Roman nowym Szpakowskim
19.06.2008
, aktualizacja: 19.06.2008 13:28
Niekwestionowaną gwiazdą spotkania Rosja - Szwecja był, oprócz rzecz jasna Arszawina i Pawluczenki, Roman Kołtoń, który ani chybi postanowił zrekompensować widzom brak Dariusza Szpakowskiego.
Roman, którego tak zawzięcie krytykowałam dwa lata temu za jego "yyyyyyyyyyy" wrzucane między sylaby, wczoraj wzniósł się na wyżyny komentarza zaangażowanego. Początkowo sądziłam, że po prostu kibicuje Rosjanom. Ale kiedy Szwedom udało się wreszcie dojść do piłki okazało się, że Roman Kołtoń nie sprzyja nikomu. On się po prostu pracy swojej oddał wczoraj bez reszty. W drugiej połowie ciśnienie mu trochę spadło, ale i tak koleś był mistrzem. Gdyby w ciągu tego spotkania powtórzył co najmniej cztery razy historię Henrika Larssona i jego małego synka byłby Dariuszem Szpakowskim 2! Niestety, poprzestał na odczytywaniu składów obu drużyn w dowolnej kolejności, niekoniecznie zgodnej z tym, co dzieje się na boisku. Konsekwentnie mianował Zlatana Ibrahimovica naprzemiennie Zlatanem bądź Ibrahimovicem, przez co po szwedzkiej stronie robił się tłok.
Wracając do samego meczu. Cóż, żałość potężna. Ale takiego wyniku należało się spodziewać od pierwszej minuty. Teraz się mogę przyznać, choć przez bite 90 minut robiłam dobrą minę do złej gry. Bardzo złej gry. Rosyjski mikrobramkarz nawet się nie spocił. Smutna konkluzja jest taka, że Fredrik Ljungberg wraca do domu ze swoją ferajną. Co nie zmienia faktu, że ciachem był jest i będzie, a nie żadnym keksem koleżanko Jolanto. Za to Luca Toni tak.
Rosjanom trzeba oddać sprawiedliwość, bo grali jak natchnieni. Dali dowód, że potrafią grać w piłkę. Śpiewać nadal nie potrafią.
Oto dowód. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.
Koleżanka Jolanta właśnie przytruchtała do mnie wdzięcznie z uśmiechem na ustach i okrzykiem, że po przegranej Szwedów diabeł w nią wstąpił. Tak się podła cieszy tylko dlatego, że Ljungberg już nie zagra! Ale niech ma. W wewnętrznym domowym zakładzie i tak obstawiłam wygraną Włochów w całych mistrzostwach, czym się pewnie doszczętnie skompromituję.
Jak na razie w wewnątrzredakcyjnych rozważaniach staramy się dociec kiedyż Włosi nakręcili tę pieśń miażdżącą, którą zamieściłam wczoraj. Stawiamy, że przed mistrzostwami w Niemczech, ale nie mamy pewności.
Z serii "cały świat śpiewa po włosku" jedna pani :)
Wracając do samego meczu. Cóż, żałość potężna. Ale takiego wyniku należało się spodziewać od pierwszej minuty. Teraz się mogę przyznać, choć przez bite 90 minut robiłam dobrą minę do złej gry. Bardzo złej gry. Rosyjski mikrobramkarz nawet się nie spocił. Smutna konkluzja jest taka, że Fredrik Ljungberg wraca do domu ze swoją ferajną. Co nie zmienia faktu, że ciachem był jest i będzie, a nie żadnym keksem koleżanko Jolanto. Za to Luca Toni tak.
Rosjanom trzeba oddać sprawiedliwość, bo grali jak natchnieni. Dali dowód, że potrafią grać w piłkę. Śpiewać nadal nie potrafią.
Oto dowód. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.
Koleżanka Jolanta właśnie przytruchtała do mnie wdzięcznie z uśmiechem na ustach i okrzykiem, że po przegranej Szwedów diabeł w nią wstąpił. Tak się podła cieszy tylko dlatego, że Ljungberg już nie zagra! Ale niech ma. W wewnętrznym domowym zakładzie i tak obstawiłam wygraną Włochów w całych mistrzostwach, czym się pewnie doszczętnie skompromituję.
Jak na razie w wewnątrzredakcyjnych rozważaniach staramy się dociec kiedyż Włosi nakręcili tę pieśń miażdżącą, którą zamieściłam wczoraj. Stawiamy, że przed mistrzostwami w Niemczech, ale nie mamy pewności.
Z serii "cały świat śpiewa po włosku" jedna pani :)

Czechy
Portugalia
Szwajcaria
Turcja
Austria
Chorwacja
Niemcy
Francja
Holandia
Rumunia
Włochy
Grecja
Hiszpania
Rosja
Szwecja


