Trening Holendrów skopiowany z notesu Beenhakkera

Michał Szadkowski, Lozanna
16.06.2008 , aktualizacja: 16.06.2008 16:15
A A A Drukuj
Nigel de Jong i Franck Ribery Fot. LUCA BRUNO AP Nigel de Jong i Franck Ribery
Holandia trenuje jak Polska, Polska nie trenuje jak Holandia... - specjalny wysłannik Sport.pl Michał Szadkowski podpatrywał trening reprezentacji Holandii, najlepszej jak dotąd drużyny Euro. I porównał go z treningami Polaków.
Holendrzy ciągle nie wierzą...

Euro 2008 niczym żywioł

Rozgrzewka, zajęcia z fizjologiem, trening strzelecki i gierka - sobotni trening Holendrów był jak skopiowany z notesu Leo Beenhakkera. Inne było tylko wykonanie.



Piłkarze, którzy z Francją grali od początku, zajęcia zakończyli po wykonanych truchtem trzech okrążeniach stadionu. Wyjątkiem był tylko Edwin van der Sar, który po kilkunastu minutach wrócił na boisko na trening strzelecki.

Rezerwowi zaczęli trening od ćwiczeń rozciągających z fizjologiem. Takich samych, jakie Polacy wykonywali w Donaueschingen i Bad Waltersdorf pod okiem Mike'a Lindemanna. W Lozannie ćwiczeń było mniej, fizjolog nie wymagał tylu powtórzeń, inny był też styl. Wyginający się Wilfred Bouma sprawiał wrażenie człowieka pozbawionego układu kostnego, zdolnego przełożyć prawą nogę na lewe ramię od strony pleców.

Takiego egzemplarza Lindemann na zajęciach nie miał. Po każdym powtórzeniu Polacy dyszeli i narzekali, niektóre stworzone przez nich figury w niczym nie przypominały tego, co chciał zobaczyć fizjolog polskiej kadry. Koniec zajęć był przyjmowany z ulgą. I podobnie było w Lozannie, z tym że tutaj najbardziej cieszyli się kibice, dla których była to najnudniejsza część zajęć.

Po chwili znów jednak przypominali roztańczoną pomarańczową plamę z meczów z Francją i Włochami. Wtedy do roboty wziął się Marco van Basten. Selekcjoner ustawił piłkarzy po bokach bramki i kazał po zagraniu piłki ruszyć łukiem na linię pola karnego. Gdy dobiegali w to miejsce, czekała już na nich futbolówka. A szesnaście metrów od nich Edwin van der Sar, który dzięki wzrostowi i zasięgowi ramion sprawia wrażenie człowieka zdolnego obronić każdy strzał bez ruszania się się z miejsca.

W Lozannie odbijał jeden na sześć strzałów, udane interwencje jego zmiennika Maartena Stekelenburga dało się policzyć na palcach jednej ręki. Holenderscy rezerwowi w ośmiu na dziesięć przypadków trafiali w bramkę. O ile stuprocentowa skuteczność Arjena Robbena nikogo nie zdziwiła, o tyle trafiający w samo okienko Mario Melchiot doczekał się kilkunastosekundowego aplauzu.

Polacy podobne ćwiczenie wykonywali w Donaueschingen. Przez 15 minut otwartego treningu ani jednemu z kadrowiczów Leo Beenhakkera nie udało się pokonać Łukasza Fabiańskiego i Wojciecha Szczęsnego. Bramkarze Arsenalu w większości wypadków w ogóle nie musieli się ruszać, bo piłka po strzałach ich kolegów lądowała niedaleko rosnącego przy stadionie pola rzepaku.

Na koniec van Basten podzielił rezerwowych na żółtych (4 osoby), czerwonych (4 osoby) i niebieskich (2 osoby) i na małej części boiska zarządził gierkę treningową. Zespoły miały jak najdłużej utrzymać się przy piłce, grając na jeden lub dwa kontakty. Niebiescy dołączali do drużyny, która miała futbolówkę.

Dopiero w takiej gierce widać, jak holenderscy piłkarze są szybcy, jak dokładnie potrafią podać mimo presji kilku rywali, jak wybierają najlepsze rozwiązanie, choć mają ułamki sekund na zastanowienie. Momentami trudno było nadążyć wzrokiem za toczącą się jak po szynach futbolówką.

U Polaków proces zastanawiania się, gdzie, w jaki sposób, i z jaką siłą oddać piłkę, trwał wieki. I mimo to nie podawali dokładniej ani efektowniej, ale za to trenowali według najlepszych metod szkoleniowych na świecie.

"Pomarańczowi" rozstrzelali Włochów i Francuzów

Mistrzostwa Europy w BetClick.com. Darmowa rejestracja, oferta bez ryzyka.
Sprawdź szczegóły tutaj - reklama


Podziel się