Trener Donadoni tonie w fali krytyki. "Jest kompletną pomyłką"
23.06.2008
, aktualizacja: 23.06.2008 20:58
Ani mi się śni rezygnować - mówi trener Roberto Donadoni po odpadnięciu mistrzów świata Włochów z Euro 2008. Ale najpóźniej za dziesięć dni już go nie będzie.
Donadoni: Mam odejść? Nie widzę powodów. »
Donadoni: Przepraszam tych, którzy nie grali... »
Tyle czasu na podjęcie decyzji daje federacji kontrakt podpisany tuż przed mistrzostwami. Po długich targach Włosi przedłużyli umowę z selekcjonerem do 2010 roku, ale zastrzegli sobie, że w razie niepowodzenia mogą ją rozwiązać, wypłacając mu 600 tys. euro odszkodowania, czyli blisko połowę rocznej pensji. I teraz dzieje się - zdaniem wielu komentatorów - nieuchronne. Rodacy Donadoniego przez cały turniej powtarzali, że jest on kompletną trenerską pomyłką, że został mianowany tylko dzięki aferze Calciopoli, bowiem stanowisko podarował mu były kolega z Milanu Demetrio Albertini, tymczasowo zasiadający we władzach związku.
Krytykują go za wszystko. Za brak charyzmy, za niezdolność do wstrzyknięcia w grupę energii i entuzjazmu, za grube błędy personalne z początku turnieju, które zdążył naprawić (najpierw posadził na ławce Chielliniego, Grosso, De Rossiego), i te, przy których trwał (Toni). Zarzucają mu dobór niewłaściwych ludzi w każdym meczu, bo w każdym meczu rezerwowi okazywali się żywsi i kreatywniejsi od graczy z podstawowej jedenastki. "Luca Toni był w fatalnej formie fizycznej. Uparty Donadoni zatonął razem z nim i poniesie konsekwencje" - pisze "Corriere dello Sport". Ta gazeta komentuje występ na Euro 2008 najostrzej, wyrzucając trenerowi defensywne nastawienie w ćwierćfinale i brak ognia w ofensywie (żaden włoski napastnik nie strzelił na turnieju gola). "Ta drużyna odrestaurowała elementy starego catenaccio, które - mieliśmy nadzieję - definitywnie zniknęły z naszego repertuaru" - czytamy.
Zdaniem Włochów kontuzje Fabio Cannavaro i Andrei Barzagliego oraz dyskwalifikacja Andrei Pirlo oraz Gennaro Gattuso (nie zagrali w ćwierćfinale z powodu żółtych kartek) nie usprawiedliwiają selekcjonera niezdolnego do taktycznych posunięć, które ukryłyby słabości drużyny. Z nich słynął jego poprzednik, powszechnie uwielbiany Marcello Lippi. On niezależnie od skali kadrowych kłopotów zawsze wynajdywał w reprezentacji atuty i je umiejętnie eksponował. Teraz wystarczył brak rozgrywającego Milanu Pirlo, by okazało się, że mistrz pod kuratelą Donadoniego jest nagi.
"To był koniec drużyny, która bardzo przypomina swojego trenera: pełnego godności i uczciwego, lecz zbyt skromnego w ambicjach i możliwościach" - żegna selekcjonera "La Gazzetta dello Sport". Zaglądając na jej łamy i w ogóle słuchając reakcji Włochów, można odnieść wrażenie, że niepowodzenia w gruncie rzeczy się spodziewali. Choć porażka akurat z Hiszpanią - uchodzącą za niezdolną do wygrania czegokolwiek - jest zaskakująca, to wszyscy z rezygnacją śledzili historię samospełniającej się, sformułowanej dawno temu przepowiedni. Trener żółtodziób - wcześniej pracujący tylko w małych i średnich klubikach - miał nie być i nie był w stanie sterować kolekcją megagwiazd futbolu, które osiągnęły już wszystko, a srebro będzie dla nich klęską.
Teraz na ławce ponownie usiądzie Lippi - żegluje po Morzu Śródziemnym, mecz oglądał na wysepce Capraia - którego powrót wraz z całym sztabem współpracowników anonsowano już przed turniejem. Poprzedni selekcjoner po zdobyciu mistrzostwa świata odpoczywał, planując przyjęcie jakiejś oferty z klubu. Dlaczego zmienił zdanie? Z jego najbliższego otoczenia wypływają opinie, że Lippi docenił urok posady, dzięki której zwykły piłkarski trener staje się ojcem całego narodu. I teraz zamierza osiągnąć to, co udało się tylko Brazylii (46 lat temu), czyli obronić złoto mundialu.
Jeśli mu się uda, pogrążeni dziś w żałobie Włosi obiecują beatyfikację.
Włoska prasa: Wszystko skończone »
Ancelotti: Strata Pirlo i Gattuso jest nieważna »
Donadoni: Przepraszam tych, którzy nie grali... »
Tyle czasu na podjęcie decyzji daje federacji kontrakt podpisany tuż przed mistrzostwami. Po długich targach Włosi przedłużyli umowę z selekcjonerem do 2010 roku, ale zastrzegli sobie, że w razie niepowodzenia mogą ją rozwiązać, wypłacając mu 600 tys. euro odszkodowania, czyli blisko połowę rocznej pensji. I teraz dzieje się - zdaniem wielu komentatorów - nieuchronne. Rodacy Donadoniego przez cały turniej powtarzali, że jest on kompletną trenerską pomyłką, że został mianowany tylko dzięki aferze Calciopoli, bowiem stanowisko podarował mu były kolega z Milanu Demetrio Albertini, tymczasowo zasiadający we władzach związku.
Krytykują go za wszystko. Za brak charyzmy, za niezdolność do wstrzyknięcia w grupę energii i entuzjazmu, za grube błędy personalne z początku turnieju, które zdążył naprawić (najpierw posadził na ławce Chielliniego, Grosso, De Rossiego), i te, przy których trwał (Toni). Zarzucają mu dobór niewłaściwych ludzi w każdym meczu, bo w każdym meczu rezerwowi okazywali się żywsi i kreatywniejsi od graczy z podstawowej jedenastki. "Luca Toni był w fatalnej formie fizycznej. Uparty Donadoni zatonął razem z nim i poniesie konsekwencje" - pisze "Corriere dello Sport". Ta gazeta komentuje występ na Euro 2008 najostrzej, wyrzucając trenerowi defensywne nastawienie w ćwierćfinale i brak ognia w ofensywie (żaden włoski napastnik nie strzelił na turnieju gola). "Ta drużyna odrestaurowała elementy starego catenaccio, które - mieliśmy nadzieję - definitywnie zniknęły z naszego repertuaru" - czytamy.
Zdaniem Włochów kontuzje Fabio Cannavaro i Andrei Barzagliego oraz dyskwalifikacja Andrei Pirlo oraz Gennaro Gattuso (nie zagrali w ćwierćfinale z powodu żółtych kartek) nie usprawiedliwiają selekcjonera niezdolnego do taktycznych posunięć, które ukryłyby słabości drużyny. Z nich słynął jego poprzednik, powszechnie uwielbiany Marcello Lippi. On niezależnie od skali kadrowych kłopotów zawsze wynajdywał w reprezentacji atuty i je umiejętnie eksponował. Teraz wystarczył brak rozgrywającego Milanu Pirlo, by okazało się, że mistrz pod kuratelą Donadoniego jest nagi.
"To był koniec drużyny, która bardzo przypomina swojego trenera: pełnego godności i uczciwego, lecz zbyt skromnego w ambicjach i możliwościach" - żegna selekcjonera "La Gazzetta dello Sport". Zaglądając na jej łamy i w ogóle słuchając reakcji Włochów, można odnieść wrażenie, że niepowodzenia w gruncie rzeczy się spodziewali. Choć porażka akurat z Hiszpanią - uchodzącą za niezdolną do wygrania czegokolwiek - jest zaskakująca, to wszyscy z rezygnacją śledzili historię samospełniającej się, sformułowanej dawno temu przepowiedni. Trener żółtodziób - wcześniej pracujący tylko w małych i średnich klubikach - miał nie być i nie był w stanie sterować kolekcją megagwiazd futbolu, które osiągnęły już wszystko, a srebro będzie dla nich klęską.
Teraz na ławce ponownie usiądzie Lippi - żegluje po Morzu Śródziemnym, mecz oglądał na wysepce Capraia - którego powrót wraz z całym sztabem współpracowników anonsowano już przed turniejem. Poprzedni selekcjoner po zdobyciu mistrzostwa świata odpoczywał, planując przyjęcie jakiejś oferty z klubu. Dlaczego zmienił zdanie? Z jego najbliższego otoczenia wypływają opinie, że Lippi docenił urok posady, dzięki której zwykły piłkarski trener staje się ojcem całego narodu. I teraz zamierza osiągnąć to, co udało się tylko Brazylii (46 lat temu), czyli obronić złoto mundialu.
Jeśli mu się uda, pogrążeni dziś w żałobie Włosi obiecują beatyfikację.
Włoska prasa: Wszystko skończone »
Ancelotti: Strata Pirlo i Gattuso jest nieważna »

Czechy
Portugalia
Szwajcaria
Turcja
Austria
Chorwacja
Niemcy
Francja
Holandia
Rumunia
Włochy
Grecja
Hiszpania
Rosja
Szwecja




