Siewcom zwątpienia mówimy stanowcze NIE!

Kinga Graczyk
09.06.2008 , aktualizacja: 09.06.2008 01:34
A A A Drukuj
Fot. KAI-UWE KNOTH AP
Eeeeeeeeee. Do bani taki mecz, choć ogólnie ładny. Smutność wielka zapanowała w sercu moim.
SERWISY
Co powiedzieć, kiedy nie chce się nic gadać. Straszną cenę płacimy za błędy przeszłości. Bo żeby Polak nas gromił. Mam tylko nadzieję, że panowie mądrale, którzy kiedyś rękami i nogami bronili się przed tym, by Podolski grał u nas, mają teraz wrzody z powikłaniami, ciężką alergię na wszystko łącznie z widokiem samych siebie w lustrze oraz inne paskudne i boleściwe przypadłości. Albo jeszcze co gorszego.

Ale nie ujmuję naszym chłopakom. Byli dzielni. Zwłaszcza w drugiej połowie. Panowie, dacie radę. To dopiero pierwszy mecz, a wiadomo, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Kurczę, naprawdę w was wierzę. 2:0 to wynik, że przykro patrzeć, a co dopiero w tabelkę wpisać. Aż ręka drży. Trudno się mówi i żyje się dalej. A tym śmiałkom, którzy na rozmaitych forach wypisują "takie jest nasze miejsce w szeregu" oraz szerzą inne defetyzmy życzę, by ktoś ich uraczył takim stwierdzeniem, kiedy ustawią się u szefa po podwyżkę a dostaną figę z makiem.

Mecz przyszło mi oglądać z Helką, która dzielnie wytrzymała do przerwy, choć zazwyczaj chodzi spać o 18 i nie później. Tym razem stawiła potworny opór poduszce i siłą zmusiła mnie do wyciągnięcia się z łóżeczka. Przyoblekłam ją zatem w nabyty uprzednio bodziak kibica i tak sobie oglądałyśmy. Na moje okrzyki reagowała żywiołowo i radośnie siejąc przy okazji spustoszenie w maminej kolekcji płyt, korzystając z tego, że tym razem nikt jej nie powstrzymywał. W przerwie nastąpił gwałtowny zjazd dziecka, tak iż w rzeczonym bodziaku poszło spać, pozostawiając po sobie obraz nędzy i rozpaczy w rodzinnym salonie.

Godzinę po skończonym meczu przywlokła się do domu "Nędza i rozpacz 2" w postaci rodzonej mej siostry doszczętnie spasteryzowanej i zupełnie bez głosu. Jedyne, co zdołałam z niej wydusić to oświadczenie, iż śpiewała najgłośniej. Serdecznie współczuję współbiesiadnikom rzeczonej, gdyż od dziecka charakteryzuje się nie tylko wątpliwymi walorami intelektualnymi, ale także, a może przede wszystkim, kompletnym brakiem słuchu. Brakiem kompletnym do tego stopnia, że gdy w szkole podstawowej musiała się uczyć grać na flecie, zamykaliśmy ją w łazience. "Nic się nie stało, chłopaki nic się nie stało" brzmiało więc w jej wykonaniu jak coś, czego powtórzyć nie sposób.

Na pociechę wygrał Kubica.

Podziel się