Guus Hiddink: Rosjanie szybko się uczą

Notował w Bazylei Michał Szadkowski
25.06.2008 , aktualizacja: 25.06.2008 15:16
A A A Drukuj
- Sukces na Euro 2008 ma zapoczątkować wielką modernizację futbolu w Rosji. Zaczynając od stadionów, a na metodach szkoleniowych kończąc. Medal ma przyjść za 8-12 lat - mówi trener Rosjan
SERWISY
Hiddink wolałby trafić na Włochów

Michał Szadkowski: Jest pan zaskoczony tak dobrą grą swojej drużyny?

Guus Hiddink: I tak, i nie. Nie - bo o tym, że mam w niej dobrych piłkarzy, którzy potrafią podawać i strzelać, wiedziałem już wcześniej. Tak - bo jest to zespół bardzo niedoświadczony. Niektórzy piłkarze grali w tym sezonie w Pucharze UEFA, ale to nie jest poziom Ligi Mistrzów, a takiego wymaga się na wielkich turniejach. Zaskoczyło mnie to, jak szybko przystosowali się do nowego poziomu gry.

Po meczu z Holandią mówił pan, że Rosjanie bardzo szybko się uczą. Szybciej niż Koreańczycy, z którymi zajął pan czwarte miejsce na mundialu.

- Tak mi się wydaje. Byłem zaskoczony postępami Koreańczyków i Australijczyków, z którymi pracowałem wcześniej. Ale w Korei Płd. miałem tę przewagę, że specjalnie dla nas przerywano rozgrywki ligowe i mogłem zabrać drużynę nawet na trwające miesiąc zgrupowania do Europy czy USA. Z Rosjanami tyle czasu nie miałem. Na szczęście oni bardzo szybko chłoną wiedzę.

Chcieli pana słuchać? Rosyjscy trenerzy kręcili nosem na pomysł zatrudnienia szkoleniowca z zagranicy.

- Młodzi ludzie są dziś bardzo elastyczni. Nie ma dla nich znaczenia to, czy pracują z rodakiem, czy z trenerem z zagranicy. Szybko się dogadaliśmy, bo mieliśmy wspólny cel - awans do mistrzostw Europy.

Rosja jest krajem, który w wielu aspektach otwiera się na Europę. Także w sensie piłkarskim. Poziom ligi rosyjskiej nie jest taki zły. Dziwne jest to, że taki piłkarz jak Arszawin nie został wypatrzony przez skautów największych klubów wcześniej.

Nie bał się pan zabrać go na turniej, wiedząc, że będzie mógł zagrać tylko w ostatnim spotkaniu w grupie?

- Znałem go z eliminacji, wiedziałem, na co go stać. W bardzo ciężkich spotkaniach z Macedonią to on wykreował akcje, po których strzelaliśmy zwycięskie gole.

To najlepsza "dziesiątka" na Euro?

- On jest innym piłkarzem. Kiedyś na jego pozycji trzeba było piłkę przyjąć i pięknie podać lub strzelić. Teraz tacy piłkarze jak on są także odpowiedzialni za grę w defensywie. We współczesnym futbolu trzeba o niej myśleć już pod polem karnym rywala.

Nie miał pan problemów z ustawieniem drużyny w dwóch pierwszych meczach bez niego?

- Nie. W kadrze mam tylko jednego piłkarza występującego za granicą. Reszta gra w lidze rosyjskiej, w której w sumie pracuje ok. 260 zawodników, tylko 60 z nich ma rosyjski paszport, a w podstawowych składach gra lub wchodzi z ławki zaledwie 35. Tylko z nich mogłem wybierać. To niesamowite, że wśród nich byli piłkarze o tak wysokich umiejętnościach.

Oprócz reprezentacji w Rosji odpowiada pan także za zbudowanie systemu szkolenia. Co jest dla pana ważniejsze - medal na ME czy stworzenie młodym piłkarzom warunków do rozwoju?

- Medal, ale za 8-12 lat. Jeśli tak się stanie, będzie to oznaczało, że system, nad którym pracujemy, działa. Fantastyczny sukces reprezentacji w Austrii i Szwajcarii ma zapoczątkować wielką modernizację futbolu w Rosji. Zaczynając od stadionów i ośrodków treningowych, a na metodach szkoleniowych kończąc. Chodzi o to, by dobre wzorce zaszczepiać już 12-, 14-letnim chłopcom. Do tego można dodać jeszcze system wyszukiwania młodych piłkarzy. Tego sukcesu nie można zmarnować.

Co pana przekonało do pracy w Rosji?

- Statystyka (śmiech). W Holandii mieszka 16 mln ludzi, a każdego roku znajdują tam kilka wielkich talentów. Rosjan jest ponad 140 mln osób. Pomyślcie, jak silna będzie ta reprezentacja, jeśli zacznie działać nasz system skautingu.

Wolałby pan, żeby piłkarze zostali w Rosji czy wyjechali do silniejszych lig?

- Ważne, żeby myśleli nie tylko o zarobkach, ale o tym, by klub, do którego przechodzą, grał na najwyższym poziomie, w Lidze Mistrzów. Z punktu widzenia człowieka odpowiedzialnego za rozwój rosyjskiej piłki nie mam nic przeciwko. W dzisiejszym świecie Arszawin grający w Hiszpanii czy Anglii może być takim samym wzorem dla dzieciaków, jakby został w Zenicie.

Podziel się