Maciupeńki as wśród snajperów

Federico Macheda (Manchester United)

Federico Macheda (Manchester United) (Fot. Phil Noble REUTERS)

Wyznaję uczciwie - nie sądziłem, że najlepszym piłkarzem globu może jeszcze kiedykolwiek zostać konus. Wiotka sylwetka czyni fenomenalnego gwiazdora z Camp Nou jeszcze bardziej wyjątkowym. Messi swojej techniki nie wzbogaca - jak Cristiano Ronaldo (185 cm) - potworną siłą, lecz szybkością (także manipulującej piłką stopy), przyspieszeniem, zwrotnością oraz niskim punktem ciężkości
Skoro inni się krępują, powiem pierwszy i na cały regulator - Leo Messi jest kurduplem. Kurduplem, doprecyzowując, wąskiej postury. Nie wiem, czy świat milczy, bo zapętlił się w obmyślaniu poprawnościowych formułek o wysokich inaczej, wiem, że konstatacja o wymiarach argentyńskiego wirtuoza jest tyleż banalna, co optymistyczna dla wszystkich przeciętnie zbudowanych homo sapiens, dlatego zasługuje na rozgłos.

Sport od dawna opanowują muskularne wielkoludy. Wtarabaniają się do wszystkich dyscyplin, nie tylko tradycyjnie zarezerwowanych dla wybryków natury - figurami schwarzeneggeropodobnymi epatują wielcy sprinterzy, w siatkówce do dwóch metrów dobijają nawet rozgrywający, multimedalista Michael Phelps jest głowę wyższy od poprzedniego mutanta ze skrzelami Marka Spitza. Ludzie o umiarkowanych gabarytach są stopniowo wypychani, ludzie podłego wzrostu - wykopywani na zbity pysk. Przykre, nie każdy ma przecież ochotę skakać na nartach albo przez konia.

Gigantyzacja dotknęła też futbol. Nie zagarnęła oczywiście całego boiska, są pozycje specjalnie na nią podatne, w końcu bramkarz, który dotykałby obu słupków łokciami i mógł usiąść, po uprzednim kucnięciu, na poprzeczce, jest pewnie niewypowiedzianym marzeniem wszystkich trenerów od początku istnienia futbolu. Mnie jednak uderza przede wszystkim inwazja zwalistych napastników.



Zaczęli wyrastać wszędzie, wydawało się, że prototyp snajpera przyszłości nie będzie rzucał cienia tylko na centrów z NBA. W skrajność popadł zwłaszcza Inter Mediolan, który do ataku dopuszczał ostatnio wyłącznie drągali. Ibrahimović dorósł do 192 cm, Adriano do 189 cm, Cruz - 190 cm, a Balotelli - 189 cm, więc Crespo, choć 184 cm trudno uznać za wynik nikczemny, wygląda między nimi jak ogrodowy krasnal. Gdzie indziej nie jest niżej i lżej, nawet jeśli w polach karnych nie operują monstra sięgające łbami drugiego piętra, to przynajmniej znacznie wystające powyżej średniej w populacji. Zmierzmy goleadorów z czołowych klubów Anglii, Hiszpanii oraz Włoch, a także czołowych strzelców w Niemczech i Francji: Adebayor - 191, van Persie - 188, Bendtner - 191, Drogba - 188, Anelka - 185, Kalou - 186, Di Santo - 193, Berbatow - 188, Torres - 185, N'Gog - 188, Huntelaar - 186, Raul - 181, van Nistelrooy - 188, Higuain - 184, Henry - 188, Eto'o - 180, Inzaghi - 182, Pato - 179, Borriello - 185, Amauri - 186, Iaquinta - 191, Trezeguet - 190, Toni - 196, Grafite - 189, Gomez - 189, Ibisević - 189, Gignac - 187, Hoarau - 192. Słowem, minimum przyzwoitości u większości uznanych napastników to 180 cm plus kapelusz, ale granica wciąż się przesuwa (zaanalizujcie listę pod kątem wieku). Choć wciąż zdarzają się atakujący o przeciętnej sylwetce (nie wymieniłem wyżej Rooneya i del Piero, przechowalnią dla mikrusów pozostaje liga hiszpańska, z 173-centymetrowym Davidem Villą), choć wciąż napływają kieszonkowe ludziki z Argentyny (Tevez, Lavezzi, Aguero), to współczesny futbol coraz uporczywiej preferuje chłopów na schwał.

Tendencję ładnie - nieświadomie, nie mówił o gabarytach - skomentował niegdyś Jorge Valdano, którego rozsierdziły zachwyty nad Drogbą. "Nazywają go najlepszym, bo najszybciej biega, jest najwytrzymalszy i najsilniejszy. W piłkę gra średnio" - mówił znakomity niegdyś argentyński napastnik (sam nieźle się wyciągnął, na 188 cm, pośród rodaków jest okazem nadzwyczajnym). A symbol owego trendu widzę w europejskim niepowodzeniu Javiera Savioli (168 cm), który przylatywał do Barcelony reklamowany jako liliput strzelający gole wyłącznie hurtowo i zdolny wydryblować do zawrotu głowy każdą defensywę świata.



Napastnicy rosną, bo wyższa staje się generalnie cała ludzkość, zmienia się też ich rola na boisku. Nie wymaga się od nich tylko bramek, coraz częściej stają tyłem do pola karnego i podają na skrzydła lub nadbiegającym pomocnikom. Nawet nasz Beenhakker notorycznie powtarza, że w jego taktyce atakujący ma przede wszystkim nie tracić piłki, czym tłumaczy swoje selekcjonerskie wybory personalne.

Giganci nadciągnęli wraz z epoką futbolu napędzanego nadludzką kondycją, siłą fizyczną, szarpaniną widywaną wcześniej głównie na matach zapaśniczych. Drogba wygląda na faceta, który mógłby wyrywać sekwoje bez rękawic, Ibrahimović strzelił niedawno gola, wysuwając stopę nad głowę (!) frunącego po piłkę bramkarza Sebastiena Freya (189 cm). Dla typów karzełkowatych robi się coraz mniej miejsca, wejście na boisko grozi im ciężkimi obrażeniami.

Właśnie dlatego powiązałem temat gigantyzacji z Messim. Nadużycie jest oczywiste, bo przecież porównuję go z klasycznymi łowcami goli, a jemu znacznie bliżej do skrzydłowego. Popełniam je świadomie, bo uważam, że Argentyńczyk na nie zasługuje. Snajperskie osiągi czynią z niego napastnika pełną buzią, a w meczu z Bayernem zobaczyliśmy, że miewa odruchy typowe dla środkowego napastnika - kiedy strzelał drugiego gola, zrobił charakterystyczny dla nałogowych snajperów wypad do przodu i wślizgiem wepchnął dośrodkowywaną piłkę do siatki.



Wyznaję uczciwie - nie sądziłem, że najlepszym piłkarzem globu może jeszcze kiedykolwiek zostać konus. Konus w sensie ścisłym - czyli człowiek, który, siedząc na ławce rezerwowych, może majtać nogami wiszącymi w powietrzu. Od stóp do głów uzbierał Messi wedle źródeł oficjalnych marne 169 cm, choć na moje oko - nieźle uzbrojone, podglądam go zazwyczaj w 42-calowym telewizorze - trochę sobie dodał, oceniałbym go w najlepszym razie na 168, czyli kaliber bliższy maradońskiemu. To kurduplowatość dojmująco kurduplowata i nie do zakwestionowania. W dodatku wagi lekkiej.

Wiotka sylwetka czyni fenomenalnego gwiazdora z Camp Nou jeszcze bardziej wyjątkowym. On swojej techniki nie wspiera - jak najlepszy piłkarz świata 2008 roku Cristiano Ronaldo (185 cm) - potworną siłą, lecz szybkością (także manipulującej piłką stopy), przyspieszeniem, zwrotnością oraz niziutkim punktem ciężkości. Gdyby potrzebował, pewnie biegałby i z kuprem zawieszonym dwa centymetry nad murawą. Zresztą chyba czasami biega.

Nawiasem mówiąc, tę frazę można by rozciągnąć na kilku innych graczy Barcelony i pokaźną grupkę spośród mistrzów Europy Hiszpanów (w finale pokonali Niemców, których bez schylania się mogliby gryźć w kolana). Jeśli oni rzeczywiście są najlepsi, przeżywamy niezwykłe chwile - w czasach najazdu kolosów władzę na boiskach przejęli pałętający się im między nogami kurduple.