nawet nie sam rezultat, ale styl. "Welt am Sonntag" twierdzi, że drużyna na 90 minut popadła w taktyczną depresję. I wrócił znienawidzony Rumpelfussball (futbol staroć z graciarni) - toporny styl, z którym cztery lata temu zerwał trener Jürgen Klinsmann.

W efekcie Niemcy musieli dokonać bolesnej korekty. Nie mówią już o wywalczeniu tytułu, lecz muszą drżeć, by uniknąć losu z dwóch ostatnich mistrzostw Europy, gdzie nie wyszli z grupy. Upadł image trenera Joachima Löwa, który po meczu z Chorwacją zmienił się z pewnego siebie profesjonalisty wiedzącego, co robi, w przegranego bez szczęścia. Jeśli zawiedzie, będzie musiał odejść tak jak Erich Ribbeck po Euro 2000 i Rudi Völler cztery lata później. Będzie to oznaczało koniec ery zapoczątkowanej przez Klinsmanna.

- Porażka na Ernst Happel Stadion zrujnuje dziedzictwo "Klinsiego". Pozbawi niemiecki futbol sympatii całego świata, jaką kadra zdobyła w ostatnich dwóch latach dzięki ofensywnemu i skutecznemu stylowi gry - alarmuje słynny trener Ottmar Hitzfeld.

Sam Klinsmann, który w lipcu obejmie Bayern Monachium, wsparł drużynę, mówiąc, że wierzy w sukces na Euro, "bo koncepcje i idee, jakie wyznaje obecnie kadra, są słuszne". - Gdyby nie były, reprezentacja Niemiec nadal leżałaby na ziemi jak w 2004 r., kiedy ją objęliśmy. A nam udało się przecież wprowadzić ją na powrót do europejskiej i światowej czołówki - stwierdził były trener kadry.

Co się stało z ofensywną filozofią, którą wszyscy tak się zachwycali? Dlaczego większość zawodników zagrała poniżej umiejętności? Wśród nich także Michael Ballack, który ma tak wielki wpływ na zespół - zastanawiają się Niemcy. Zdaniem większości problem leży nie w braku umiejętności czy złym przygotowaniu fizycznym drużyny, ale w głowach zawodników. Oni mecz z Chorwacją przegrali mentalnie.

Zróbmy to jeszcze raz, chłopcy!

Dlatego sztab reprezentacji chwyta się wszelkich środków, żeby zmotywować piłkarzy. W holu hotelu Giardino w Asconie, gdzie rezyduje kadra, menedżer reprezentacji Oliver Bierhoff rozwiesił transparent z cytatem z legendarnego skoczka narciarskiego Jensa Weissfloga. "Dolecisz tylko tak daleko, gdzie już wylądowałeś we własnej głowie" - informuje napis. Podczas posiłków piłkarzom towarzyszy zaś ogromne zdjęcie zrobione po wygranej z Polską. Cała drużyna dziękuje w ekstazie sektorowi niemieckich kibiców. "Zróbmy to jeszcze raz, chłopcy!" - głosi podpis.

Trener Löw nie poprzestał na rutynowych spotkaniach kadrowiczów z psychologiem reprezentacji. Zabierał swoich piłkarzy na indywidualne rozmowy do hotelowego ogrodu, by przekonać się, czy problem rzeczywiście leży w ich głowach. Doszedł do wniosku, że słaba gra w meczu z Chorwacją to wynik spalenia psychicznego.

Inaczej niż to ma miejsce w reprezentacji Polski, gdzie najlepszym, ale i jedynym motywatorem jest Leo Beenhakker, sprawę w swoje ręce wzięli sami zawodnicy. Kapitan Ballack zwołał nieformalne spotkanie drużyny. Zaczął od przyznania się, że sam nie grał tak, jak się tego po nim spodziewano. Później ochrzanił kolegów za zbyt długie świętowanie wygranej z Polską, o brak zaangażowania i koncentracji w meczu z Chorwatami.

- Mistrzostwa Europy to nie koncert życzeń. Nadszedł moment krytyczny. Tyle mówiliście, jacy to jesteśmy świetni - trzeba to pokazać na boisku. Bądźcie szczerzy wobec siebie. Niech grają ci, którzy czują się przygotowani na sto procent fizycznie i mentalnie. Bo tylko w takim stanie pomogą drużynie, w każdym innym - zaszkodzą. Jesteśmy zbyt dobrym zespołem, żeby kończyć turniej tak wcześnie - mówił.

Słuchajcie Louisa Armstronga!

Miejsce w rankingu FIFA przemawia przeciwko Austrii. Podobnie jak to, że jedynego gola na turnieju zdobyła po kontrowersyjnym rzucie karnym w 93. min przeciwko Polsce. Ale ten scenariusz wyzwolił w gospodarzach Euro 2008 niesamowitą euforię i pozytywną energię. Wszystkie austriackie media pełne są buńczucznych zapowiedzi (napastnik Werderu Brema Martin Harnik stwierdził nawet, co z lubością cytują wszystkie brukowce, że "Niemcy mają przed meczem z nami pełne portki").

- Pod względem piłkarskim Niemcy są o niebo lepsi od Austrii. Ale w tej kondycji psychicznej, w jakiej są nasi piłkarze, nie ma żadnej gwarancji sukcesu. Austriacka publiczność działa na swoich dokładnie tak jak niemiecka podczas ostatnich mistrzostw świata. Dzięki tej euforii Austriacy naprawdę potrafią grać lepiej, niż są w stanie. Wszystko zależy od tego, co będzie się działo w niemieckich głowach - mówi dziennikarz "Kickera" Frank Lussem.

- Nie popadajmy w panikę. Rozumiem, że wszyscy denerwują się meczem z Austrią, ale drużyna będzie do niego należycie przygotowana. Zagramy w ćwierćfinale! Nic innego się nie zdarzy, bo zdarzyć się nie może - zapewnia Löw.

Na wszelki wypadek w hotelu zawiesił kolejne motto dla piłkarzy. Jego ulubione, słowa geniusza jazzu Louisa Armstronga: "Nigdy nie rób niczego w połowie, bo stracisz więcej, niż mógłbyś wygrać, gdybyś zrobił zadanie w całości".

Austriacy 22 lata czekają na wygraną z Niemcami

Wszystko o Austriakach i Niemcach

Podziel się