Portugalia - Czechy: Małe państwa, ale wielkie drużyny

Rafał Stec, Genewa
10.06.2008 , aktualizacja: 11.06.2008 17:12
A A A Drukuj
Pepe po zdobyciu gola w meczu z Turcją Fot. Armando Franca AP Pepe po zdobyciu gola w meczu z Turcją
Portugalskie gwiazdy nawet trenują przy pełnych trybunach i mierzą w złoto, Czesi mimo zwycięstwa w meczu otwarcia wciąż są niepewni siebie. Kto wygra dzisiejsze starcie małych mocarstw, będzie pewny lub niemal pewny awansu do ćwierćfinału.
Ronaldo najprzystojniejszym piłkarzem na Euro

Czesi oburzeni decyzją Platiniego

To właśnie małe mocarstwa zamieniły poprzednie mistrzostwa Europy w festiwal sensacji i wpędziły w depresję sponsorów, reklamodawców oraz rządzącą futbolem na naszym kontynencie UEFA. Ówcześni półfinaliści - Grecja, Holandia, a także Portugalia i Czechy - wywodzą się z niewielkich państw, ze zsumowaną populacją mniejszą niż pojedyncza tradycyjna potęga jak Niemcy, Anglia czy Włochy. Mniej ludzi to mniejszy rynek i niższa oglądalność telewizyjna, więc ludzie wykładający pieniądze nie byli szczęśliwi, że najbogatsze i najpotężniejsze nacje zostały wyłączone z igrzysk.

Portugalia stała się wśród groźnych maluchów przypadkiem najbardziej niezwykłym. Dziesięciomilionowy kraj wyeksportował w ostatniej dekadzie dwóch graczy uchodzących za najwybitniejszych na świecie, podarowując mu - również szukającym megagwiazd sponsorom - Luisa Figo i Cristiano Ronaldo. Nie wspominając o całym tłumie graczy tylko ciut mniej zdolnych, których zatrudniają firmy klasy Manchesteru, Chelsea, Barcelony etc.

Dlatego w Szwajcarii ludzie trenera Luiza Felipe Scolariego nigdy nie są sami. - Jako jedyni każemy sobie płacić za wstęp na treningi, ale też jako jedyni trenujemy na oczach 12 tysięcy ludzi - mówi z dumą Carlos Godinho, kierownik portugalskiej reprezentacji.

Jeszcze przed turniejem wicemistrzowie Europy zawsze ćwiczyli - jeśli nie zamykali zajęć - przy pełnych trybunach. Kibiców przyszłoby jeszcze więcej, gdyby sesje treningowe organizować na większym stadionie. Na czarnym rynku bilety oferowane oficjalnie za 15 franków szwajcarskich sprzedawano z pięciokrotnym przebiciem. A ponieważ w okolicach Neuchatel, gdzie drużyna ma swoją bazę, mieszka większość z 200 tys. portugalskich imigrantów, piłkarze są chronieni niczym sejfy najbogatszych szwajcarskich banków. Z reprezentacyjnym autobusem jeździ wzmocniona eskorta, już w promieniu 300 metrów od terenów hotelu kibic staje przed wysokim czarnym ogrodzeniem, po pobliskim jeziorze pływa łódka z mundurowymi, by żadni desperaci nie dokonali inwazji na drużynę od strony wody.

Entuzjazm wzmógł się po inauguracyjnym zwycięstwie nad Turcją. Portugalczycy wyczekiwali go niepewni możliwości drużyny, bowiem eliminacje były dla niej mordęgą. Awansowali dzięki zwycięstwom nad słabymi. Trzech najmocniejszych konkurentów - Polski, Serbii oraz Finlandii - nie pokonali ani razu, a w turnieju finałowym spodziewano się nieporównanie wyższych wymagań.

Trener Scolari uspokajał, pocieszał, tłumaczył kłopoty koniecznością budowania nowej reprezentacji po odejściu trzech wielkich osobowości odpowiedzialnych za ofensywę - Luisa Figo, Rui Costy oraz Paulety. I naród generalnie mu wierzył, bo jeśli zakochał się w nim jeszcze przed sukcesami, to po występie w finale ME i półfinale MŚ mógł już tylko ślubować wierność po grób. Ale nawet jeśli brazylijskiego selekcjonera nie krytykowano, to turnieju nikt nie wypatrywał z niecierpliwością człowieka przeświadczonego, że Portugalia znów będzie wielka.

Mecz z Turcją odmienił wszystko. Kibice, dziennikarze i fachowcy swoje wrażenia opisywali epitetami rozciągającymi się między przymiotnikiem "rewelacyjny", a przymiotnikiem "perfekcyjny". Zobaczyli dwa gole, uderzenia w poprzeczkę i słupki, bramkę ze spalonego obrońcy Pepe. Portugalczycy całkowicie panowali na boisku i okazało się, co nie mniej ważne, że Cristiano Ronaldo nie zaszkodziła wojna między Manchesterem i Realem, która wybuchła, gdy wyszło na jaw, iż genialny skrzydłowy chce przenieść się do Madrytu. O niego - lidera drużyny - obawiano się najbardziej, powątpiewano, czy wywołując medialną burzę, nie dowiódł, że nie zdoła w pełni skoncentrować się na mistrzostwach. Zwłaszcza że jego sezon klubowy, zakończony mistrzostwem Anglii i triumfem w Lidze Mistrzów, obfitował w wielkie wyzwania i emocje.

Ronaldo nie zawiódł. Całą Portugalię poderwał przed meczem z Czechami oświadczeniem, że jeśli on i koledzy utrzymają formę z inauguracji, są w stanie zdobyć mistrzostwo Europy.

Teraz zmierzą się z przeciwnikiem, który uchodził za jednego z faworytów turnieju i którego uważają za bezwzględnie najpoważniejszego w grupie. O ile jednak Portugalczycy po zestarzeniu się wspomnianych Figo, Rui Costy oraz Paulety dochowali się równie znakomitych następców, o tyle Czesi zaczynają żyć przeszłością.

Jedyną autentyczną gwiazdę - rozgrywającego Tomasza Rosickiego - stracili z powodu kontuzji i w meczu ze Szwajcarią długo ich pomysł na atak polegał na kopnięciu piłki daleko przed siebie w okolice głowy 35-letniego napastnika Jana Kollera. Co sprowokowało nawet Deco do trochę pogardliwej uwagi, że choć nie widział wiele z tamtego spotkania, to ma pojęcie, jaki styl preferuje przeciwnik, bo łatwo mu było się zorientować.

Lekceważenie Czechów byłoby jednak nierozsądne. W niedzielę gospodarzy Euro przechytrzyli z imponująco chłodnymi głowami, ich obronę tworzą fachowcy w komplecie wzięci z ligi włoskiej, są bardzo doświadczeni w graniu o stawkę, nie dadzą się naciągnąć na nierozważne wypady do przodu. Będą chcieli klinczu w środku pola i zostawią rywalom minimum wolnego terenu na rozgrywanie piłki.

Karel Bruckner zapowiedział też zmiany w składzie, które - jeśli do podstawowej jedenastki wróci przygasły król strzelców Euro 2004 Milan Barosz - zwiastują też zmianę sposobu gry. Czeski trener zdaje sobie sprawę, że lubujący się w taktycznych zawiłościach Scolari przygotuje precyzyjny plan na każdy mecz, więc nie wolno iść na łatwiznę, lecz trzeba przeciwstawić mu coś specjalnego.

Przez co nie zanosi się bynajmniej na otwartą wymianę ciosów. Stoper Tomasz Ujfaluszi, najlepszy piłkarz pierwszego meczu Czechów, w kółko powtarzał na wtorkowej konferencji frazę o nienagannej obronie, jakby widział w niej jedyny atut drużyny. Godzinę później nad Genewą lunęło. To było istne oberwanie chmury, prognozy na środę zapowiadają podobną pogodę. Jeśli się sprawdzą, Portugalczykom utrudnią techniczne harce, a czeskiej defensywie mogą pomóc. Będzie trudniej o tak pięknego gola, jak pamiętny lob Karela Poborskiego z 1996 roku, który dał naszym południowym sąsiadom awans do finału. A jeśli nawet jakieś małe futbolowe arcydzieło mielibyśmy zobaczyć, to raczej w wersji portugalskiej.

Czechy - Portugalia

11 czerwca 2008, godz. 18
Stade de Geneve - Genewa
Sędziuje: Kyros Vassaras (Grecja)



1-Petr Cech1-Ricardo
2-Zdenek Grygera4-Jose Bosingwa
21-Tomas Ujfaluszi15-Pepe
22-David Rozehnal16-Ricardo Carvalho
6-Marek Jankulovski2-Paulo Ferreira
3-Jan Polak8-Armando Petit
17-Marek Matejovsky20-Deco
4-Tomas Galasek10-Joao Mouthino
7-Libor Sionko11-Simao Sabrosa
15-Milan Barosz7-Cristiano Ronaldo
9-Jan Koller21-Nuno Gomes


Sverkos: Właściwie to chciałem strzelić inaczej

Mistrzostwa Europy w BetClick.com. Darmowa rejestracja, oferta bez ryzyka.
Sprawdź szczegóły tutaj - reklama


Podziel się