A jak Azjaci, C jak Canarinhos, O jak obciach, czyli Alfabet Euro 2008
29.06.2008
, aktualizacja: 29.06.2008 21:20
Anglicy, Azjaci, Engel, Obciach, Skandale i Z jak zero-zero - czyli alfabetyczne podsumowanie Euro 2008 w wykonaniu naszych korespondentów.
ZOBACZ TAKŻE
- Upadły, przegrany, kochany i nielubiany... Galeria trenerów Euro 2008 (29-06-08, 20:45)
- Dlaczego Hiszpanom towarzyszyły uśmieszki politowania? (30-06-08, 00:24)
- Fabregas się po prostu nie sprawdził. Schweinsteiger też - analiza statystyczna (29-06-08, 23:42)
- "Nie byliście najgorsi". Komentatorzy z Włoch, Niemiec, Japonii i Bliskiego Wschodu o Polakach na Euro (29-06-08, 20:53)
- Ranking UEFA: Najlepiej widać dlaczego Polska nie mogła osiągnąć więcej (29-06-08, 20:47)
- Lubański: Polacy na Euro byli mocni w jednym. W gębie! (29-06-08, 20:33)
- Setki tysięcy ludzi w berlińskiej strefie dla kibiców (29-06-08, 20:19)
- Platini o Euro 2012. "Czas, by Polska się ocknęła" (29-06-08, 20:09)
- Niemcy - Hiszpania 0:1. Hiszpanie wydarli mistrzostwo pazurami
- Ebi Smolarek - symbol naszego upadku (29-06-08, 20:58)
- "Hiszpanie wreszcie przełamali kompleksy" - Trzeciak zawsze sławił ich piłkę (29-06-08, 23:16)
Platini: Czas by Polska się ockęła! »
Upadły, przegrany, kochany, nielubiany... Galeria trenerów Euro »
A - Anglicy.
Piłkarzy na Euro nie było, więc zabrakło i najliczniejszej, najbardziej hałaśliwej, całą dobę napełniającej się piwem kibicowskiej masy. Nieliczni obecni byli za to w swojej szczytowej formie. W Klagenfurcie spotkaliśmy grupę z Leyton, która szukała Chorwatów chętnych do ustawki, żeby sobie wyjaśnić nieporozumienie spowodowane wyeliminowaniem Albionu z Euro 2008. Po meczu Polska - Chorwacja w pociągu z Klagenfurtu do Wiednia spotkaliśmy chyboczącego się Michaela, fana Manchesteru United. On na pewno nie pamięta, że nas spotkał. Całą noc toczył bój z samym sobą o utrzymanie równowagi, do bladego świtu wyśpiewywał pieśni sławiące "Czerwone Diabły". Prawdopodobnie przedłużył mu się powrót z finału Ligi Mistrzów w Moskwie. Oby zdążył na otwierający sezon w Anglii mecz o Tarczę Wspólnoty...
Azjaci.
Tych jak zwykle było w nadmiarze. Dziennikarze poruszają się w grupach nie mniejszych niż stuosobowe. Do strefy wywiadów chodzą głównie po autografy piłkarzy. Perfekcyjni w wyprowadzaniu z równowagi trenerów i zawodników pytaniami od czapy. Fatih Terim nie zdążył jeszcze ochłonąć po półfinałowym horrorze, wszyscy wypytują go o Niemców, aż nagle wstaje Japończyk - dobrze go znamy, na każdym turnieju się chwali, że od 15 lat relacjonuje występy reprezentacji Portugalii - i podnosi problem fundamentalny: "Co zamierza pan zrobić, by w przyszłości turecki futbol dostawał mniej żółtych kartek?". Trener udzielił odpowiedzi wymijającej. Jeszcze trudniejsze zadanie miał Guus Hiddink. Kiedy zagadnęła go o coś chińska dziennikarka, założył słuchawki, by usłyszeć tłumaczenie na angielski. Nie usłyszał. Okazało się, że pytanie zostało zadane właśnie po angielsku. Poprosił Chinkę o powtórzenie, ale Chinka powtórzyć nie potrafiła. Azjatom to się często zdarza. Specjalizują się w pytaniach jednorazówkach - pytanie wypowiedziane przestaje istnieć, wypada z głowy, można co najwyżej wymyślić nowe.
B - Borubar Artur.
Najlepszy zawodnik w drużynie trenera Benhałera. Lepszy nawet od Rogera Perejro. Podsumowanie Euro 2008 według Borubara: "Na trzecim turnieju z rzędu dostaliśmy po mordzie".
C - Canarinhos.
Czyli Roger, Pepe, Deco, Mehmet Aurelio, Marcos Senna. Wszyscy importowani Brazylijczycy byli najlepszymi albo jednymi z najlepszych w swoich drużynach, bez nich Euro byłoby uboższe. Za cztery lata jeszcze ich przybędzie. Nawet mistrzowie świata Włosi planują wzmocnić się napastnikiem Amaurim.
D - Dom.
Mistrzostwa organizowały Austria i Szwajcaria, więc kibice mieszkali wszędzie, tylko nie w Austrii i Szwajcarii. Siedzisz na trybunie prasowej, wymieniasz uwagi o Euro i okazuje się, że: ty mieszkasz we Francji, sąsiad z lewej w Słowenii, sąsiad z prawej w Niemczech, sąsiad zza pleców we Włoszech. Za granicą (patrz granica) było taniej i mniej tłoczno.
E - Europass.
Piłka - technologiczne cudo najnowszej generacji. Zdaniem wielu fachowców to ona jest winna odwróceniu się trendu - jak mundial rozstrzygnęły stałe fragmenty gry, tak na Euro 2008 gole po rzutach wolnych i rożnych niemal nie padały. Gracze ponoć nad europassem nie panują - kopią ją zbyt nisko lub zbyt wysoko. Najbardziej zapamiętały krytyk nowej piłki - Jens Lehmann - dotarł aż do finału. Choć zasłużył się niespecjalnie. Mógłby konkurować o tytuł najgorszego bramkarza imprezy z Turkiem Recberem Rüstü i Grekiem Antonisem Nikopolidisem.
Hiddink: Będę zdrajcą! »
F - Fair play.
Gdyby Ruud van Nistelrooy przewrócił się przy stanie 0:0 w meczu z Włochami, kiedy pod nogi rzucił mu się Gianluigi Buffon, pewnie dostałby rzut karny. Ale zrobił wszystko, by ustać na nogach i gola nie strzelił - zachował się kompletnie wbrew obyczajom we współczesnej piłce. Grę nieczystą zarzucano Niemcom. Ballack, zanim strzelił ostatniego gola w ćwierćfinale, odepchnął w polu karnym kolegę z Chelsea Paula Ferreirę. W półfinale Philip Lahm rozstrzygnął o wyniku, kiedy na boisku leżał Kazim Kazim.
G - Gospodarze.
Nigdy na mistrzostwach Europy nie było słabszych. Nie tylko nie wyszli z grupy. Gdyby sędzia Webb nie podarował Austriakom rzutu karnego w 93. minucie meczu z Polską, Euro 2008 straciłoby gospodarzy już po pięciu dniach. Nie tylko piłkarze zawiedli. Austriacy na każdym kroku pokazywali, że Euro w ogóle ich nie interesuje, a odbywa się w ich kraju, bo najwyraźniej musi. Chyba niecierpliwie czekali na koniec, by reszta kontynentu przestała zawracać im głowy. Szwajcarzy turniejem się pasjonowali, ale też przeżyli rozczarowanie - nie było najazdu fanów z zagranicy, a tubylcy ze strachu przed tłokiem wyjechali, więc zamiast zysków rekordowych były mniejsze niż zwykle.
Upadły, przegrany, kochany, nielubiany... Galeria trenerów Euro »
A - Anglicy.
Piłkarzy na Euro nie było, więc zabrakło i najliczniejszej, najbardziej hałaśliwej, całą dobę napełniającej się piwem kibicowskiej masy. Nieliczni obecni byli za to w swojej szczytowej formie. W Klagenfurcie spotkaliśmy grupę z Leyton, która szukała Chorwatów chętnych do ustawki, żeby sobie wyjaśnić nieporozumienie spowodowane wyeliminowaniem Albionu z Euro 2008. Po meczu Polska - Chorwacja w pociągu z Klagenfurtu do Wiednia spotkaliśmy chyboczącego się Michaela, fana Manchesteru United. On na pewno nie pamięta, że nas spotkał. Całą noc toczył bój z samym sobą o utrzymanie równowagi, do bladego świtu wyśpiewywał pieśni sławiące "Czerwone Diabły". Prawdopodobnie przedłużył mu się powrót z finału Ligi Mistrzów w Moskwie. Oby zdążył na otwierający sezon w Anglii mecz o Tarczę Wspólnoty...
Azjaci.
Tych jak zwykle było w nadmiarze. Dziennikarze poruszają się w grupach nie mniejszych niż stuosobowe. Do strefy wywiadów chodzą głównie po autografy piłkarzy. Perfekcyjni w wyprowadzaniu z równowagi trenerów i zawodników pytaniami od czapy. Fatih Terim nie zdążył jeszcze ochłonąć po półfinałowym horrorze, wszyscy wypytują go o Niemców, aż nagle wstaje Japończyk - dobrze go znamy, na każdym turnieju się chwali, że od 15 lat relacjonuje występy reprezentacji Portugalii - i podnosi problem fundamentalny: "Co zamierza pan zrobić, by w przyszłości turecki futbol dostawał mniej żółtych kartek?". Trener udzielił odpowiedzi wymijającej. Jeszcze trudniejsze zadanie miał Guus Hiddink. Kiedy zagadnęła go o coś chińska dziennikarka, założył słuchawki, by usłyszeć tłumaczenie na angielski. Nie usłyszał. Okazało się, że pytanie zostało zadane właśnie po angielsku. Poprosił Chinkę o powtórzenie, ale Chinka powtórzyć nie potrafiła. Azjatom to się często zdarza. Specjalizują się w pytaniach jednorazówkach - pytanie wypowiedziane przestaje istnieć, wypada z głowy, można co najwyżej wymyślić nowe.
B - Borubar Artur.
Najlepszy zawodnik w drużynie trenera Benhałera. Lepszy nawet od Rogera Perejro. Podsumowanie Euro 2008 według Borubara: "Na trzecim turnieju z rzędu dostaliśmy po mordzie".
C - Canarinhos.
Czyli Roger, Pepe, Deco, Mehmet Aurelio, Marcos Senna. Wszyscy importowani Brazylijczycy byli najlepszymi albo jednymi z najlepszych w swoich drużynach, bez nich Euro byłoby uboższe. Za cztery lata jeszcze ich przybędzie. Nawet mistrzowie świata Włosi planują wzmocnić się napastnikiem Amaurim.
D - Dom.
Mistrzostwa organizowały Austria i Szwajcaria, więc kibice mieszkali wszędzie, tylko nie w Austrii i Szwajcarii. Siedzisz na trybunie prasowej, wymieniasz uwagi o Euro i okazuje się, że: ty mieszkasz we Francji, sąsiad z lewej w Słowenii, sąsiad z prawej w Niemczech, sąsiad zza pleców we Włoszech. Za granicą (patrz granica) było taniej i mniej tłoczno.
E - Europass.
Piłka - technologiczne cudo najnowszej generacji. Zdaniem wielu fachowców to ona jest winna odwróceniu się trendu - jak mundial rozstrzygnęły stałe fragmenty gry, tak na Euro 2008 gole po rzutach wolnych i rożnych niemal nie padały. Gracze ponoć nad europassem nie panują - kopią ją zbyt nisko lub zbyt wysoko. Najbardziej zapamiętały krytyk nowej piłki - Jens Lehmann - dotarł aż do finału. Choć zasłużył się niespecjalnie. Mógłby konkurować o tytuł najgorszego bramkarza imprezy z Turkiem Recberem Rüstü i Grekiem Antonisem Nikopolidisem.
Hiddink: Będę zdrajcą! »
F - Fair play.
Gdyby Ruud van Nistelrooy przewrócił się przy stanie 0:0 w meczu z Włochami, kiedy pod nogi rzucił mu się Gianluigi Buffon, pewnie dostałby rzut karny. Ale zrobił wszystko, by ustać na nogach i gola nie strzelił - zachował się kompletnie wbrew obyczajom we współczesnej piłce. Grę nieczystą zarzucano Niemcom. Ballack, zanim strzelił ostatniego gola w ćwierćfinale, odepchnął w polu karnym kolegę z Chelsea Paula Ferreirę. W półfinale Philip Lahm rozstrzygnął o wyniku, kiedy na boisku leżał Kazim Kazim.
G - Gospodarze.
Nigdy na mistrzostwach Europy nie było słabszych. Nie tylko nie wyszli z grupy. Gdyby sędzia Webb nie podarował Austriakom rzutu karnego w 93. minucie meczu z Polską, Euro 2008 straciłoby gospodarzy już po pięciu dniach. Nie tylko piłkarze zawiedli. Austriacy na każdym kroku pokazywali, że Euro w ogóle ich nie interesuje, a odbywa się w ich kraju, bo najwyraźniej musi. Chyba niecierpliwie czekali na koniec, by reszta kontynentu przestała zawracać im głowy. Szwajcarzy turniejem się pasjonowali, ale też przeżyli rozczarowanie - nie było najazdu fanów z zagranicy, a tubylcy ze strachu przed tłokiem wyjechali, więc zamiast zysków rekordowych były mniejsze niż zwykle.

Czechy
Portugalia
Szwajcaria
Turcja
Austria
Chorwacja
Niemcy
Francja
Holandia
Rumunia
Włochy
Grecja
Hiszpania
Rosja
Szwecja



