"Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasza Polska gra..."

kris, PAP
08.06.2008 , aktualizacja: 08.06.2008 15:58
A A A Drukuj
Fot. Dominik Sadowski / AG
Coraz więcej polskich kibiców jest już w Klagenfurcie, gdzie o godz. 20.45 drużyna Leo Beenhakkera meczem z Niemcami zainauguruje występy w mistrzostwach Europy. Według policji, fani są spokojni i nie sprawiają kłopotów.
Polska - Niemcy wychodzi... 6:6

Dariusz Wołowski na blogu: Niech nam Bóg pomoże

Od wczesnych godzin rannych do Klagenfurtu zjeżdżają tysiące polskich kibiców, by na miejscu przeżywać historyczny, bo pierwszy mecz polskich piłkarzy w mistrzostwach Europy. Wszyscy mają nadzieję także na historyczny sukces i pierwszą wygraną z Niemcami.

Polacy dominują na ulicach, w barach i restauracjach. Wydaje się, że jest ich znacznie więcej niż sympatyków drużyny niemieckiej. Na drogach dojazdowych do miasta znacznie bardziej rzucają się samochody na polskich rejestracjach, przyozdobione w biało- czerwone emblematy, niż te z flagami w kolorach czarno-czerwono- żółtych. Widoczne są grupy z Warszawy, Bytomia, Wysokiego Mazowieckiego i Kamienia Pomorskiego.

"Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasza Polska gra..." - śpiewali polscy kibice, racząc się w jednym z pubów austriackim piwem. W jednej z restauracji doszło do sojuszu polsko-słoweńskiego, gdyż grupa fanów znad Wisły wznosiła okrzyki razem z kibicami z Lublany, którzy przyjechali do Klagenfurtu, by - jak mówili - "poczuć atmosferę imprezy, której pewnie nigdy nie będą gościć u siebie i w której równie trudno będzie im zagrać".

Sporo kibiców od razu przemieściło się pod stadion Woertheree. Muszą jednak "koczować" w jego okolicach, gdyż bramy zostaną otwarte trzy godziny przed pierwszym gwizdkiem, o 17.45.

- Nie da się ukryć, że polskich kibiców przybywa z godziny na godzinę. Do tej pory nie zanotowano żadnych incydentów z ich udziałem. Humory im dopisują, są weseli, roześmiani, wszyscy w barwach narodowych - poinformował rzecznik grupy polskich policjantów pracujących w Austrii podczas mistrzostw Europy Paweł Międlar.

W mieście, na co dzień zamieszkałym przez 91 tys. ludzi, z okazji meczu spodziewany jest przyjazd ponad 100 tys. kibiców i turystów. Nad ich bezpieczeństwem czuwa od rana trzy tysiące umundurowanych policjantów. Oprócz nich, służbę pełnią liczni funkcjonariusze "w cywilu", którzy z bliska obserwują zachowanie fanów futbolu.

- Jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność, ale co może się zdarzyć naprawdę trudno przewidzieć - dodał szef oddziału specjalnego oddziału COBRA Manfred Komericky.

Pomocą organizatorom i kibicom służy zastęp wolontariuszy. - Jest nas tutaj 400, w tym około 30-40 z Polski. Meczu jednak nie zobaczymy. Podczas gry możemy być na stadionie, ale nie na trybunach. Może jednak uda się coś wymyślić... - powiedział jeden z wolontariuszy.



O 20.45 piłkarze zostaną sami

Podziel się