Portugalia chce złota, a Scolari nienawidzi przegrywać
18.06.2008
, aktualizacja: 19.06.2008 09:10
Portugalczycy grają o trzeci z rzędu półfinał wielkiego turnieju. Ale mierzą jeszcze wyżej, bo mają pierwsze pokolenie wybitnych piłkarzy, które nie przywykło do porażek
Niemcy: Portugalczycy czują respekt »
Lehmann zna sposób na Cristiano Ronaldo »
Tak, trzeba się do tego wreszcie przyzwyczaić: Portugalia w niczym nie ustępuje supermocarstwom w typie Włoch czy Francji, Portugalia dochowała się drużyny złożonej wyłącznie z megagwiazd.
Trenera Luisa Scolariego zatrudniła właśnie Chelsea, klub najhojniejszego i najambitniejszego właściciela w świecie futbolu, który kolekcjonuje wyłącznie specjalistów wybitnych. O Cristiano Ronaldo biją się najbogatsze drużyny Europy Real Madryt i Manchester United, co może się skończyć na dwa sposoby - albo padnie transferowy rekord wszech czasów (75 mln euro), albo piłkarz otrzyma rekordową podwyżkę (nawet 300 tys. euro tygodniówki). Alex Ferguson do tego stopnia nie wyobraża sobie drużyny bez portugalskiego skrzydłowego, że przerwał urlop, przyleciał na Euro z nim negocjować, a swoim szefom zagroził, że w razie transferu po 22 latach opuści klub.
Portugalia wreszcie przestała być "małą" Brazylią, a zaczęła być Brazylią pełną gębą - wszyscy na nią patrzą, na Euro 2008 odwołuje konferencje prasowe, by choć na chwilę odsapnąć od pytań o propozycje bajecznych kontraktów. Nadzwyczajnych graczy wypuszczała od zawsze, skupujące ich kluby odnosiły sukcesy, ale reprezentacja kraju nie miała z tego nic. Jak my żyjemy mitem drużyny Górskiego od 30 lat, tak oni od 40 wspominali generację Eusebio, gdy jedyny raz dotarli do półfinału mundialu. Aż przyszedł trener Scolari - wzięty z Brazylii właśnie - i scalił zgraję zdolnych egoistów w zwartą grupę, która na boisku sobie pomaga, wzajemnie się dla siebie poświęca, nie przedkłada małych, osobistych celów nad wspólny interes. Znawcami jej obyczajów sprzed lat musiała wstrząsnąć scena z meczu z Czechami - oto Ronaldo biegnie samotnie w stronę bramkarza, nikt nie zgłaszałby do niego pretensji, gdyby próbował strzelać, tymczasem piłkarz MU oddaje piłkę Ricardo Quaresmie, by ten wturlał ją do pustej bramki.
- Nie chcę mówić, że tworzymy dziś lepszy zespół niż poprzedni [ten z Luisem Figo], ale mam wrażenie, że chociaż jesteśmy młodsi, to bardziej dojrzali - tłumaczy swoją i kolegów postawę Ronaldo. Wszystkie zasługi przypisuje trenerowi, który potrafił klarownie wyłożyć gwiazdom, jak wygląda hierarchia celów, i nauczył ich żyć z presją. Portugalczycy upodobnili się już do potentatów także pod tym względem, że cały naród żąda od nich złota. Sami zresztą również dorośli do parcia po wyłącznie najwyższe cele, kolejne półfinałowe lub finałowe niepowodzenie uznają za porażkę. Scolari upiera się, że perspektywa podjęcia nowego wyzwania w Chelsea nie tylko go nie rozprasza, lecz dodatkowo dopinguje. Brazylijczyk nienawidzi wyjeżdżać znikąd jako człowiek, który ostatni mecz przegrał.
O Niemcach mówi z szacunkiem, chwali zwłaszcza ich nienaganną taktykę w meczu z Polską i "nie widzi na turnieju żadnego zespołu lepiej zorganizowanego". Wie jednak, że zmierzy się z nimi w idealnym momencie. Rywale stoczyli wyczerpujący bój o awans do ćwierćfinału z Austrią, tymczasem Scolari, będąc pewnym pozycji lidera w grupie, w ostatniej kolejce oszczędził całą linię pomocy i ataku. A wczoraj poprowadził trening na nowiutkiej murawie. Po ulewie podczas poprzednich meczów na stadionie w Bazylei wymienioną ją - przywiezioną 26 ciężarówkami z Holandii - w całości (pierwsza taka operacja w historii ME). Na ćwierćfinał wszystko będzie odświeżone - i trawa, i najważniejsi piłkarze, którzy planują wykorzystać swoją przewagę techniczną i nie oddawać Niemcom piłki.
Naturalnym liderem Portugalczyków wydaje się Ronaldo, ale na ME ich grą steruje Deco i to on, o głowę niższy od Michaela Ballacka, rzuci wyzwanie niemieckiemu rozgrywającemu. Ich pojedynek na pomysły i osobowość zapowiada się podwójnie interesująco, bo trener Scolari zamierza swojego rodaka ściągnąć do Chelsea, więc obaj będą rywalizować o jego względy także w klubie, a tam już teraz konkurencja w środku pola jest potwornie mocna.
Przewaga Portugalczyków polega na tym, że Niemcy bez Ballacka tracą głowę, serce i charyzmę, a rywale tylko czarodziejami na skrzydłach (poza Ronaldo jeszcze Quaresma, Sabrosa i Nani) mogliby obdzielić kilku uczestników Euro.
Co nie znaczy, że Scolari nie widzi zagrożeń. Wczoraj na stadionie w Bazylei wyjął kartkę i zaczął wyliczać, ile centymetrów wzrostu wniesie na boisko każdy Niemiec z osobna. Po czym podniósł głowę i rzucił: - A my wszyscy mamy po 120 lub 125. I ja muszę coś z tym zrobić.
Loew obejrzy ćwierćfinał z trybun »
Kto w Dream Teamie na EURO? - zagraj i Wygraj Euro »
Lehmann zna sposób na Cristiano Ronaldo »
Tak, trzeba się do tego wreszcie przyzwyczaić: Portugalia w niczym nie ustępuje supermocarstwom w typie Włoch czy Francji, Portugalia dochowała się drużyny złożonej wyłącznie z megagwiazd.
Trenera Luisa Scolariego zatrudniła właśnie Chelsea, klub najhojniejszego i najambitniejszego właściciela w świecie futbolu, który kolekcjonuje wyłącznie specjalistów wybitnych. O Cristiano Ronaldo biją się najbogatsze drużyny Europy Real Madryt i Manchester United, co może się skończyć na dwa sposoby - albo padnie transferowy rekord wszech czasów (75 mln euro), albo piłkarz otrzyma rekordową podwyżkę (nawet 300 tys. euro tygodniówki). Alex Ferguson do tego stopnia nie wyobraża sobie drużyny bez portugalskiego skrzydłowego, że przerwał urlop, przyleciał na Euro z nim negocjować, a swoim szefom zagroził, że w razie transferu po 22 latach opuści klub.
Portugalia wreszcie przestała być "małą" Brazylią, a zaczęła być Brazylią pełną gębą - wszyscy na nią patrzą, na Euro 2008 odwołuje konferencje prasowe, by choć na chwilę odsapnąć od pytań o propozycje bajecznych kontraktów. Nadzwyczajnych graczy wypuszczała od zawsze, skupujące ich kluby odnosiły sukcesy, ale reprezentacja kraju nie miała z tego nic. Jak my żyjemy mitem drużyny Górskiego od 30 lat, tak oni od 40 wspominali generację Eusebio, gdy jedyny raz dotarli do półfinału mundialu. Aż przyszedł trener Scolari - wzięty z Brazylii właśnie - i scalił zgraję zdolnych egoistów w zwartą grupę, która na boisku sobie pomaga, wzajemnie się dla siebie poświęca, nie przedkłada małych, osobistych celów nad wspólny interes. Znawcami jej obyczajów sprzed lat musiała wstrząsnąć scena z meczu z Czechami - oto Ronaldo biegnie samotnie w stronę bramkarza, nikt nie zgłaszałby do niego pretensji, gdyby próbował strzelać, tymczasem piłkarz MU oddaje piłkę Ricardo Quaresmie, by ten wturlał ją do pustej bramki.
- Nie chcę mówić, że tworzymy dziś lepszy zespół niż poprzedni [ten z Luisem Figo], ale mam wrażenie, że chociaż jesteśmy młodsi, to bardziej dojrzali - tłumaczy swoją i kolegów postawę Ronaldo. Wszystkie zasługi przypisuje trenerowi, który potrafił klarownie wyłożyć gwiazdom, jak wygląda hierarchia celów, i nauczył ich żyć z presją. Portugalczycy upodobnili się już do potentatów także pod tym względem, że cały naród żąda od nich złota. Sami zresztą również dorośli do parcia po wyłącznie najwyższe cele, kolejne półfinałowe lub finałowe niepowodzenie uznają za porażkę. Scolari upiera się, że perspektywa podjęcia nowego wyzwania w Chelsea nie tylko go nie rozprasza, lecz dodatkowo dopinguje. Brazylijczyk nienawidzi wyjeżdżać znikąd jako człowiek, który ostatni mecz przegrał.
O Niemcach mówi z szacunkiem, chwali zwłaszcza ich nienaganną taktykę w meczu z Polską i "nie widzi na turnieju żadnego zespołu lepiej zorganizowanego". Wie jednak, że zmierzy się z nimi w idealnym momencie. Rywale stoczyli wyczerpujący bój o awans do ćwierćfinału z Austrią, tymczasem Scolari, będąc pewnym pozycji lidera w grupie, w ostatniej kolejce oszczędził całą linię pomocy i ataku. A wczoraj poprowadził trening na nowiutkiej murawie. Po ulewie podczas poprzednich meczów na stadionie w Bazylei wymienioną ją - przywiezioną 26 ciężarówkami z Holandii - w całości (pierwsza taka operacja w historii ME). Na ćwierćfinał wszystko będzie odświeżone - i trawa, i najważniejsi piłkarze, którzy planują wykorzystać swoją przewagę techniczną i nie oddawać Niemcom piłki.
Naturalnym liderem Portugalczyków wydaje się Ronaldo, ale na ME ich grą steruje Deco i to on, o głowę niższy od Michaela Ballacka, rzuci wyzwanie niemieckiemu rozgrywającemu. Ich pojedynek na pomysły i osobowość zapowiada się podwójnie interesująco, bo trener Scolari zamierza swojego rodaka ściągnąć do Chelsea, więc obaj będą rywalizować o jego względy także w klubie, a tam już teraz konkurencja w środku pola jest potwornie mocna.
Przewaga Portugalczyków polega na tym, że Niemcy bez Ballacka tracą głowę, serce i charyzmę, a rywale tylko czarodziejami na skrzydłach (poza Ronaldo jeszcze Quaresma, Sabrosa i Nani) mogliby obdzielić kilku uczestników Euro.
Co nie znaczy, że Scolari nie widzi zagrożeń. Wczoraj na stadionie w Bazylei wyjął kartkę i zaczął wyliczać, ile centymetrów wzrostu wniesie na boisko każdy Niemiec z osobna. Po czym podniósł głowę i rzucił: - A my wszyscy mamy po 120 lub 125. I ja muszę coś z tym zrobić.
Loew obejrzy ćwierćfinał z trybun »
Kto w Dream Teamie na EURO? - zagraj i Wygraj Euro »

Czechy
Portugalia
Szwajcaria
Turcja
Austria
Chorwacja
Niemcy
Francja
Holandia
Rumunia
Włochy
Grecja
Hiszpania
Rosja
Szwecja



