Barca i Real nie wezmą (prawie) wszystkiego?

Radość piłkarzy Barcelony

Radość piłkarzy Barcelony (Fot. ANDRES KUDACKI AP)

Gdyby nie transferowa nadpobudliwość Manchesteru City, w handlu żywym futbolowym towarem lato mielibyśmy martwe - nawet Barcelona i Real Madryt najdroższych zakupów (David Villa, Angel di Maria) dokonały jeszcze przed lub w trakcie mundialu. A potem zabrakło im pieniędzy.
Jesteś ligowym ekspertem? Zagraj w Wygraj Ligę »

Mistrzowie Hiszpanii, którzy mieli kłopoty z płynnością finansową, nie zdołali zaoferować Arsenalowi więcej niż 39 mln euro za megagwiazdę Premier League Cesca Fabregasa, choć rok temu wyrzucili 25 mln za Dmytro Czygrynskiego - ukraińskiego obrońcę Szachtara Donieck, w skali międzynarodowej niemal anonimowego. Zamiast prowadzić biznesowe negocjacje, wszczęli intensywną kampanię medialną, by swemu wychowankowi uświadomić, jak wspaniale czułby się w Barcelonie, by nakłonić go do zażądania od obecnego pracodawcy zgody na odejście, by zdestabilizować sytuację w londyńskim klubie i zmusić do pozbycia się lidera drużyny za stosunkowo niewielką kwotę. Ciągnęli Fabregasa do siebie nawet piłkarze z Camp Nou, którzy przekonywali kolegę - z dzieciństwa lub reprezentacji - jak będzie im dobrze razem. Przekonywali Gerard Piqué, Xavi Hernández ("jesteś tylko wypożyczony do Arsenalu") i Andrés Iniesta (w oficjalnym klubowym kanale!), choć najwięcej determinacji, by do transferu doprowadzić, wykazali prawdopodobnie katalońscy dziennikarze. Podobnej sagi transferowej w wielkim futbolu nie pamiętam - zazwyczaj liczy się w tych sprawach szmal, szmal albo szmal, w tym przypadku wszyscy odwoływali się do uczuć. To była chyba pierwsza na rynku opera mydlana w sensie ścisłym.

Wyspiarze się oburzali, że Barca narusza dobre obyczaje, które zabraniają uderzać do piłkarza, zanim zgody na zaloty nie wyrazi jego aktualny pracodawca. W każdym razie emocjonalny szantaż się nie powiódł, bo Fabregasa silny sentyment łączy także z trenerem Arsenem Wengerem - to pod jego opieką Hiszpan wyrósł na rozgrywającego klasy światowej już jako nastolatek.

Real tak samo gorąco pragnął odbić mediolańskiemu Interowi Maicona, ale oferował maksymalnie 24 mln euro, co absolutnie nie satysfakcjonowało Massimo Morattiego. Ten żądał 30 mln i dziś ogłosił, że wobec nikłych szans na porozumienie wycofuje piłkarza z listy transferowej. "Królewscy" również postawili na powściągliwość, która prezesa Florentino Péreza musi fizycznie boleć - w zeszłe wakacje wydał np. 35 mln na Xabiego Alonso, rówieśnika Maicona, którego klasą nie przewyższa.

Jeśli Arsenal oraz Inter istotnie zdołają zatrzymać swoje gwiazdy (co do losów Maicona wciąż mam wątpliwości), będą to dla mnie najważniejsze transferowe wydarzenia lata. Nie tylko dlatego, że obie roszady wydawały mi się nieuchronne.

Utrata Fabregasa ostatecznie spychałaby londyński klub do roli ekskluzywnego uniwersytetu dla zdolnej futbolowej młodzieży, z której musi w porę zbiec każdy serio myślący o wielkich triumfach absolwent. Przenosiny Maicona radykalnie wpłynęłyby natomiast na przyszłość obu uczestniczących w transakcji stron - ten wielofunkcyjny gladiator, nie wiedzieć czemu nadal nazywany zwyczajnie "obrońcą", każdej drużynie nadałby zupełnie inny wymiar. Gdybym miał wskazać jednego gracza, którego mediolańczycy powinni zatrzymać za wszelką cenę, by nie przeżyć wstrząsu, wskazałbym Maicona. Gdybym miał wskazać jednego gracza (spośród realnie dostępnych na rynku), którego Real powinien wziąć, by znacząco wzbogacić się sportowo, też wskazałbym Maicona.

A gdyby Fabregas i Maicon przylecieli do reprezentujących ligę mistrzów świata i Europy Barcy (wzmocnionej fenomenalnym Villą) i Realu (wzmocnionym fenomenalnym Mourinho), reszcie piłkarskiego świata - przy ścisłej transferowej diecie trzymanej przez wszystkie czołowe kluby - ostałoby się, także z gwiazdorsko-medialnego punktu widzenia, naprawdę niewiele...

Ashley Cole nie dla Jose Mourinho »