Fatih Terim - Cesarz znad Bosforu

Michał Pol, Wiedeń
25.06.2008 , aktualizacja: 25.06.2008 15:06
A A A Drukuj
Z Milanu wyleciał, bo nie wpuścił do szatni prezesa Berlusconiego. Jego Galatasaray wygrał w dziesiątkę z Arsenalem Arsene Wengera finał Pucharu UEFA. - Nigdy nie mów, że umierasz na boisku. Graj do końca - wmawia zawodnikom
Altintop dla "Gazety"

Stadion Ernsta Happela w Wiedniu po ćwierćfinałowym meczu Chorwacja - Turcja. Pytamy tureckiego napastnika Kazima Kazima, jak to możliwe, że jego drużyna trzeci mecz z rzędu wygrywa po oszałamiającej końcówce. Ze Szwajcarią zwycięskiego gola Turcy strzelili w 93. minucie. Z Czechami przegrywali już 0:2, by wygrać 3:2. Wreszcie z Chorwacją tracą gola w ostatniej minucie dogrywki, wyrównują i wygrywają w karnych.

Kazim odwraca się i wskazuje na trenera Fatiha Terima, który kilka metrów od niego, rozpalony, w rozchełstanej białej koszuli, ale z marsową miną udziela wywiadu telewizji. - U niego nie spuścisz głowy. Jeśli utracisz wiarę, on ci ją przywróci. Jego krzyk to najgorsza rzecz, jaką przeżyłem. Słyszałem o "suszarce" Aleksa Fergusona. Ale wierzcie mi, nie ma nic gorszego niż gniew naszego trenera.

Poniedziałek. Przed treningiem Turków w Wiedniu pytam o Terima Semiha Sentürka. - Jest dla nas jak ojciec. Kiedy trzeba - czuły i łagodny, kiedy trzeba - wymagający. Przed meczem motywuje nawet tych, którzy nie będą grali. Każdemu dodaje wiary w umiejętności, każdego czyni wielkim - mówi strzelec wyrównującego gola z Chorwacją. - Nikt z nas nie chce go zawieść. Po stracie gola z Chorwacją byłem pewien, że to już koniec. Ale spojrzałem na niego i zobaczyłem, że każe nam nadal walczyć. Nakazał grę długimi piłkami, więc pobiegłem do przodu. Za chwilę dostałem piłkę. I po prostu posłałem ją do siatki.

W Turcji Terim nosi przydomek "Imperator". Bo i rządzi jak cesarz. Nie znosi sprzeciwu. Jeśli największa gwiazda nie gra tak, jak chce, zostawia ją w domu. Na Euro 2008 nie pojechali Yildiray Bastürk z VfB Stuttgart ani Halil Altintop z Schalke. Niektórzy tureccy dziennikarze szepczą, że trener ulega lobby wielkich stambulskich klubów, ale inni zaprzeczają: - Terim? On nie ulega nikomu. Ufa tylko swojemu instynktowi.

Urodził się w ubogiej rodzinie sprzedawcy pistacji w Adanie. Ojciec harował od rana do nocy, żeby wyżywić syna i dwie córki. Fatih "imperialne" zapędy miał od początku kariery. Już w wieku 16 lat przebił się do pierwszej drużyny Adany Demirspor. Mając lat 19, założył opaskę kapitana. Tak wspomina w autobiografii pierwszy występ w tej roli. - Przed meczem w szatni zagrzałem do boju kolegów, tak jak na kapitana przystało. A potem wybiegłem pędem na boisko. Odwróciłem się i zobaczyłem, że za mną nikogo nie ma. Byłem tak szybki, że nikt nie nadążył! To było ekscytujące!

Klub był w tarapatach finansowych, ale środkowy obrońca Terim był tak ważnym zawodnikiem, że tylko jemu płacono pensję, w tajemnicy przed resztą. Po 11 latach odszedł do Galatasaray Stambuł. Zagrał 51 meczów w reprezentacji, 35 jako kapitan. Trenerki uczył się jeszcze jako zawodnik Galatasaray od słynnego Niemca Juppa Derwalla.

- Był dla mnie jak ojciec. Ja też staram się być jak ojciec dla moich piłkarzy - wspomina. Derwall rewanżuje się, nazywając Terima "Beckenbauerem znad Bosforu".

W 1990 roku został asystentem innego niemieckiego trenera, Seppa Piontka, który objął reprezentację Turcji. Po trzech latach zastąpił go na stanowisku. W 1996 roku wprowadził Turcję na mistrzostwa Europy. I choć drużyna zakończyła turniej trzema porażkami, Terima nadal traktowano jako bohatera, uznając awans za największy sukces w historii tureckiego futbolu.

Z Galatasaray wygrał cztery mistrzostwa kraju z rzędu i doprowadził do największego sukcesu w tureckim futbolu klubowym - w 2000 roku zdobył Puchar UEFA, bijąc w finale Arsenal Arsene Wengera. Drużyna Terima kończyła spotkanie w dziesiątkę - czerwoną kartkę dostał słynny Gheorge Hagi. Ale piłkarze Galatasaray ani na chwilę "nie opuścili głów".

Odszedł do Fiorentiny. Agresywny styl gry przyniósł mu uwielbienie fanów, zwłaszcza że drużyna wygrała na początku sezonu z Milanem 4:0 i zremisowała na wyjeździe 3:3 z Juventusem. Ale pod koniec sezonu Turek pokłócił się z prezydentem klubu, Vittorio Cecchim Gorim i ogłosił, że nie przedłuży kontraktu. Latem 2001 roku objął AC Milan. Zmienił system gry na ofensywne 4-3-1-2 z Rui Costą jako rozgrywającym. Ale chciał rządzić jak w Stambule. Nie zgadzał się, żeby właściciel Silvio Berlusconi wchodził do szatni, kiedy ma na to ochotę. Po zaledwie pięciu miesiącach został zwolniony. Przez telefon, co było dodatkowym upokorzeniem.

Wrócił do Galatasaray, ale trafił na kryzys finansowy. Jego życzenia transferowe nie zostały zrealizowane. Drużyna przegrała walkę o tytuł z Besiktasem, a w kolejnych latach nawet o Ligę Mistrzów. W 2005 zgodził się objąć reprezentację, choć musiał się zmierzyć z wynikiem Senola Günesa, który na mundialu w Japonii i Korei wywalczył trzecie miejsce. Jego pensja stała się przedmiotem debaty w parlamencie. Posłowie Kurdyjskiej Partii Demokratycznej kwestionowali jej wysokość, bo 103 tys. dol. miesięcznie to 130-krotność średniej krajowej. Choć nie zdołał wywalczyć awansu na mundial w Niemczech, nie zmniejszyło to ani uwielbienia kibiców, ani zaufania piłkarzy. Wyjeżdżając na Euro 2008, nie obiecywał sukcesu. - Zjednoczeni, grając zawsze do końca i czując wsparcie narodu, możemy pokonać każdego - zapowiedział.

Czy leci z nimi pilot?

Podziel się