Czechy - Turcja: Walka z demonami przeszłości
15.06.2008
, aktualizacja: 15.06.2008 17:41
Czy młodzi i głodni sukcesu Turcy będą w stanie zatrzymać doświadczonych Czechów? Jeśli mecz zakończy się remisem, pierwszy raz w historii ME o awansie do ćwierćfinału zdecydują rzuty karne
Europejskie media o grze Holendrów: fenomenalni!
Dla Tomasza Galaszka i Jana Kollera to ostatni wielki turniej w karierze. Dla Marka Jankulovskiego - ostatnie Euro. Wszyscy grali w Lidze Mistrzów i dobrych klubach, z reprezentacją doszli do półfinału ME cztery lata temu. Ale sukcesu drużyny, która 12 lata temu zdobyła wicemistrzostwo Europy, nie powtórzyli. Indywidualnie nigdy nawet nie otarli się o poziom liderów tamtej drużyny - Pavla Nedvieda i Karela Poborskiego.
Ze swoją legendą zmierzyć się będą także musieli Turcy. Gdy w 2002 r. reprezentacja zajmowała trzecie miejsce na mundialu w Korei i Japonii, Kazim Kazim, Arda Turan, Mehmet Topal czy Mevlut Erdinc dopiero wchodzili w wiek juniora. Dziś muszą zmagać się z duchami Hakana Süküra, Umita Davali i Hakana Sasa, którzy doprowadzili Turków do największego sukcesu w historii.
Zaczęli nieźle. Arda Turan zdobył zwycięskiego gola w meczu ze Szwajcarią, Kazim Kazim należał do najlepszych piłkarzy swojej drużyny w spotkaniu z Portugalią. - Oni wkrótce mogą grać w najlepszych klubach i należeć do najlepszych piłkarzy na świecie - mówi trener Turków Fatih Terim.
On akurat kompleksów w stosunku do trenera trzeciej drużyny świata z 2002 r. Senola Gunesa mieć nie musi. Pracował w Milanie i Fiorentinie, z Galatasaray zdobył Puchar UEFA. Po mistrzostwach znów ma objąć jeden z klubów zachodniej Europy. Przedtem chce jednak odnieść sukces z reprezentacją. I tego się od niego wymaga.
Po porażce w pierwszym meczu z Portugalią 0:2 prasa domagała się nawet jego zwolnienia. Nie miało znaczenia, że czwarta drużyna świata była tego dnia zupełnie nie do pokonania. W spotkaniu ze Szwajcarią dłużej niż z rywalem walczyli z deszczem. "Do końca pierwszej połowy zapowiadało się, że z Czechami zagramy o pietruszkę" - napisał publicysta gazety "Sabah". Ale wtedy Terim wpuścił na boisko Topala i Sentürka. Ten ostatni zdobył wyrównującego gola.
"Na tym turnieju mieliśmy trenera tylko w ostatnich 45 minutach spotkania ze Szwajcarią. Wcześniej nie zrobił nic" - uznała gazeta "Milliyet".
U Czechów jest zdecydowanie spokojniej. Choć w pierwszym meczu, ze Szwajcarią, zaprezentowali się bardzo słabo, to już z Portugalią długo walczyli jak równy z równym, strzelili gola, w końcu o zwycięstwie zdecydował gol Cristiano Ronaldo. Ale i trener Karel Brückner ma problemy. Największy w ataku. Jan Koller zagrał od pierwszej minuty ze Szwajcarią i wypadł tragicznie. Z Portugalią od początku wystawił więc Milana Barosza, który dokonał wydawałoby się niemożliwego - zdołał zagrać gorzej niż starszy kolega. - Mamy mnóstwo opcji - odpowiedział wczoraj Brückner na pytanie, kogo wystawi na Turków. Jego problem polega na tym, że Barosz ostatniego gola w reprezentacji strzelił w marcu ubiegłego roku. W klubie nie trafił od sześciu miesięcy. Na treningach podobno strzela, choć głównie z rzutów karnych, które Czesi ćwiczą o kilku dni. Okazało się bowiem, że przed Euro UEFA wprowadziła nową zasadę. Jeśli ostatni mecz w grupie grają drużyny mające taką samą liczbę punktów, różnicę bramek i goli strzelonych, a spotkanie zakończy się remisem, to rozegrany zostanie konkurs rzutów karnych.
Nowa zasada zaskoczyła nawet piłkarzy. - Naprawdę? Nie wiedziałem. Bez dogrywki? Mam nadzieję, że trener o tym wie. Ja będę gotowy do strzelania. Dla mnie to żaden problem - mówił po spotkaniu ze Szwajcarią Kazim Kazim. Nawet jeśli nie widział, to szybko to do niego dotarło. Już dzień po spotkaniu Turcy ćwiczyli jedenastki. W kadrze nie mają z nimi żadnego doświadczenia. Jeszcze nigdy mecz z ich udziałem na mundialu czy Euro zakończył się w ten sposób. Czesi strzelali karne trzy razy, zawsze wygrywając.
Atutem Turków ma być bramkarz Volkan Demirel, który był bohaterem spotkania Ligi Mistrzów z Sevillą. Bramkarz Fenerbahce obronił dwie jedenastki i doprowadził zespół do ćwierćfinału. A Petr Czech ma jeszcze w pamięci przegraną serię rzutów karnych w finale Ligi Mistrzów z Manchesterem United.
- Karne ćwiczymy, ale chcemy sprawę załatwić wcześniej - mówi Brückner. - Dla nas turniej dopiero się zaczął. Nie chcemy, by szybko się skończył - mówił do dziennikarzy po zwycięstwie ze Szwajcarią trener Turków Fatih Terim. Dla jednego z nich niedzielny mecz będzie ostatnim w roli trenera kadry.
Włochy - Rumunia 1:1. Rumuńska twierdza, mistrzowie świata do domu?
Dla Tomasza Galaszka i Jana Kollera to ostatni wielki turniej w karierze. Dla Marka Jankulovskiego - ostatnie Euro. Wszyscy grali w Lidze Mistrzów i dobrych klubach, z reprezentacją doszli do półfinału ME cztery lata temu. Ale sukcesu drużyny, która 12 lata temu zdobyła wicemistrzostwo Europy, nie powtórzyli. Indywidualnie nigdy nawet nie otarli się o poziom liderów tamtej drużyny - Pavla Nedvieda i Karela Poborskiego.
Ze swoją legendą zmierzyć się będą także musieli Turcy. Gdy w 2002 r. reprezentacja zajmowała trzecie miejsce na mundialu w Korei i Japonii, Kazim Kazim, Arda Turan, Mehmet Topal czy Mevlut Erdinc dopiero wchodzili w wiek juniora. Dziś muszą zmagać się z duchami Hakana Süküra, Umita Davali i Hakana Sasa, którzy doprowadzili Turków do największego sukcesu w historii.
Zaczęli nieźle. Arda Turan zdobył zwycięskiego gola w meczu ze Szwajcarią, Kazim Kazim należał do najlepszych piłkarzy swojej drużyny w spotkaniu z Portugalią. - Oni wkrótce mogą grać w najlepszych klubach i należeć do najlepszych piłkarzy na świecie - mówi trener Turków Fatih Terim.
On akurat kompleksów w stosunku do trenera trzeciej drużyny świata z 2002 r. Senola Gunesa mieć nie musi. Pracował w Milanie i Fiorentinie, z Galatasaray zdobył Puchar UEFA. Po mistrzostwach znów ma objąć jeden z klubów zachodniej Europy. Przedtem chce jednak odnieść sukces z reprezentacją. I tego się od niego wymaga.
Po porażce w pierwszym meczu z Portugalią 0:2 prasa domagała się nawet jego zwolnienia. Nie miało znaczenia, że czwarta drużyna świata była tego dnia zupełnie nie do pokonania. W spotkaniu ze Szwajcarią dłużej niż z rywalem walczyli z deszczem. "Do końca pierwszej połowy zapowiadało się, że z Czechami zagramy o pietruszkę" - napisał publicysta gazety "Sabah". Ale wtedy Terim wpuścił na boisko Topala i Sentürka. Ten ostatni zdobył wyrównującego gola.
"Na tym turnieju mieliśmy trenera tylko w ostatnich 45 minutach spotkania ze Szwajcarią. Wcześniej nie zrobił nic" - uznała gazeta "Milliyet".
U Czechów jest zdecydowanie spokojniej. Choć w pierwszym meczu, ze Szwajcarią, zaprezentowali się bardzo słabo, to już z Portugalią długo walczyli jak równy z równym, strzelili gola, w końcu o zwycięstwie zdecydował gol Cristiano Ronaldo. Ale i trener Karel Brückner ma problemy. Największy w ataku. Jan Koller zagrał od pierwszej minuty ze Szwajcarią i wypadł tragicznie. Z Portugalią od początku wystawił więc Milana Barosza, który dokonał wydawałoby się niemożliwego - zdołał zagrać gorzej niż starszy kolega. - Mamy mnóstwo opcji - odpowiedział wczoraj Brückner na pytanie, kogo wystawi na Turków. Jego problem polega na tym, że Barosz ostatniego gola w reprezentacji strzelił w marcu ubiegłego roku. W klubie nie trafił od sześciu miesięcy. Na treningach podobno strzela, choć głównie z rzutów karnych, które Czesi ćwiczą o kilku dni. Okazało się bowiem, że przed Euro UEFA wprowadziła nową zasadę. Jeśli ostatni mecz w grupie grają drużyny mające taką samą liczbę punktów, różnicę bramek i goli strzelonych, a spotkanie zakończy się remisem, to rozegrany zostanie konkurs rzutów karnych.
Nowa zasada zaskoczyła nawet piłkarzy. - Naprawdę? Nie wiedziałem. Bez dogrywki? Mam nadzieję, że trener o tym wie. Ja będę gotowy do strzelania. Dla mnie to żaden problem - mówił po spotkaniu ze Szwajcarią Kazim Kazim. Nawet jeśli nie widział, to szybko to do niego dotarło. Już dzień po spotkaniu Turcy ćwiczyli jedenastki. W kadrze nie mają z nimi żadnego doświadczenia. Jeszcze nigdy mecz z ich udziałem na mundialu czy Euro zakończył się w ten sposób. Czesi strzelali karne trzy razy, zawsze wygrywając.
Atutem Turków ma być bramkarz Volkan Demirel, który był bohaterem spotkania Ligi Mistrzów z Sevillą. Bramkarz Fenerbahce obronił dwie jedenastki i doprowadził zespół do ćwierćfinału. A Petr Czech ma jeszcze w pamięci przegraną serię rzutów karnych w finale Ligi Mistrzów z Manchesterem United.
- Karne ćwiczymy, ale chcemy sprawę załatwić wcześniej - mówi Brückner. - Dla nas turniej dopiero się zaczął. Nie chcemy, by szybko się skończył - mówił do dziennikarzy po zwycięstwie ze Szwajcarią trener Turków Fatih Terim. Dla jednego z nich niedzielny mecz będzie ostatnim w roli trenera kadry.
Włochy - Rumunia 1:1. Rumuńska twierdza, mistrzowie świata do domu?

Czechy
Portugalia
Szwajcaria
Turcja
Austria
Chorwacja
Niemcy
Francja
Holandia
Rumunia
Włochy
Grecja
Hiszpania
Rosja
Szwecja



