A Holendrzy ciągle nie wierzą...

Michał Szadkowski, Lozanna
15.06.2008 , aktualizacja: 15.06.2008 18:26
A A A Drukuj
Niedowierzanie i zachwyt dominują wśród holenderskich kibiców po wygranych z Włochami i Francją. Reszta Europy uważa, że zwycięzca Euro 2008 jest już znany
"Nieeeeee!" - ryczał głośniej niż reszta kibiców kilkumiesięczny chłopczyk, gdy ojciec chciał przerwać mu oglądanie treningu reprezentacji Holandii. Zachowanie ubranego w pomarańczową koszulkę z napisem: "Papa" brzdąca oddawało nastrój kibiców na stadionie w Lozannie. Ciągle im mało. Wygrane 3:0 z Włochami i 4:1 z Francją nie zaspokoiły ich apetytu, ale tylko go rozbudziły. Precyzyjne podania, piękne gole, efektowne dryblingi w tych spotkaniach sprawiły, że w połowie zapełnili mogący pomieścić 16 tys. widzów stadion w Lozannie z nadzieją, że ich ulubieńcy powtórzą te zagrania na treningu.

Jeśli jednak komuś wydaje się, że bohaterami są Wesley Sneijder i Ruud van Nistelrooy, bardzo się myli. Największe owacje ciągle dostają Edwin van der Sar i Khalid Boulahrouz. - Edwin to legenda, a w dodatku zawsze do nas podejdzie, zrobi zdjęcie i rozda kilka autografów. Boulahrouz sprawia, że nasza najsłabsza formacja, czyli defensywa, nie popełnia błędów. Grają lepiej, niż potrafią. Pomocnicy i napastnicy mieli zachwycać - tłumaczy mi zza pomarańczowych okularów Henk.

Nikt nie spodziewał się, że będą spisywać się aż tak dobrze. Dlatego teraz zarówno wśród kibiców, jak i w holenderskiej prasie dominuje niedowierzanie, a nie triumfalizm. "To bajka. Nie może być prawdziwa, a jednak dzieje się naprawdę" - napisał po zwycięstwie z Francuzami "De Volkskrant". W Lozannie, w której mecze Euro się nie odbywają, ale jest bazą holenderskich piłkarzy, temat mistrzostw jest bardziej obecny niż w jakimkolwiek innym mieście Euro.

Na razie jednak kibice ograniczają się do stwierdzenia, że drużynę Marco van Bastena na tytuł stać. - Bo do tego potrzeba szczęścia, a z nim nigdy nic nie wiadomo. Z reprezentacji, które są w naszej połowie drabinki, nie boję się nikogo. Za to w finale może czekać na nas Portugalia, która obok Holandii gra na tym turnieju najlepiej - powiedział mi kibic z literą "O" wymalowaną na brzuchu będący częścią ludzkiego napisu "Oranje". Gdy zapytałem go o Niemcy, powiedział, że bardzo lubi z nimi wygrywać, ale teraz nie miałoby to takiego smaku, bo odwieczni rywale pomarańczowych są słabi.

Mistrzami Europy Holendrzy na razie są poza swoim krajem. Niemiecki "Bild" napisał, że po wygranej z Francją walką o tytuł mistrza Europy została zakończona. Angielski "Guardian" nazwał Euro "Turniejem Holendrów". Bukmacherzy przed imprezą wypłacający za zwycięstwo Holandii 13 euro za jedno postawione (za Niemcami, Hiszpanią, Portugalią, Włochami i Francją) obniżyli kurs do 4,50. Mniejszy mają tylko Hiszpanie - 4,33, na których Holendrzy mogą wpaść w półfinale.

Podziel się

  • Re: A Holendrzy ciągle nie wierzą... zwyczajna_ja 16.06.08, 13:28

    Kibicuję Holandii od 16 lat, odkąd brat wytłumaczył mi po co 22 facetów biega za piłką i dlaczego wszyscy tak się tym ekscytują. Cieszę się, że w końcu nadszedł czas, że zostali docenieni »