Holandia - Rosja. Ćwierćfinał totalny

Rafał Stec i Michał Szadkowski, Bazylea
21.06.2008 , aktualizacja: 20.06.2008 21:02
A A A Drukuj
Zastał okropny bałagan w reprezentacji Marco van Basten, zastał bałagan Guus Hiddink. Obaj zaczęli sprzątać, obaj wywołali burzę. A teraz dali Euro 2008 dwóch holenderskich ćwierćfinalistów - Holandię i Rosję
Boisko przypominające polną drogę, szatnie przeżarte przez pleśń, przeciekający dach, brak siłowni, salon odnowy biologicznej pamiętający czasy pierwszego sekretarza KPZR Michaiła Gorbaczowa. Kiedy trener Guus Hiddink zobaczył centrum treningowe reprezentacji Rosji, pewnie pożałował, że porzucił właśnie rosnącą w siłę Australię, którą doprowadził do 1/8 finału mistrzostw świata.

Obejmujący cztery lata temu kadrę Holandii Marco van Basten w szatni miał sucho, ale w tarapaty wpadł jeszcze poważniejsze. Dla rosyjskiego oligarchy Romana Abramowicza rzucić 30 mln euro na nowe centrum treningowe to drobnostka, ale z wiecznie skłóconą reprezentacją pomarańczowych nie poradził sobie żaden selekcjoner od dwóch dekad.

Łagodny baranek i pijany kowboj

Hiddink przejął drużynę rozbitą, pełną zblazowanych, starszych piłkarzy, którzy w eliminacjach do poprzedniego mundialu potrafili przegrać 1:7 z Portugalią. - Jeśli chce pan coś osiągnąć, takich jak ja musi pan wyrzucić - miał nowemu selekcjonerowi powiedzieć jeden z weteranów reprezentacji Rosji.

Hiddink posłuchał i dziś jego zespół ze średnią wieku 26,6 jest najmłodszym na Euro. W przeciwieństwie do Olega Romancewa i Walerego Gazajewa nie powoływał wbrew rozsądkowi ulubionych piłkarzy z klubów, które wcześniej trenował (o to byłoby trudno), nie zamienił się też w tyrana. - Tamci potrafili się tylko drzeć i przeklinać. Guus jest zupełnie inny, układa drużynę jak pionki na szachownicy - mówi Sergiej Kapkow z rosyjskiej federacji. Na Euro 2008 łagodny jak baranek Holender daje piłkarzom najwięcej wolności. Podczas gdy jego koledzy po fachu zamykają drużyny w twierdzach, on wypuszcza ich co wieczór na miasto, pozwala przesiadywać w restauracjach z rodzinami i znajomymi.

Van Basten znalazł nowatorskie rozwiązania wiecznego konfliktu między mającymi monopol na występy w kadrze gwiazdorami Ajaksu, Feyenoordu i PSV. Przestał ich powoływać, zaczął sięgać po graczy z klubów, które dotąd do kadry miały wstęp wzbroniony. Czasem trafiał kulą w płot (34-letni debiutant Barry van Galen z Alkmaar), ale i wynalazł niezłego środkowego obrońcę Jorisa Mathijsena (też Alkmaar) i bardzo chwalonego na Euro 2008 defensywnego pomocnika Orlanda Engelaara (Twente Enschde).

Starych graczy, którzy przyjazd na zgrupowanie traktowali jak wizytę u dentysty, van Basten odstrzeliwał niczym pijany kowboj. Najpierw usunął Seedorfa, Kluiverta, Davidsa, Makaaya, van Bommela. Potem z niektórymi się godził, ale też systematycznie przybywało tych, którzy ogłosili, że pod wodzą van Bastena w kadrze nie zagrają. Na szczęście przed Euro 2008 zdążył się pogodzić z najważniejszym spośród nich - Ruudem van Nistelrooyem.

W nagrodę drużyna pomarańczowych eksplodowała. Po efektownych triumfach nad Włochami i Francją oraz sportowej postawie w meczu z Rumunią (wygrali i pomogli awansować mistrzom świata) z reprezentacji najgorszej w historii, jak mówiono w eliminacjach, z dnia na dzień znów stali się ulubieńcem całej Europy. Nawet najmniej skorzy do przesady znawcy zaczęli przywoływać wspomnienia futbolu totalnego, który zachwycił świat i zrewolucjonizował taktykę w latach 70. Holandia znów jest Holandią, czyli Brazylią Europy.

Zaatakują, bo się boją

Rosjanie też zewsząd słyszą, że ich bezkompromisowy, pełen fajerwerków styl przypomina futbol totalny. I sami chętnie przyznają, że grają jak Holendrzy. W pierwszym meczu za naiwne parcie do przodu skarcili ich czterema bramkami Hiszpanie, ale Grecy i Szwedzi mieli już szczęście, że stracili tylko jednego i dwa gole. Piłkarze Hiddinka podbijają kibicowskie serca fantazyjnym rozgrywaniem piłki, wymienianiem podań nawet w polu karnym rywala, niezdolnością do okiełznania swojej pasji do nacierania.

Ale widać też efekty uboczne kadrowej rewolucji - beztroskę młodych, którzy im więcej się napracują, tym łatwiej marnują własny wysiłek, marnując strzelecką okazję za okazją. I zaczynają jeszcze silniej kojarzyć się z Holendrami, popełniając ich tradycyjne, od lat znane przez cały świat grzechy. Brakuje im instynktu każącego przeciwnika znokautować przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Napastnik Andriej Arszawin sądzi inaczej. - Z tego, co wiem, nie potrzebowaliśmy w meczu ze Szwecją więcej goli. Oszczędzaliśmy je na Holandię - obiecuje.

Hiddink, który lamentował nad dziecięcą mentalnością swoich piłkarzy w meczu otwarcia, też zaczął mierzyć wysoko. Widzi tylko jeden problem. - Rywale odpoczywali pięć dni, bo najważniejsi spośród nich nie zagrali z Rumunią. Tego się obawiam - mówi trener, który atutem każdej z prowadzonych przez siebie reprezentacji czynił rewelacyjne przygotowanie kondycyjne.

Tutaj docieramy do fundamentalnej różnicy między Holendrami i Rosjanami. Faworytów prowadzi selekcjoner żółtodziób, który nie osiągnął jeszcze nic (mundial przegrał z kretesem). Dotąd na Euro 2004 nie był w opałach, jego piłkarzom wychodziło wszystko, w hitach z Włochami i Francją szybko obejmowali prowadzenie, potem każda udana akcja dodawała im energii. Nie wiadomo, jak zareagują na ewentualne kłopoty, nie wiadomo, czy wyzwaniu podoła van Basten.

A piłkarze Hiddinka - on zjadł zęby na wielkich turniejach - zawsze sprawiają faworytom kłopoty. Koreańczykom na mundialu w 2002 roku pomogli sędziowie, ale i bez tego stawiliby włoskim czy hiszpańskim potentatom twardy opór, bo z każdą minutą gry na tamtych mistrzostwach zdawali się nabierać więcej sił. Australijczycy w 2006 roku omal nie przetrwali do dogrywki w starciu z Włochami - późniejszych złotych medalistów ocalił kontrowersyjny rzut karny w doliczonym czasie gry.

Nikt nie zna sekretów Holandii lepiej niż jej najwybitniejszy dziś trener. - Boję się jak diabli. Tak bardzo, że muszę zmusić piłkarzy do ataku - mówił Hiddink w piątek. Wie, że rywale nie mieli jeszcze na Euro złego dnia, a Rosjanie o swoim już zapomnieli.

Podziel się