Sport.pl

Stec: Liga Mistrzów nie dla maluczkich?

Wstęp do Ligi Mistrzów ma i bogaty, i biedny. I stawiający na rodzimych piłkarzy, i preferujący obcokrajowców. I klub z metropolii, i klubik z pipidówy. Obejrzymy reprezentantów aż 17 krajów, co jest rekordem Champions League w obecnej formule. Poza Polską nie ma żadnego kraju z ludnością powyżej 15 mln, który od przeszło dekady nie przepchnął doń swego mistrza
Jerzy Dudek o Lidze Mistrzów: Bójcie się Anglików »

Przepraszam, gdzie się podziała tzw. grupa śmierci? Co to za Liga Mistrzów bez choćby jednego futbolowego supermocarstwa, które powinno serio drżeć o swój los już w pierwszej rundzie, bo wpadło na inne futbolowe supermocarstwa? Ktoś pamięta czarne proroctwa o rozgrywkach, w których obok Manchesterów mieszczą się jeszcze tylko Barcelony i Reale, więc w kółko oglądamy ten sam mecz? Gdzie się zgubił tamten niesamowity Milan, który ostatnio albo Champions League wygrywał, albo prawie wygrywał?

Milanu nie ma, są Anorthosis Famagusta, CFR Cluj, BATE Borysow, Aalborg. Imperia oplatające biznesowymi wpływami całą planetę oczywiście przetrwały, obok rozpanoszyły się - w elicie rzekomo dla plebsu niedostępnej - reprezentanci maciupeńkich punktów na futbolowej mapie kontynentu. O niektórych uczestnikach tej edycji LM słyszeli tylko kolekcjonerzy egzotycznych znalezisk, w akcji nie widzieli ich żadni kibice poza rodakami, na swoich trybunach nie przyjmą więcej fanów niż pojedynczy sektor na Old Trafford. Inni do elity wracają po wiekach posuchy, jak Fiorentina czy Atletico Madryt - upadli giganci czekali na reaktywację blisko dekadę lub ponad dekadę.

Startuje Liga Mistrzów. Kto zwycięży? Ktokolwiek, byle nie Anglicy »

My, Polacy, bywamy szczególnie podatni na propagandę wzmagającą trwogę przed Ligą Mistrzów, do której nie dasz rady, jak głosi ponura legenda, wkupić się taniej niż za dziesiątki milionów euro rocznego budżetu. Okoliczni kopacze nałogowo przegrywają eliminacje, przegrywają zresztą nawet preeliminacje do akceptującego znacznie uboższych, gdzieniegdzie może i bosonogich Pucharu UEFA, więc wysłuchujemy działaczowskich jęków, jak to, panie, wielkich piniędzy ni ma, wielkich transferów ni ma, szczęścia w losowaniu ni ma.

Bujda na resorach. Piniędzy ni ma? Mistrzowie Cypru wprosili się właśnie do pałacu mistrzów mimo budżetu poniżej 10 mln euro, czyli zbliżonego do pułapów mistrza Polski. Transferów ni ma? W Anorthosisie za plującą golami megagwiazdę robi niejaki Łukasz Sosin, który mimo przekroczenia 31. roku życia nie znalazł uznania u żadnego selekcjonera naszej reprezentacji, a Wisła Kraków swego czasu wykopała go do Odry Wodzisław. Nawiasem mówiąc, Sosin dobił do przystani dla rodaków, bo przed nim potęgę klubu budowała cała armada naszych ludzi, od trenerskich mózgów Wójcika i Lorensa począwszy, na ambitnych gwiazdorach w typie Kowalczyka czy Piekarskiego skończywszy. Szczęścia w losowaniu ni ma? Cypryjczycy rozprawili się właśnie z Olympiakosem Pireus, tymczasem nasze kluby dwukrotnie nie sprostały sąsiedniemu Panathinaikosowi.

A przecież Anorthosis to kolos przy BATE Borysow, istnych paniskach na białoruskiej zagrodzie. Dla nich awans wywalczyli niemal wyłącznie poddani Łukaszenki (nigdy nie zagrali na Euro bądź mundialu) wspierani przez zaledwie pięciu obcokrajowców (Rosjan i Bułgara), z których żaden nie wystąpił w reprezentacji swojego kraju. Budżet aż wstyd debiutantom w LM wypominać. 5,5 mln zł na naszych boiskach nie wystarcza niekiedy nawet do skutecznego bronienia się przed spadkiem do drugiej ligi. Aha, na trybunach siedzi średnio 3,5 tys. ludzi. Witamy w wielkomiejskiej Lidze Mistrzów. Witamy piłkarzy BATE, którzy w kwalifikacjach pokonali m.in. Anderlecht Bruksela. Drużynę niedawno zbyt mocną dla naszej Wisły.

Listę wyrzutów sumienia polskiej ligi mógłbym ciągnąć dość długo. Mógłbym zajrzeć do prowincjonalnego rumuńskiego Cluj, gdzie poszli inną drogą - importowali 22 obcokrajowców (z czterech kontynentów) i przełamali hegemonię klubów z Bukaresztu, choć do pierwszej ligi awansowali ledwie pięć lat temu (szybciutki skok, tu mam akurat skojarzenia bardzo swojskie...). Mógłbym zajrzeć do duńskiego Aalborga albo ostatniego pośród nowicjuszy - Zenitu St. Petersburg - którego piłkarzom królewskie życie zapewniają fortuny rosyjskich oligarchów. Ale ani pod strzechy, ani do wysadzanych klejnotami sypialni zaglądał nie będę, bo i z góry widać, że tej jesieni zobaczymy Ligę Mistrzów bogatszą niż kiedykolwiek.

Kuszczak w Manchesterze do 2012 roku »

Ale tego bogactwa nie opisuje liczba zer na kontach, lecz różnorodność. Wstęp do rozgrywek ma każdy. I bogaty, i biedny. I stawiający na rodzimych piłkarzy, i preferujący obcokrajowców. I klub z metropolii, i klubik z pipidówy. Obejrzymy aż pięciu debiutantów, obejrzymy reprezentantów aż 17 krajów, co jest rekordem Champions League w obecnej formule. Poza Polską nie ma żadnego kraju z ludnością powyżej 15 mln, który od przeszło dekady nie przepchnął doń swego mistrza.

Skąd zatem ta miejska legenda obejmująca cały kontynent, że ekskluzywność LM narasta? Moja teoria brzmi: Wiosną zapominamy, co widzieliśmy jesienią. Zwłaszcza późną wiosną. Tymczasem ową stabilność widać tylko na samym szczycie Olimpu, którego olśniewający połysk przesłania nam całą resztę.

Skład ćwierćfinałów czy półfinałów LM nie zmienia się radykalnie, bowiem przepaść rośnie tylko między najściślejszą czołówką a resztą Europy (stąd zwycięstwa 8:0 Liverpoolu nad Besiktasem czy 7:0 Arsenalu nad Slavią). Manchestery i Barcelony słusznie zdają się niezniszczalne, grożą im co najwyżej drobne niepowodzenia w fazie grupowej oraz incydentalne wpadki w fazie pucharowej. Ale i klasa średnia stale się rozrasta, obejmuje już wszystkie krańce kontynentu - od Rosji, Ukrainy i Czech, przez Rumunię i Turcję, po Grecję i Bułgarię, a nawet - ehe, śmiejcie się - Cypr.

Paradoks polega na tym, że cała hałaśliwie reklamowana reforma Michela Platiniego - niby szokująco rewolucyjna, odbierająca bogatym a dająca biednym - wygląda na wyważanie otwartych drzwi. Bieżący sezon ma być ostatnim zdominowanym przez kastę krezusów, szef UEFA przeforsował zmiany, przez które od następnego zagwarantowany awans do fazy grupowej będzie miało pięciu mistrzów krajów sklasyfikowanych w europejskim rankingu poniżej miejsca 15. Tymczasem już teraz jest ich czterech, a ligi wschodnioeuropejskie konsekwentnie wspinają się w tabeli, kosztem osuwających się zachodnioeuropejskich. Co miało się stać po zmianach, stało się przed nimi.

Beenhakker oglądał jak Boruc wygrywał »

Słowem, o rewolucji nie ma mowy, zwłaszcza że magnateria z Premier League, Primera Division oraz Serie A również otrzyma premię - po jednym dodatkowym awansie do LM bez konieczności szarpania się w kwalifikacjach. Co kilku potęgom - w tym sezonie byłyby nimi Arsenal, Barcelona i Juventus - umożliwi doskonalsze przygotowanie się do sezonu, czyli sprezentuje jeszcze jeden przywilej w rywalizacji z klasą średnią, którą Platini chciał wspierać. I przepaść zamiast zmaleć jeszcze wzrośnie.

Gdyby nowe reguły obowiązywały już dziś, mistrz Polski nie zagrałby w sierpniu z Barceloną. Co uświadamia, że dla nas posunięcie Platiniego będzie miało konsekwencje dostrzegalne gołym okiem. Do awansu bez radykalnego postępu naszych ligowców nie zbliży, za to na szlagier z przeciwnikiem wywołującym gęsią skórkę samą nazwą możemy czekać latami. Tyle, ile na wstęp do Ligi Mistrzów. Dzięki, Michel.

Arboleda: Chcę grać dla Polski »

Stwórz własną drużynę w Lidze Mistrzów - zagraj i Wygraj Ligę Mistrzów»