Polacy stało się, stało
17.06.2008
, aktualizacja: 17.06.2008 15:58
Nie mogę powiedzieć, że zszokowała mnie przegrana Polaków. Bo, choć kibicowałam im dzielnie i do końca, to robiłam to z serca wbrew logice. Zszokowały mnie rozmiary tej klęski, bo inaczej tego nazwać nie sposób.
Jak kibicować, to do końca, czy się wygrywa czy nie. Ale wczoraj nawet najbardziej zaślepionym kibicowską miłością klapki z oczu spadły. Nawet na bardzo małym ekranie było widać, że z naszymi chłopakami dzieje się coś niedobrego i to nie od dziś, a od początku tych mistrzostw. Chorwaci w drugim składzie rozklepali nas przy niewielkim wysiłku włożonym w owo klepanie.
Jak to możliwe, że ci sami chłopcy, którzy w takim pięknym stylu ogrywali wielką Portugalię, teraz biegają po boisku w poszukiwaniu Bóg wie czego. Jak to się stało, że drużyna, która porywała sukcesami, schodzi z boiska jako ta najgorsza?
Wczoraj, choć szanse mieliśmy tylko statystyczne, to i te zmarnowaliśmy w takim stylu, że każde wspomnienie o nim tylko spalić i zakopać. Zamiast radować się z awansu będziemy teraz drzeć szaty, rozpaczać i zwalniać trenera.
Kolega mój w opisie na gg miał dziś: Jak mi ktoś zaśpiewa "Polacy nic się nie stało", to nie ręczę za siebie.
Bo i stało się. Jestem po ludzku zła na nich za to, że trzecie mistrzostwa z rzędu pierwsze spotkanie polskiej reprezentacji po fazie grupowej to spotkanie z kibicami na Okęciu. Tak. Moje nadzieje rozbudzone awansem do Euro upadły z 10. piętra na beton i potwornie się potłukły. Za to też jestem zła. Za to, że wierzyłam w nich, że kibicowałam, a teraz jedyne co mogę zrobić to zwinąć smutnie powiewającą flagę kibica i wepchnąć ją na dno szafy obok tej sprzed dwóch lat. Na pamiątkę porażki. A chciałabym, by jeszcze wiele tygodni dumnie powiewała na znak, że jesteśmy najlepsi.
Boję się tylko, że skoro o awans na kolejne Euro nie będziemy musieli walczyć, to pokażemy na nim jeszcze mniej. Choć, z drugiej strony, jest szansa, że za cztery lata będzie grała taka drużyna, która powie: "wygramy" zamiast "chcielibyśmy".
Ale Euro toczy się dalej i dziś Włosi grają z Francuzami o wszystko, a van Basten znowu jeździ walcem.
Jak to możliwe, że ci sami chłopcy, którzy w takim pięknym stylu ogrywali wielką Portugalię, teraz biegają po boisku w poszukiwaniu Bóg wie czego. Jak to się stało, że drużyna, która porywała sukcesami, schodzi z boiska jako ta najgorsza?
Wczoraj, choć szanse mieliśmy tylko statystyczne, to i te zmarnowaliśmy w takim stylu, że każde wspomnienie o nim tylko spalić i zakopać. Zamiast radować się z awansu będziemy teraz drzeć szaty, rozpaczać i zwalniać trenera.
Kolega mój w opisie na gg miał dziś: Jak mi ktoś zaśpiewa "Polacy nic się nie stało", to nie ręczę za siebie.
Bo i stało się. Jestem po ludzku zła na nich za to, że trzecie mistrzostwa z rzędu pierwsze spotkanie polskiej reprezentacji po fazie grupowej to spotkanie z kibicami na Okęciu. Tak. Moje nadzieje rozbudzone awansem do Euro upadły z 10. piętra na beton i potwornie się potłukły. Za to też jestem zła. Za to, że wierzyłam w nich, że kibicowałam, a teraz jedyne co mogę zrobić to zwinąć smutnie powiewającą flagę kibica i wepchnąć ją na dno szafy obok tej sprzed dwóch lat. Na pamiątkę porażki. A chciałabym, by jeszcze wiele tygodni dumnie powiewała na znak, że jesteśmy najlepsi.
Boję się tylko, że skoro o awans na kolejne Euro nie będziemy musieli walczyć, to pokażemy na nim jeszcze mniej. Choć, z drugiej strony, jest szansa, że za cztery lata będzie grała taka drużyna, która powie: "wygramy" zamiast "chcielibyśmy".
Ale Euro toczy się dalej i dziś Włosi grają z Francuzami o wszystko, a van Basten znowu jeździ walcem.

Czechy
Portugalia
Szwajcaria
Turcja
Austria
Chorwacja
Niemcy
Francja
Holandia
Rumunia
Włochy
Grecja
Hiszpania
Rosja
Szwecja



