Futbolowa rewolucja po turecku

Michał Szadkowski, Genewa
18.06.2008 , aktualizacja: 19.06.2008 08:59
A A A Drukuj
Fot. Niklas Larsson AP
Dwadzieścia lat temu awans Turków na Euro byłby wielką sensacją. Dziś Fenerbahce gra w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, a jej reprezentacja za dwa dni będzie walczyć o półfinał ME
SERWISY
Turcja - Czechy 3:2. Dwie minuty klęski Czecha i Czechów »

Przeszłość 1980 r. Szombierki Bytom w I rundzie Pucharu Europy trafiają na mistrza Turcji - Trabzonspor. Nikt nie wyobraża sobie innego wyniku niż zwycięstwo mistrzów Polski. Pierwszy mecz w Trabzonie wygrywają jednak Turcy 2:1. W rewanżu Szombierki nie dają już rywalom szans. Zwyciężają 3:0.

Teraźniejszość Jeśli za miesiąc Wisła Kraków trafi w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów na Fenerbahce, losowanie zostanie uznane za bardzo pechowe, a szanse Polaków na awans do fazy grupowej za bliskie zera.

Przeszłość Gdy 11 lat po meczach Szombierek, Roman Kosecki przechodził z Legii do Galatasaray, transfer obierano jako sportowy upadek. O tym, że się mylono, wszyscy przekonali się dopiero po kilku latach.

Teraźniejszość Gdyby dziś Galatasaray czy Fenerbahce chciały kupić Artura Boruca czy Ebiego Smolarka, byłby to największy hit transferowy w polskiej piłce od czasu przejścia Jerzego Dudka do Liverpoolu.

Przeszłość Do 1996 r. i mistrzostw Europy w Anglii Turcy na wielkiej imprezie grali tylko raz - na mundialu w Szwajcarii w 1954 r. Debiut w ME nie udał się im zupełnie. Przegrali trzy mecze, nie strzelili ani jednego gola, stracili pięć.

Teraźniejszość Od Euro 2000 Turcy zaliczyli dwa ćwierćfinały ME (ten bilans mogą jeszcze poprawić), na mundialu w Korei i Japonii wywalczyli brązowy medal. Gorszy bilans w tym samym czasie mają m.in. Anglicy i Hiszpanie.

Trener Czechów: To niewiarygodne. Długo tego nie zapomnę... »

Co takiego zdarzyło się w tureckiej piłce, że w ostatnich latach niczym pociąg TGV zaczęła wyprzedzać nie tylko europejskich średniaków, ale także doganiać tych najlepszych?

Telewizja, głupcze!

Badający fenomen futbolu nad Bosforem socjolodzy (inni badają zależność między wynikami klubów a wzrostem PKB) uważają, że fundamentem zmian było wprowadzenie transmisji z ligi tureckiej do ogólnodostępnej telewizji. Według nich Turcy interesowali się futbolem od zawsze, ale długo nie mieli możliwości, by to okazać.

Chodzi zwłaszcza o fanów spoza Stambułu. - W Turcji liczą się tylko Fenerbahce, Besiktas i Galatasaray - z tym zdaniem zgodzi się każdy turecki kibic i dziennikarz. Zespoły lokalne traktowane są tylko jako element identyfikacji z daną miejscowością, od emocji i poziomu sportowego jest wielka trójka ze Stambułu.

Gdy tureccy kibice dostali to, co chcieli, zaczęli futbol pożerać w ilościach bliskich szkodliwych dla zdrowia. Nie było takiej liczby transmisji, której kibice nie potrafiliby skonsumować.

Szybko okazało się więc, że połączenie telewizji z piłką na tablicy Mendelejewa jest oznaczone symbolem Au. Kluby dostawały od stacji telewizyjnych coraz więcej pieniędzy. Pieniądze inwestowały w przebudowę starych i budowę nowych stadionów. Rosnąca liczba biletów generowała coraz większe zyski i przyciągała inwestorów. Dziś najdroższe i najmodniejsze mieszkania w Stambule to te sąsiadujące z obiektami Fenerbahce, Galatasaray i Besiktasu.

Futbol ze sportu niszowego stał się turecką dyscypliną narodową. Popularną jak w Polsce festiwal w Opolu i konkurs w skokach narciarskich w Zakopanem. Szefami obracających coraz większymi pieniędzmi klubów zostali biznesmeni (oczywiście będący kibicami), którzy potrafili gotówką zarządzać i ją rozmnażać.

Trudne to nie było, bo wyposzczona brakiem jakikolwiek piłkarskich atrybutów publiczność rzuciłaby się pewnie nawet na pinezki z logo ukochanego klubu. Nie musiała.

Zaczęło Fenerbahce ze swoją siecią sklepów Fenerium, po kilku latach nazwane przez władze klubu maszynką do robienia pieniędzy. Z 67 sklepami, które w ostatnich latach przynoszą ok. 60 mln dolarów rocznie, wicemistrzowie Turcji są w gronie firm wpłacających do tureckiego budżetu najwięcej pieniędzy. Liczby sprzedanych koszulek szacuje się na ponad milion rocznie. Mowa tylko o trykotach oryginalnych.

Następnym krokiem było wejście na giełdę. Gdzie w tym wszystkim piłka? Rozwijała się jeszcze szybciej niż kluby.

Jeśli trenerów nie ma, to trzeba ich sprowadzić

Liczone w dziesiątkach milionów dolarów zyski przeznaczono na trenerów, piłkarzy, budowę szkółek i akademii piłkarskich.

Refleksja, że rodzima myśl szkoleniowa sama nie nadąży za światowymi trendami, zrodziła się w tureckich głowach już w latach 50. ubiegłego wieku. To wtedy zaczęto sprowadzać trenerów z Węgier i Anglii. Potem nastał czas Rumunów i Jugosłowian. Na przełomie lat 80. i 90. dołączyli do nich Niemcy. - To oni wywarli największy wpływ na turecki futbol. Byli przyzwyczajeni do profesjonalizmu i takie same porządki wprowadzali w nowych klubach - mówi turecki komentator Keith Dern. Za nimi poszli tacy fachowcy jak John Toshack, Nevio Scala, Mircea Lucescu, Vicente del Bosque, Jean Tigana czy Eric Gerets.

Swoje zrobili także piłkarze. Ariel Ortega, Frank de Boer, Nicolas Anelka, Franck Ribery czy ostatnio Roberto Carlos, zamieniając najlepsze europejskie kluby na tureckie, dostawali niewyobrażalne pieniądze. W piłkę grali lepiej lub gorzej, odchodzili wcześniej lub później, ale ośrodki treningowe, salony odnowy biologicznej, dietetycy i fizjolodzy i samo podejście do gry zostawało na lata. Także tureccy trenerzy uczyli się od piłkarzy i szkoleniowców z zagranicy. W ten sposób fachu nauczył się trener brązowej drużyny z mundialu w Korei i Japonii Senol Günes i obecny szkoleniowiec Turków Fatih Terim.

Pozostało już tylko zadbać o rozwój młodych piłkarzy (tym zajęły się kluby) i odnaleźć chłopców z tureckimi korzeniami w całej Europie (to już robota federacji). Kluby do sprawy podeszły z rozmachem, samo Galatasaray utrzymuje 10 szkół dla dzieci w wieku od 7 do 15 lat.

Federacja założyła trzy biura w Niemczech odpowiedzialne za wyszukiwanie piłkarzy mogących grać w reprezentacji Turcji. W ten sposób do reprezentacji trafili tacy piłkarze jak np. Kazim Kazim. Wyszkoleni przez Niemców, Francuzów czy Anglików. Klony Ebiego Smolarka. Decydują się grać dla Turcji, bo jak podkreślają, turecki związek zajmuje się nimi lepiej niż federacje w kraju urodzenia.

W ten sposób reprezentacja Turcji została beneficjentem zmian, jakie w tureckim futbolu zaszły w ostatnich 20 latach. A będzie jeszcze silniejsza. Widok śpiewającego turecki hymn Mehmeta Aurelio na razie jest dość egzotyczny. Ale w kolejce do reprezentacji Turcji czekają kolejni, nie gorsi od urodzonego w Brazylii pomocnika Fenerbahce.

Bramkarz Turcji zawieszony na dwa mecze »

Stwórz DreamTeam na rundę pucharową - zagraj i Wygraj Euro »

Podziel się