Szwajcaria - Turcja. Gospodarze chcą ocalić marzenia
10.06.2008
, aktualizacja: 10.06.2008 21:31
W środę pierwszy mecz o wszystko. Porażka Szwajcarów zepsuje im Euro, przegrana Turków będzie oznaczać koniec trenera Fatiha Terima.
- Z Austrią to wy sobie poradzicie. W tragicznej sytuacji to jesteśmy my - powiedział mi smutnym głosem sprzedawca gazet na dworcu w Bazylei. Nie był jedyny, bo lament od kilku dni słychać w całej Szwajcarii. I to nie z powodu porażki w meczu otwarcia z Czechami 0:1.
Ważniejsza jest strata Alexandra Freia, który zerwał więzadła w kolanie. Najlepszy szwajcarski strzelec jest dla drużyny tym, kim dla Paragwaju był José Luis Chilavert czy dla Chile - Marcelo Salas. Liderem, walczakiem i artystą jednocześnie. Dlatego zdjęcia podpierającego się kulami napastnika zajmują miejsca na czołówkach wszystkich szwajcarskich gazet i symbolizują koniec marzeń gospodarzy Euro. - Mieliśmy dwa cele. Zorganizować turniej tak, by wszyscy byli zadowoleni, i zagrać tak, by nas zapamiętano. Pierwsze się chyba udało, na drugie jest coraz mniej szans - mówił mi pod stadionem w Bazylei Alex.
Faktycznie, Szwajcarzy, także ci w żaden sposób niezwiązani z organizacją Euro, stają na uszach, by kibice i obserwatorzy po wyjeździe z turnieju, żałowali, że impreza już się skończyła. Przebijają w tym Austriaków, którzy sprawiają wrażenie mało zainteresowanych turniejem.
Piłkarsko zapowiada się natomiast na katastrofę. Kontuzjowany Frei tylko potęguje zbiorowe zamartwianie się rodaków, którzy szukają nadziei na wygraną z Turkami w siłach nadprzyrodzonych. - Moje marzenia zostały zniszczone w sobotę. Ta drużyna ciągle je jednak ma, nawet mimo porażki z Czechami - mówi 28-letni napastnik.
Typowany po kontuzji Freia na lidera drużyny Phillipe Senderos wyszedł przed szereg, by pogrzebać resztki nadziei. Stwierdził, że Szwajcaria jest małym krajem, który musi jeszcze zrobić bardzo dużo, by walczyć o największe trofea.
Jakby tego było mało, trener Köbi Kuhn bardziej niż drużyną zajmuje się ciężko chorą, leżącą w szpitalu żoną. Tamtejsza federacja jest ponoć w każdej chwili przygotowana na rezygnację 65-letniego szkoleniowca. - Co jeszcze złego się wydarzy? - pytał mnie Alex.
Mecz z Turcją, z przeciwnikiem wybitnie dla Szwajcarów niewygodnym, w dodatku z unoszącym się zapachem skandalu z poprzedniego spotkania. Trzy lata temu obie drużyny grały baraż o mundial w Niemczech. Pierwszy mecz Szwajcarzy wygrali 2:0, drugi przegrali 2:4, ale dzięki większej liczbie goli strzelonych na wyjeździe oni pojechali na MŚ. Pojedynek został jednak zapamiętany z powodu bójki między drużynami, która wybuchła tuż po zakończeniu meczu. To przez nią Turcja trzy spotkania eliminacji do Euro musiała grać przy pustych trybunach.
Wówczas zakochana w trenerze Fatihu Terimie turecka prasa murem stanęła za swoimi piłkarzami, a za wydarzenia na boisku obwiniali sędziego i UEFA.
Dziś, kilka dni po porażce z Portugalią, Terim i jego piłkarze winni są klęsk głodu i globalnemu ociepleniu. W Turcji nie ma mowy o atmosferze przygnębienia czy nadziei. Króluje złość. Jak tłumaczył mi turecki dziennikarz, nie ma drugiej posady na świecie, z której w ciągu kilku godzin z ulubieńca tłumów możesz stać się jego największym wrogiem.
- Śmieszy mnie, gdy mówią tak o Realu Madryt, reprezentacjach Włoch, Brazylii i Argentyny. Terim minimalnie przegrał mecz z jedną z najlepszych drużyn na świecie - mówi mieszkający na stałe w Niemczech Turek.
To jednak wystarczyło, bo prasa nad Bosforem obarczyła go całą winą za porażkę i domaga się zwolnienia (!). "Terim przegrywa, bo jest uparty" - to jeden z tytułów gazet, które Turcy przynieśli do biura prasowego. Upór polega na tym, że selekcjoner drużyny znad Bosforu trzy tygodnie przed turniejem zmienił świetnie działający w eliminacjach system 4-4-2 na 4-3-3 i teraz, mimo braku wyników (a właściwie, mimo porażki z Portugalią), nie chce wrócić do starego.
Drugim zarzutem Turków jest zbyt odważne stawianie na młodych - Kazima Kazima z Fenerbahce i Mevlüta Erdinca z Sochaux. - Lada chwila zacznie się narzekanie, że na Euro nie pojechali Hakan Sükür i Yildiray Bastürk - dodaje turecki dziennikarz.
Szwajcarzy nawet w przypadku porażki na trenera i piłkarzy narzekać nie będą. Oni zrobili wszystko, by Euro było udane. Dziś w Bazylei zobaczymy, czy los w końcu się do nich przekona, bo dotychczas zrobił wszystko, by zepsuć im tę imprezę.
Szwajcaria - Turcja
11 czerwca 2008 - godz. 20.45
St. Jacob Park - Bazylea
Sędziuje: Lubos Michel (Słowacja)
Ważniejsza jest strata Alexandra Freia, który zerwał więzadła w kolanie. Najlepszy szwajcarski strzelec jest dla drużyny tym, kim dla Paragwaju był José Luis Chilavert czy dla Chile - Marcelo Salas. Liderem, walczakiem i artystą jednocześnie. Dlatego zdjęcia podpierającego się kulami napastnika zajmują miejsca na czołówkach wszystkich szwajcarskich gazet i symbolizują koniec marzeń gospodarzy Euro. - Mieliśmy dwa cele. Zorganizować turniej tak, by wszyscy byli zadowoleni, i zagrać tak, by nas zapamiętano. Pierwsze się chyba udało, na drugie jest coraz mniej szans - mówił mi pod stadionem w Bazylei Alex.
Faktycznie, Szwajcarzy, także ci w żaden sposób niezwiązani z organizacją Euro, stają na uszach, by kibice i obserwatorzy po wyjeździe z turnieju, żałowali, że impreza już się skończyła. Przebijają w tym Austriaków, którzy sprawiają wrażenie mało zainteresowanych turniejem.
Piłkarsko zapowiada się natomiast na katastrofę. Kontuzjowany Frei tylko potęguje zbiorowe zamartwianie się rodaków, którzy szukają nadziei na wygraną z Turkami w siłach nadprzyrodzonych. - Moje marzenia zostały zniszczone w sobotę. Ta drużyna ciągle je jednak ma, nawet mimo porażki z Czechami - mówi 28-letni napastnik.
Typowany po kontuzji Freia na lidera drużyny Phillipe Senderos wyszedł przed szereg, by pogrzebać resztki nadziei. Stwierdził, że Szwajcaria jest małym krajem, który musi jeszcze zrobić bardzo dużo, by walczyć o największe trofea.
Jakby tego było mało, trener Köbi Kuhn bardziej niż drużyną zajmuje się ciężko chorą, leżącą w szpitalu żoną. Tamtejsza federacja jest ponoć w każdej chwili przygotowana na rezygnację 65-letniego szkoleniowca. - Co jeszcze złego się wydarzy? - pytał mnie Alex.
Mecz z Turcją, z przeciwnikiem wybitnie dla Szwajcarów niewygodnym, w dodatku z unoszącym się zapachem skandalu z poprzedniego spotkania. Trzy lata temu obie drużyny grały baraż o mundial w Niemczech. Pierwszy mecz Szwajcarzy wygrali 2:0, drugi przegrali 2:4, ale dzięki większej liczbie goli strzelonych na wyjeździe oni pojechali na MŚ. Pojedynek został jednak zapamiętany z powodu bójki między drużynami, która wybuchła tuż po zakończeniu meczu. To przez nią Turcja trzy spotkania eliminacji do Euro musiała grać przy pustych trybunach.
Wówczas zakochana w trenerze Fatihu Terimie turecka prasa murem stanęła za swoimi piłkarzami, a za wydarzenia na boisku obwiniali sędziego i UEFA.
Dziś, kilka dni po porażce z Portugalią, Terim i jego piłkarze winni są klęsk głodu i globalnemu ociepleniu. W Turcji nie ma mowy o atmosferze przygnębienia czy nadziei. Króluje złość. Jak tłumaczył mi turecki dziennikarz, nie ma drugiej posady na świecie, z której w ciągu kilku godzin z ulubieńca tłumów możesz stać się jego największym wrogiem.
- Śmieszy mnie, gdy mówią tak o Realu Madryt, reprezentacjach Włoch, Brazylii i Argentyny. Terim minimalnie przegrał mecz z jedną z najlepszych drużyn na świecie - mówi mieszkający na stałe w Niemczech Turek.
To jednak wystarczyło, bo prasa nad Bosforem obarczyła go całą winą za porażkę i domaga się zwolnienia (!). "Terim przegrywa, bo jest uparty" - to jeden z tytułów gazet, które Turcy przynieśli do biura prasowego. Upór polega na tym, że selekcjoner drużyny znad Bosforu trzy tygodnie przed turniejem zmienił świetnie działający w eliminacjach system 4-4-2 na 4-3-3 i teraz, mimo braku wyników (a właściwie, mimo porażki z Portugalią), nie chce wrócić do starego.
Drugim zarzutem Turków jest zbyt odważne stawianie na młodych - Kazima Kazima z Fenerbahce i Mevlüta Erdinca z Sochaux. - Lada chwila zacznie się narzekanie, że na Euro nie pojechali Hakan Sükür i Yildiray Bastürk - dodaje turecki dziennikarz.
Szwajcarzy nawet w przypadku porażki na trenera i piłkarzy narzekać nie będą. Oni zrobili wszystko, by Euro było udane. Dziś w Bazylei zobaczymy, czy los w końcu się do nich przekona, bo dotychczas zrobił wszystko, by zepsuć im tę imprezę.
Szwajcaria - Turcja
11 czerwca 2008 - godz. 20.45
St. Jacob Park - Bazylea
Sędziuje: Lubos Michel (Słowacja)
| 1-Diego Benaglio | 23-Volkan Demirel |
| 5-Stephan Lichtsteiner | 3-Haken Balta |
| 20-Patrick Mueller | 2-Servet Cetin |
| 4-Philippe Senderos | 15-Emre Asik |
| 3-Ludovic Magnin | 20-Sabri Sarioglu |
| 16-Tranquillo Barnetta | 18-Kazim Kazim |
| 8-Gokhan Inler | 5-Emre Belozoglu |
| 15-Gelson Fernandes | 7-Mehmet Aurelio |
| 19-Valon Behrami | 23-Hamit Altintop |
| 11-Marco Streller | 8-Nihat Kahveci |
| 10-Hakan Yakin | 21-Mevlut Erdinc |

Czechy
Portugalia
Szwajcaria
Turcja
Austria
Chorwacja
Niemcy
Francja
Holandia
Rumunia
Włochy
Grecja
Hiszpania
Rosja
Szwecja




