Chorwaci sześć stóp pod ziemią
21.06.2008
, aktualizacja: 22.06.2008 11:33
Jeżeli Zbigniew Boniek po meczu Turków z Czechami szukał słowa mocniejszego od "niewiarygodne", to po spotkaniu tychże Turków z Chorwatami było mu pewnie jeszcze trudniej.
Zdziesiątkowani kartkami i kontuzjami Turcy mieli ten mecz przegrać z kretesem. Zaś wypoczęci i faworyzowani Chorwaci mieli się po nich przewieźć jak Dorn po dziennikarzach.
A przez bite dwie godziny jedni wozili się po drugich w rozpaczliwie nudnym stylu mnożąc niewykorzystane okazje, które, jak wiadomą, się mszczą. Podopieczni Slavena Bilicia co i rusz atakowali bramkę ściągniętego z piłkarskiej emerytury Rüstü Recbera, ale celnością dorównywali Blinkinowi (wiadomo skąd). Przy takiej skuteczności Chorwatów, w tureckiej bramce mógłby stanąć kawał mięsa na kebaby i nie zrobiłoby to Turkom żadnej różnicy. Nie to, żeby się z kolei Stipe Pletikosa jakoś szczególnie zmęczył, bo się nie zmęczył.
Komentator robił co mógł, żeby Polsatowi oglądalność nie spadła, ale wątpię, by jego wysiłki przyniosły jakikolwiek skutek. Ten mecz to była męka. Do 119 minuty. Co było dalej - wszyscy wiedzą.
Jakkolwiek motywuje do gry swoich zawodników Fatih Terim robi to znakomicie. Turcy na tym turnieju jeszcze ani raz nie odpuścili, choć nie raz byli w co najmniej dramatycznej sytuacji. Dla nich mecz kończy się wtedy, kiedy sędzia ogłosi koniec. I ani minuty wcześniej. To cecha, której nie tylko nam brakuje. Bo Chorwaci, podobnie jak Polacy potrafią latać, kiedy strzelą bramkę, a lądują sześć stóp pod ziemią kiedy ją stracą. Drużyna Bilicia stamtąd właśnie przystąpiła do konkursu karnych i nie dziwne, że przegrała go w potwornym stylu.
Tak przykro nie było mi nawet wtedy, gdy odpadali nasi. Wielka Chorwacja pokonana, bo Turcy może i nie pokazali wielkiej gdy, ale pokazali wielkie serca.
I tym samym Niemcy właśnie jadą windą do nieba - prościutko do finału. Wymęczona dwugodzinnym meczem Turcja nie stanie do walki z Niemcami jak równy z równym. Chyba, że i tym razem w tureckich piłkarzy wstąpi jakaś nadprzyrodzona moc, która naszym zachodnim sąsiadom odbierze murowane zwycięstwo tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego.
Chorwatom na pociechę:
Ciężko mi będzie natomiast znaleźć cokolwiek, co mogłoby pocieszyć po tym meczu siostrę moją. Założyła się głupia (teraz to wiem) ze swym konkubentem, o wynik meczu i beztrosko postawiła na Chorwatów. Prawie do końca meczu miała rację, ale wiadomo, co robi prawie. Teraz musi zorganizować romantyczną randkę, przy czym nie ma pojęcia, co to takiego, bo romantyzmem dorównuje stylowi od łopaty.
A oto dlaczego nie należy kibicować Holendrom, mimo wszystko:
A przez bite dwie godziny jedni wozili się po drugich w rozpaczliwie nudnym stylu mnożąc niewykorzystane okazje, które, jak wiadomą, się mszczą. Podopieczni Slavena Bilicia co i rusz atakowali bramkę ściągniętego z piłkarskiej emerytury Rüstü Recbera, ale celnością dorównywali Blinkinowi (wiadomo skąd). Przy takiej skuteczności Chorwatów, w tureckiej bramce mógłby stanąć kawał mięsa na kebaby i nie zrobiłoby to Turkom żadnej różnicy. Nie to, żeby się z kolei Stipe Pletikosa jakoś szczególnie zmęczył, bo się nie zmęczył.
Komentator robił co mógł, żeby Polsatowi oglądalność nie spadła, ale wątpię, by jego wysiłki przyniosły jakikolwiek skutek. Ten mecz to była męka. Do 119 minuty. Co było dalej - wszyscy wiedzą.
Jakkolwiek motywuje do gry swoich zawodników Fatih Terim robi to znakomicie. Turcy na tym turnieju jeszcze ani raz nie odpuścili, choć nie raz byli w co najmniej dramatycznej sytuacji. Dla nich mecz kończy się wtedy, kiedy sędzia ogłosi koniec. I ani minuty wcześniej. To cecha, której nie tylko nam brakuje. Bo Chorwaci, podobnie jak Polacy potrafią latać, kiedy strzelą bramkę, a lądują sześć stóp pod ziemią kiedy ją stracą. Drużyna Bilicia stamtąd właśnie przystąpiła do konkursu karnych i nie dziwne, że przegrała go w potwornym stylu.
Tak przykro nie było mi nawet wtedy, gdy odpadali nasi. Wielka Chorwacja pokonana, bo Turcy może i nie pokazali wielkiej gdy, ale pokazali wielkie serca.
I tym samym Niemcy właśnie jadą windą do nieba - prościutko do finału. Wymęczona dwugodzinnym meczem Turcja nie stanie do walki z Niemcami jak równy z równym. Chyba, że i tym razem w tureckich piłkarzy wstąpi jakaś nadprzyrodzona moc, która naszym zachodnim sąsiadom odbierze murowane zwycięstwo tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego.
Chorwatom na pociechę:
Ciężko mi będzie natomiast znaleźć cokolwiek, co mogłoby pocieszyć po tym meczu siostrę moją. Założyła się głupia (teraz to wiem) ze swym konkubentem, o wynik meczu i beztrosko postawiła na Chorwatów. Prawie do końca meczu miała rację, ale wiadomo, co robi prawie. Teraz musi zorganizować romantyczną randkę, przy czym nie ma pojęcia, co to takiego, bo romantyzmem dorównuje stylowi od łopaty.
A oto dlaczego nie należy kibicować Holendrom, mimo wszystko:
-
Chorwaci sześć stóp pod ziemią
ptr0
21.06.08, 16:46
Tutaj macie z tłumaczeniem: www.youtube.com/watch?v=UbGvfadoyQg . Takapiosnka. Jest się o co obrażać?»

Czechy
Portugalia
Szwajcaria
Turcja
Austria
Chorwacja
Niemcy
Francja
Holandia
Rumunia
Włochy
Grecja
Hiszpania
Rosja
Szwecja


