Czy remis z Danią to dobry znak przed Niemcami?
01.06.2008
, aktualizacja: 01.06.2008 23:37
- Popełnimy więcej błędów niż w meczu z Niemcami, ale choć chwilami chcę widzieć formę godną Euro 2008 - mówił Leo Beenhakker przed ostatnim sprawdzianem kadry. Czy to co pokazali reprezentanci Polski naprawdę mogłoby wystarczyć na niemiecką ekipę? Wątpliwe.
ZOBACZ TAKŻE
- Jerzy Brzęczek: Polska może być czarnym koniem Euro 2008 (02-06-08, 10:53)
- Lehmann narzeka, Borucowi wszystko jedno (02-06-08, 07:00)
Relacja Z Czuba
Beenhakker po meczu: Jesteśmy tak dobrzy jak Holandia
Oceny Polaków: Smolarek najlepszy
Ośmiu z jedenastu zawodników, którzy zagrali w pierwszej jedenastce przeciwko Danii wystąpi za tydzień w meczu z Niemcami. Na środku obrony Mariusza Jopa zastąpi Michał Żewłakow, a na prawej pomocy Tomasza Zahorskiego - Jakub Błaszczykowski. Lub Wojciech Łobodziński. Błaszczykowski i Żewłakow wyleczyli już urazy mięśni, ale w niedzielę nie było sensu ryzykować ich występu.
Wątpliwości - do ostatniej chwili będą z lewą stroną obrony. Jakub Wawrzyniak czy Paweł Golański? To koniec zagadek, jeśli chodzi o pierwszy w historii występ Polaków na Euro. Pozycje Boruca, Wasilewskiego, Bąka, Żewłakowa, Dudki, Lewandowskiego, Żurawskiego, Smolarka, Błaszczykowskiego i Krzynówka są niezagrożone.
Mecz w Chorzowie był słaby. Nic dziwnego, że piłkarzom nie chciało się biegać. Spotkanie rozpoczęło się o godz. 16, kiedy był potworny upał, bo na 18 i 20 TVP zaplanowała transmisje z meczów siatkarzy i piłkarzy ręcznych w eliminacjach olimpijskich. Dla piłkarzy to była jedyna pora.
Widać było, że - pod względem umiejętności - zespół Mortena Olsena to wyższa półka niż finaliści Euro. Tak samo będzie w niedzielę w Klagenfurcie - to raczej rywal będzie częściej przy piłce. W pierwszej połowie Polakom brakowało zaangażowania, walki na całego i wślizgów czyli tego, co ma być podstawą w spotkaniu z Niemcami. Tam nikt nogi nie odstawi, w niedzielę nikt nie ryzykował zdrowiem w meczu o nic.
Polacy grali ostrożnie, z wysuniętym Maciejem Żurawskim w ataku oraz Ebim Smolarkiem i Tomaszem Zahorskim na skrzydłach. Za napastnikiem zaczął Jacek Krzynówek. Zahorski w jedenastce był zaskoczeniem - Beenhakker chciał sprawdzić, czy piłkarz Górnika Zabrze jest w stanie zagrać na międzynarodowym poziomie w meczu z silnym rywalem. Nie jest. Zrobił jedną akcję i został zmieniony po przerwie. Łobodziński, który za niego wszedł zrobił różnicę - nie bał się pojedynków jeden na jednego, wygrywał je. Ale kiedy trzeba było dośrodkować - podawał niecelnie. Skrzydłowy Wisły Kraków może, w razie niedyspozycji Błaszczykowskiego, zagrać z Niemcami. I sobie poradzi.
Drużyna Beenhakkera starała się jak najdłużej utrzymywać przy piłce, ale - szczególnie w pierwszej połowie - zawodnicy mieli problemy z jej opanowaniem. Denerwowała nieskuteczność podań i niechlujność przy zagraniach. Cierpliwość - to ma być kolejna recepta i droga do sukcesu w niedzielę. Tej wczoraj w Chorzowie nie brakowało. Polacy czekali na swoje szanse i... doczekali się. Nim jednak to się stało gola strzelili rywale. Duńczycy atakowali głównie prawą stroną - Rommedahl grał na Wawrzyniaka. I efekt przyniosło to w 29. min. Kilka błędów defensywy skończyło się tym, że Vingaard wepchnął piłkę do siatki z metra. W drugiej połowie Golański nie miał tyle pracy, co Wawrzyniak przed przerwą, dlatego rywalizacja o lewą obronę będzie trwała do końca. Na dziś minimalnie więcej szans ma lewonożny zawodnik Legii.
Po stracie gola kolejną różnicę zrobił Smolarek - jeden z niewielu polskich piłkarzy, którzy dorównywali Duńczykom umiejętnościami i wyszkoleniem. W 37. min ośmieszył Jorgensena i został sfaulowany w polu karnym. Jedenastkę wykonywał kapitan Żurawski. Miał szansę na drugiego gola w drugim z kolei meczu kadry. Strzelał jak Cristiano Ronaldo w finale LM w Moskwie. Tuż przed kopnięciem piłki zatrzymał się i...podał Soerensenowi piłkę do rąk. Później tłumaczył, że w ostatniej chwili zmienił decyzję, że chciał strzelać inaczej. Na treningach, ponoć, był skuteczny do bólu.
Pierwsza połowa skończyła się jednak remisem. Po świetnej i jedynej płynnej, ofensywnej akcji Żurawski zagrał do Smolarka, ten wycofał do Krzynówka, który z 10 m trafił do duńskiej bramki. Strzelał słabszą, prawą nogą. To było właściwie jedyne dobre zagranie skrzydłowego Wolfsburga przed przerwą. W drugiej połowie oddał jeden mocny strzał, kilka razy zmusił kolegów do presingu i zszedł z boiska. Krzynówek i Smolarek to jedyni zawodnicy tego zespołu, którzy indywidualnym zagraniem mogą przesądzić o losach spotkania.
O ile w ofensywie polscy piłkarze doczekali się swoich szans, o tyle gra defensywna mogła przyprawić o drżenie. Kilka zbyt prostych błędów skończyło się okazjami dla rywali. Dzięki temu trzy razy świetnymi interwencjami popisał się Artur Boruc, który nikomu nie pozostawił złudzeń, komu należy się bluza z numerem jeden na Euro 2008.
W drugiej połowie przede wszystkim gra defensywna Polaków była lepsza, obrona była bardziej szczelna, piłka rzadko trafiała pod bramkę Boruca. Rywale mieli właściwie jedną okazję, drużyna Beenhakkera więcej, ale brakowało skuteczności i zimnej krwi w polu karnym Duńczyków.
W 2004 i 2006 r. Polska przegrywała towarzyskie mecze z Duńczykami (1:5 w Poznaniu za kadencji Pawła Janasa i 0:2 w debiucie Beenhakkera w Odense), by zaraz potem eliminacje do MŚ i ME zakończyć awansem. Co będzie oznaczał remis w Chorzowie?
Po meczu piłkarze dostali wolne. W poniedziałek rano zaplanowano śniadanie z premierem Donaldem Tuskiem. W południe wyczarterowanym samolotem wylot do Bad Waltersdorf.
Jacek Bąk: Nie można grać tak, jak my przed przerwą. Szwankowało ustawienie, taktycznie więc jest sporo do poprawy. Za duże były odległości między nami, piłka za łatwo przechodziła przez pomocników. W drugiej przynajmniej spróbowaliśmy nawiązać walkę. Ale 45 minut przyzwoitej gry to o 45 za mało na Niemców. Nie ma się co oszukiwać, w następną niedzielę trzeba zagrać o klasę lepiej. Dobrze, że przyjechali Duńczycy, trzeba się uczyć od lepszych, to korzystniejszy rywal niż Łotwa czy Albania. Jadę na Euro z wiarą, że na trzecim wielkim turnieju wreszcie wyjdziemy z grupy. Każda z szesnastu drużyn jedzie tam coś zdobyć. Naszym celem jest minimum ćwierćfinał. Nadzieje mam większe, niż przed MŚ w Korei czy Niemczech. Bo uważam, że ta drużyna jest lepsza, bardziej poukładana niż tamte. Z Ekwadorem zagraliśmy dużo gorzej niż dzisiaj, więc nie za bardzo wiem, co mówić. Może to jest jakiś punkt odniesienia? Kiedyś musi nadejść dzień po którym Niemcy zaczną się zastanawiać, dlaczego przegrali z Polską.
Wojciech Łobodziński: Nie wiedziałem, czy zagram, bo skręcona w meczu z Albanią noga bolała. I jak na te problemy mogę być z siebie chyba zadowolony. Ale nogę chłodzę nadal, mam nadzieję, że tydzień wystarczy by dojść do pełnej sprawności. Trener mówi nam, że wynik takich meczów nie jest najważniejszy. Bardziej mamy się cieszyć z tego, że po przerwie narzuciliśmy Duńczykom swój styl.
Mariusz Jop: Pierwszą połowę zagraliśmy słabo, później rezerwowi odmienili drużynę. Wprowadzili sporo ożywienia, rozruszali nas. Brakowało nam konsekwencji w grze defensywnej, za mało było agresji w środku pola. Przy golu ciężko wskazać jednego winnego, ale generalnie nie było nikogo, kto asekurowałby Artura po tym, jak odbił piłkę. To my powinniśmy być tam, gdzie stał Duńczyk. Forma idzie chyba w górę, plan wykonaliśmy. Nie przegraliśmy na pożegnanie z polskimi kibicami, wszyscy są zdrowi. Piłkarsko nie byliśmy dziś gotowi na mecz z Niemcami, ale nie musimy jechać ze strachem.
Dariusz Dudka: W pierwszej połowie brakowało zaangażowania. Myśleliśmy o tym, by nie doznać jakiegoś głupiego urazu. Trenerzy uczulali nas, by w sytuacjach stykowych odstawiać nogę. Z Niemcami tego nie będzie. Widać, że brakowało nam jeszcze szybkości, wciąż czuliśmy w nogach zgrupowanie w Donaueschingen i mecze. Musimy popracować przez te parę dni nad motoryką. W drugiej połowie dłużej trzymaliśmy piłkę, zagraliśmy mniej więcej tak jak trzeba. Biorąc pod uwagę nasze ostatnie wyniki z Duńczykami, ten remis to dobry rezultat. Tak naprawdę jednak od wielu dni każdy już myśli tylko o meczu z Niemcami.
Maciej Żurawski: Karny? Popełniłem błąd i tyle. Po prostu przekombinowałem, źle strzeliłem. Zobaczyłem, że duński bramkarz jest nierozgrzany, że w ogóle nie rzucał się na prawą stronę, więc w ostatniej chwili zmieniłem decyzję. Niepotrzebnie, bo to się zemściło. Ale nie straciłem chęci do wykonywania jedenastek, jak będzie następna i trener mnie wyznaczy - strzelę. Najwyżej podejdę z czarną opaską na oczach, żeby nie widzieć bramki (śmiech). Emocje czuję jak zawsze przed wielkim turniejem. Tyle, że w tym roku jadę jakiś taki spokojniejszy. A to oznacza większą pewność siebie. Za pewny nie jestem, ale świadomy umiejętności - owszem. Fizycznie nie mam żadnych problemów. Teraz musimy pracować nad taktyką i stałymi fragmentami. Ale będziemy mieć luźne treningi, by odpocząć, nabrać świeżości. Naszą siłą ma być kolektyw, jeden pracuje za drugiego. Jeśli dwa-trzy ogniwa zostaną z tyłu, posypie się cały zespół. Z Niemcami zagramy o zwycięstwo, będziemy chcieli jak najdłużej utrzymać się przy piłce. Lepiej ją mieć przy nodze niż za nią ganiać i tracić siły. Tylko, czy rywale na to pozwolą? Postaramy się ich do tego zmusić.
Polska: Artur Boruc - Marcin Wasilewski, Jacek Bąk, Mariusz Jop, Jakub Wawrzyniak (46. Paweł Golański) - Dariusz Dudka, Mariusz Lewandowski, Jacek Krzynówek (77. Łukasz Garguła), Euzebiusz Smolarek (77. Marek Saganowski) - Tomasz Zahorski (46. Wojciech Łobodziński), Maciej Żurawski (46. Roger Guerreiro)
Dania: Thomas Sorensen - Lars Jacobsen, Per Kroldrup, Anders Moller Christensen, Martin Jorgensen (46. Thomas Rasmussen), Dennis Rommedah, Christian Poulsen (78. Thomas Augustinussen), Martin Retov (64. Jesper Christiansen), Martin Vingaard (68. William Kvist), Nicklas Bendtner (90. Dennis Soerensen), Morten Nordstrand (46. Kenneth Perez)
Mówią: Dania, myślą: Niemcy
Leo obserwował Niemców
Beenhakker po meczu: Jesteśmy tak dobrzy jak Holandia
Oceny Polaków: Smolarek najlepszy
Ośmiu z jedenastu zawodników, którzy zagrali w pierwszej jedenastce przeciwko Danii wystąpi za tydzień w meczu z Niemcami. Na środku obrony Mariusza Jopa zastąpi Michał Żewłakow, a na prawej pomocy Tomasza Zahorskiego - Jakub Błaszczykowski. Lub Wojciech Łobodziński. Błaszczykowski i Żewłakow wyleczyli już urazy mięśni, ale w niedzielę nie było sensu ryzykować ich występu.
Wątpliwości - do ostatniej chwili będą z lewą stroną obrony. Jakub Wawrzyniak czy Paweł Golański? To koniec zagadek, jeśli chodzi o pierwszy w historii występ Polaków na Euro. Pozycje Boruca, Wasilewskiego, Bąka, Żewłakowa, Dudki, Lewandowskiego, Żurawskiego, Smolarka, Błaszczykowskiego i Krzynówka są niezagrożone.
Mecz w Chorzowie był słaby. Nic dziwnego, że piłkarzom nie chciało się biegać. Spotkanie rozpoczęło się o godz. 16, kiedy był potworny upał, bo na 18 i 20 TVP zaplanowała transmisje z meczów siatkarzy i piłkarzy ręcznych w eliminacjach olimpijskich. Dla piłkarzy to była jedyna pora.
Duńczycy mieli być dla drużyny Beenhakkera Niemcami
Widać było, że - pod względem umiejętności - zespół Mortena Olsena to wyższa półka niż finaliści Euro. Tak samo będzie w niedzielę w Klagenfurcie - to raczej rywal będzie częściej przy piłce. W pierwszej połowie Polakom brakowało zaangażowania, walki na całego i wślizgów czyli tego, co ma być podstawą w spotkaniu z Niemcami. Tam nikt nogi nie odstawi, w niedzielę nikt nie ryzykował zdrowiem w meczu o nic.
Polacy grali ostrożnie, z wysuniętym Maciejem Żurawskim w ataku oraz Ebim Smolarkiem i Tomaszem Zahorskim na skrzydłach. Za napastnikiem zaczął Jacek Krzynówek. Zahorski w jedenastce był zaskoczeniem - Beenhakker chciał sprawdzić, czy piłkarz Górnika Zabrze jest w stanie zagrać na międzynarodowym poziomie w meczu z silnym rywalem. Nie jest. Zrobił jedną akcję i został zmieniony po przerwie. Łobodziński, który za niego wszedł zrobił różnicę - nie bał się pojedynków jeden na jednego, wygrywał je. Ale kiedy trzeba było dośrodkować - podawał niecelnie. Skrzydłowy Wisły Kraków może, w razie niedyspozycji Błaszczykowskiego, zagrać z Niemcami. I sobie poradzi.
Denerwująca niechlujność
Drużyna Beenhakkera starała się jak najdłużej utrzymywać przy piłce, ale - szczególnie w pierwszej połowie - zawodnicy mieli problemy z jej opanowaniem. Denerwowała nieskuteczność podań i niechlujność przy zagraniach. Cierpliwość - to ma być kolejna recepta i droga do sukcesu w niedzielę. Tej wczoraj w Chorzowie nie brakowało. Polacy czekali na swoje szanse i... doczekali się. Nim jednak to się stało gola strzelili rywale. Duńczycy atakowali głównie prawą stroną - Rommedahl grał na Wawrzyniaka. I efekt przyniosło to w 29. min. Kilka błędów defensywy skończyło się tym, że Vingaard wepchnął piłkę do siatki z metra. W drugiej połowie Golański nie miał tyle pracy, co Wawrzyniak przed przerwą, dlatego rywalizacja o lewą obronę będzie trwała do końca. Na dziś minimalnie więcej szans ma lewonożny zawodnik Legii.
Po stracie gola kolejną różnicę zrobił Smolarek - jeden z niewielu polskich piłkarzy, którzy dorównywali Duńczykom umiejętnościami i wyszkoleniem. W 37. min ośmieszył Jorgensena i został sfaulowany w polu karnym. Jedenastkę wykonywał kapitan Żurawski. Miał szansę na drugiego gola w drugim z kolei meczu kadry. Strzelał jak Cristiano Ronaldo w finale LM w Moskwie. Tuż przed kopnięciem piłki zatrzymał się i...podał Soerensenowi piłkę do rąk. Później tłumaczył, że w ostatniej chwili zmienił decyzję, że chciał strzelać inaczej. Na treningach, ponoć, był skuteczny do bólu.
Krzynówek strzela z prawej
Pierwsza połowa skończyła się jednak remisem. Po świetnej i jedynej płynnej, ofensywnej akcji Żurawski zagrał do Smolarka, ten wycofał do Krzynówka, który z 10 m trafił do duńskiej bramki. Strzelał słabszą, prawą nogą. To było właściwie jedyne dobre zagranie skrzydłowego Wolfsburga przed przerwą. W drugiej połowie oddał jeden mocny strzał, kilka razy zmusił kolegów do presingu i zszedł z boiska. Krzynówek i Smolarek to jedyni zawodnicy tego zespołu, którzy indywidualnym zagraniem mogą przesądzić o losach spotkania.
O ile w ofensywie polscy piłkarze doczekali się swoich szans, o tyle gra defensywna mogła przyprawić o drżenie. Kilka zbyt prostych błędów skończyło się okazjami dla rywali. Dzięki temu trzy razy świetnymi interwencjami popisał się Artur Boruc, który nikomu nie pozostawił złudzeń, komu należy się bluza z numerem jeden na Euro 2008.
W drugiej połowie przede wszystkim gra defensywna Polaków była lepsza, obrona była bardziej szczelna, piłka rzadko trafiała pod bramkę Boruca. Rywale mieli właściwie jedną okazję, drużyna Beenhakkera więcej, ale brakowało skuteczności i zimnej krwi w polu karnym Duńczyków.
W 2004 i 2006 r. Polska przegrywała towarzyskie mecze z Duńczykami (1:5 w Poznaniu za kadencji Pawła Janasa i 0:2 w debiucie Beenhakkera w Odense), by zaraz potem eliminacje do MŚ i ME zakończyć awansem. Co będzie oznaczał remis w Chorzowie?
Po meczu piłkarze dostali wolne. W poniedziałek rano zaplanowano śniadanie z premierem Donaldem Tuskiem. W południe wyczarterowanym samolotem wylot do Bad Waltersdorf.
Powiedzieli po meczu
Jacek Bąk: Nie można grać tak, jak my przed przerwą. Szwankowało ustawienie, taktycznie więc jest sporo do poprawy. Za duże były odległości między nami, piłka za łatwo przechodziła przez pomocników. W drugiej przynajmniej spróbowaliśmy nawiązać walkę. Ale 45 minut przyzwoitej gry to o 45 za mało na Niemców. Nie ma się co oszukiwać, w następną niedzielę trzeba zagrać o klasę lepiej. Dobrze, że przyjechali Duńczycy, trzeba się uczyć od lepszych, to korzystniejszy rywal niż Łotwa czy Albania. Jadę na Euro z wiarą, że na trzecim wielkim turnieju wreszcie wyjdziemy z grupy. Każda z szesnastu drużyn jedzie tam coś zdobyć. Naszym celem jest minimum ćwierćfinał. Nadzieje mam większe, niż przed MŚ w Korei czy Niemczech. Bo uważam, że ta drużyna jest lepsza, bardziej poukładana niż tamte. Z Ekwadorem zagraliśmy dużo gorzej niż dzisiaj, więc nie za bardzo wiem, co mówić. Może to jest jakiś punkt odniesienia? Kiedyś musi nadejść dzień po którym Niemcy zaczną się zastanawiać, dlaczego przegrali z Polską.
Mariusz Jop: Pierwszą połowę zagraliśmy słabo, później rezerwowi odmienili drużynę. Wprowadzili sporo ożywienia, rozruszali nas. Brakowało nam konsekwencji w grze defensywnej, za mało było agresji w środku pola. Przy golu ciężko wskazać jednego winnego, ale generalnie nie było nikogo, kto asekurowałby Artura po tym, jak odbił piłkę. To my powinniśmy być tam, gdzie stał Duńczyk. Forma idzie chyba w górę, plan wykonaliśmy. Nie przegraliśmy na pożegnanie z polskimi kibicami, wszyscy są zdrowi. Piłkarsko nie byliśmy dziś gotowi na mecz z Niemcami, ale nie musimy jechać ze strachem.
Dariusz Dudka: W pierwszej połowie brakowało zaangażowania. Myśleliśmy o tym, by nie doznać jakiegoś głupiego urazu. Trenerzy uczulali nas, by w sytuacjach stykowych odstawiać nogę. Z Niemcami tego nie będzie. Widać, że brakowało nam jeszcze szybkości, wciąż czuliśmy w nogach zgrupowanie w Donaueschingen i mecze. Musimy popracować przez te parę dni nad motoryką. W drugiej połowie dłużej trzymaliśmy piłkę, zagraliśmy mniej więcej tak jak trzeba. Biorąc pod uwagę nasze ostatnie wyniki z Duńczykami, ten remis to dobry rezultat. Tak naprawdę jednak od wielu dni każdy już myśli tylko o meczu z Niemcami.
Maciej Żurawski: Karny? Popełniłem błąd i tyle. Po prostu przekombinowałem, źle strzeliłem. Zobaczyłem, że duński bramkarz jest nierozgrzany, że w ogóle nie rzucał się na prawą stronę, więc w ostatniej chwili zmieniłem decyzję. Niepotrzebnie, bo to się zemściło. Ale nie straciłem chęci do wykonywania jedenastek, jak będzie następna i trener mnie wyznaczy - strzelę. Najwyżej podejdę z czarną opaską na oczach, żeby nie widzieć bramki (śmiech). Emocje czuję jak zawsze przed wielkim turniejem. Tyle, że w tym roku jadę jakiś taki spokojniejszy. A to oznacza większą pewność siebie. Za pewny nie jestem, ale świadomy umiejętności - owszem. Fizycznie nie mam żadnych problemów. Teraz musimy pracować nad taktyką i stałymi fragmentami. Ale będziemy mieć luźne treningi, by odpocząć, nabrać świeżości. Naszą siłą ma być kolektyw, jeden pracuje za drugiego. Jeśli dwa-trzy ogniwa zostaną z tyłu, posypie się cały zespół. Z Niemcami zagramy o zwycięstwo, będziemy chcieli jak najdłużej utrzymać się przy piłce. Lepiej ją mieć przy nodze niż za nią ganiać i tracić siły. Tylko, czy rywale na to pozwolą? Postaramy się ich do tego zmusić.
Składy w meczu Polska-Dania
Polska: Artur Boruc - Marcin Wasilewski, Jacek Bąk, Mariusz Jop, Jakub Wawrzyniak (46. Paweł Golański) - Dariusz Dudka, Mariusz Lewandowski, Jacek Krzynówek (77. Łukasz Garguła), Euzebiusz Smolarek (77. Marek Saganowski) - Tomasz Zahorski (46. Wojciech Łobodziński), Maciej Żurawski (46. Roger Guerreiro)
Dania: Thomas Sorensen - Lars Jacobsen, Per Kroldrup, Anders Moller Christensen, Martin Jorgensen (46. Thomas Rasmussen), Dennis Rommedah, Christian Poulsen (78. Thomas Augustinussen), Martin Retov (64. Jesper Christiansen), Martin Vingaard (68. William Kvist), Nicklas Bendtner (90. Dennis Soerensen), Morten Nordstrand (46. Kenneth Perez)
Mówią: Dania, myślą: Niemcy
Leo obserwował Niemców
-
Zurawski - nie rozumeim zachwytow nad jego forma
telex
01.06.08, 19:50
Zurawski jak od lat znowu gra do tylu. Dalej nie widze jego szybkosci.Zaczynam sie zastanawiac co Benhaker w nim widzi. Mniejsza z niewykorzystanymkarnym, ale wg mnie wcale nie powinien byc »
-
Czy remis z Danią wystarczy na Niemców?
drupi88
01.06.08, 21:59
Zurawski....Ty juz raz w Korei tez przestrzeliles hahahaha»
-
Czy remis z Danią wystarczy na Niemców?
bekkouche
02.06.08, 16:12
PL-D 0:3PL-AUT 1:1PL-CRO 0:1Po powrocie Leo powie, że zrobil wszystko co w jego mocy, uderzy się w pierśitd. Podobnie piłkarze. Tyle że wtedy będę to miał juz dawno gdzieś. Do bojuPolska? »

Czechy
Portugalia
Szwajcaria
Turcja
Austria
Chorwacja
Niemcy
Francja
Holandia
Rumunia
Włochy
Grecja
Hiszpania
Rosja
Szwecja




