Pół-człowiek, pół-bramka

Za bramkarza ponad wszystkich uchodzi od sześciu-siedmiu lat - żaden inny współczesny piłkarz, nawet Zidane, nie utrzymywał niekwestionowanego prymatu na swojej pozycji tak długo
Filozofuje Gianluigi Buffon, najwybitniejszy bramkarz naszych czasów: "Nagrania moich działań na boisku mają minimalną długość. To powtórki kulminacyjnych chwil, a ja mam taką koncepcję, że choć ludzkie życie składa się z setek tysięcy momentów, to można je wszystkie zredukować do jednego. Mój znajdują media, szukając ułamka sekundy, w którym próbuję zatrzymać piłkę. Mamy ten sam cel, tyle że oni bombardują mnie mnóstwem kamer i zawsze złapią, a ja mam jedną szansę i zawsze mogę przegrać. Na nieruchomych klatkach kolekcjonują obrazy, na których jestem wiecznie nad ziemią - fruwając. Podoba mi się, że według nich przez całe życie przebywam w powietrzu".

Gdybym chciał znów dowodzić nieśmiertelności archetypu bramkarza, który niekoniecznie jest wariatem, ale jakieś odchylenia od normy musi zdradzać, mógłbym poprzetrącać wam głowy rozległą litanią buffonowych refleksji. O kibicach przypominających mu wzgórze ziaren piasku nieustannie grożące lawiną; o piłce jako czarodziejskim, wziętym z baśni pierścieniu manipulujących jaźnią milionów ludzi; o jego - Buffona - umiłowaniu zachowań niekonwencjonalnych, które pozwalają łamać reguły, a zarazem nie zostać kryminalistą. Wreszcie mógłbym przytaczać suche fakty. Jak te z dnia ligowego debiutu, o którym 17-letni golkiper Parmy zapomniał kogokolwiek poinformować. Jego starsze siostry usłyszały w radiowej transmisji, że broni strzałów Milanu.

Mógłbym snuć opowieść o piłkarzu oryginale, ale nie będę, bo Buffon, zawieszając samego siebie w powietrzu, rzeczywiście uchwycił to, co najistotniejsze - czas.

Dla niego on płynie inaczej. Szybciej. Opisując maestrię Włocha, musielibyśmy wydeklamować wszystkie, co do jednego, atrybuty niezbędne prototypowi bramkarza genialnego. Jedna rzuca się jednak - dosłownie: rzuca - w oczy specjalnie. Refleks, dzięki któremu odbija on piłkę uderzoną z bliska i bardzo mocno.

Czytałem kiedyś w mądrej książce, że najwartościowszym wrodzonym walorem golkipera jest niewyobrażalna szybkość centralnego układu nerwowego, dyrygującego zachowaniami w takim tempie, że wszystko odbywa się poza świadomością. To atut nie do wytrenowania. Wybitni fachowcy potrafią obronić potwornie mocny strzał oddany z pola karnego, bowiem reagują na to, co zobaczą, niecałe 100 milisekund po zdarzeniu, tymczasem przeciętny człowiek potrzebuje od 200 do 300 milisekund. My, zwykli śmiertelnicy, widzimy u tamtych instynkt, rodzaj szóstego zmysłu - i właściwie mamy rację. Ruch mięśni inicjuje impuls z rdzenia kręgowego, który dociera do odpowiedniego miejsca w mózgu zbyt późno, by bramkarz działał z premedytacją. On konstatuje, że dokonał niemożliwego, dopiero po fakcie.

Buffon przeżył takich incydentów setki, jeśli nie tysiące. Za golkipera ponad wszystkich uchodzi od sześciu-siedmiu lat - żaden inny współczesny piłkarz, nawet Zidane, nie utrzymywał niekwestionowanego prymatu na swojej pozycji tak długo. Wszyscy, a bramkarze szczególnie, nieuchronnie zsuwają się w dołki, w których tkwią miesiącami albo latami. U Buffona trudno wyszperać z pamięci choćby odosobnione wpadki, bo nawet jeśli się zdarzały, to w meczach łatwo wygranych lub mniej ważnych.

Zarazem prześladuje jednak bramkarza Juventusu pech. Jak nikt inny zasługuje na swój magiczny wieczór, budujący legendę pokaz w stylu roztańczonego w Stambule Jerzego Dudka, oglądany przez całą planetę mecz emblemat, którego zostanie jedynym bohaterem. Niestety, takiego nie miał. Można rzec, że akurat w kwestii gwiazdorskiej wyczucia chwili mu brakuje. Na mundialu w 2002 roku obronił rzut karny Koreańczyków, ale Włosi przegrali i odpadli. Zaraz potem w Lidze Mistrzów też zatrzymywał jedenastki - w półfinale z Realem Madryt wykonywaną przez Figo, w finale - strzelane przez Seedorfa i Kaładze. Tym razem przyćmił go jednak Dida. Obronił trzy karne i trofeum zdobył Milan.

Wreszcie przyszły mistrzostwa świata w roku 2006. Buffon znów grał fenomenalnie, pokonał go tylko samobójem kolega z drużyny Zaccardo oraz Zidane z rzutu karnego. Do kronik jednak nie trafił, bo do mundialowego rekordu Waltera Zengi - 518 minut z czystym kontem - zabrakło mu godziny. No i w serii finałowych jedenastek nie zatrzymał żadnej. Włosi wygrali, bo Francuz Trezeguet spudłował.

Właśnie dlatego, że przez wiele sezonów nie doczekałem się spektakularnej kulminacji kariery Buffona, piszę o nim teraz. W poniedziałek skończył 30 lat, zatem wchodzi w wiek szczytowych możliwości dla bramkarza, który jeszcze nie traci gibkości i refleksu, a już zebrał niesamowite doświadczenie (zwłaszcza jeśli debiutował w reprezentacji jako nastolatek).

Włoscy eksperci od calcio obwołali go Supermanem, ja wolę w nim widzieć wieloręką hybrydę, zrośniętego ze słupkami i poprzeczką pół-człowieka, pół-bramkę, dominującego nad całą przestrzenią pola karnego. Dlatego kompletnie nie wierzę jego opowieściom o początkach kariery. Buffon zaczynał jako rozgrywający, a do bramki uciekł ponoć z dwóch względów: nieopanowanego lenistwa (nie chciało mu się biegać i w ogóle uczyć gry w piłkę) oraz niezdolności do stałego utrzymywania koncentracji. Zwierzał się, że musi co chwilę myśleć o czymś innym, bo inaczej się nudzi, i że ceni sobie przerwy między podbramkowymi spięciami, które są co prawda intensywne i wyczerpujące, ale jego rzeczywisty czas pracy czynią wyjątkowo krótkim.

Dla mnie wszystko jasne: nieuleczalny prowokator Buffon konfabuluje. Jak może chorobliwie lenić się facet, który w genach przejął uzależnienie od wysiłku - mama rzucała dyskiem, ojciec podnosił ciężary, siostry grały w pierwszoligową siatkówkę, a wujek - w koszykówkę? Jak mógł nie pognać między słupki facet, którego stryj Lorenzo był bramkarską legendą Milanu? Który tak wielbi swego idola Thomasa N'Kono, że dał jego imię synowi? Który ogłasza, że jako zawodowiec zamierza wytrwać do czterdziestki i pojechać jeszcze na mundial w 2018 roku?

Wypada mu wierzyć zwłaszcza teraz, gdy medycyna czyni kariery sportowców nieprzemijalnymi, w Serie A trwają golkiperzy jeszcze starsi, a żaden nie dorównywał Buffonowi zwierzęcą sprawnością i atletyczną perfekcją. Jeśli Włoch dopnie swego, unieważni zarzut wyrazistości jak na megagwiazdę mimo wszystko niewystarczającej, bo nie popartej wyczynami bezspornie sensacyjnymi i ocmokanymi przez całą planetę. Pojedzie na szósty mundial, przebije 25 występów w finałach MŚ Mattheausa, 126 meczów w kadrze i 606 w lidze Maldiniego etc. W pościgu za rekordami dotrzymać mu kroku będzie w stanie chyba tylko trzy lata młodszy Iker Casillas - jedyny prawdziwy konkurent w rywalizacji o globalny prymat.

Żaden bramkarz nie będzie już też od Buffona droższy, bo Juventus zapłacił zań 58 mln dolarów (następny w rankingu Toldo kosztował dwukrotnie mniej), a dziś nagradza go najwyższą w dziejach klubu pensją, przekraczającą 5 mln euro rocznie. Nagradza także za lojalność - Włoch nie zrejterował, w przeciwieństwie do wielu kolegów, po karach za korupcję, lecz wegetował w drugiej lidze, za co klub dziękował mu wykupując całostronicowe ogłoszenia w największych gazetach. Zżył się z Turynem, zyskując sympatię i poważanie nie tylko wśród kibiców, bo w czasie wolnym pracuje jako wolontariusz w ośrodku dla narkomanów i angażuje się w rozmaite społeczne akcje, a zamiast na wakacje lata budować studnie w afrykańskich wioskach.

Wywołuje też kontrowersje, np. obnosząc się (okazjonalnie) z symboliką skrajnej prawicy, ale z nim nigdy nie wiadomo - mówi serio czy nas podpuszcza. Posłuchajcie tego: "Lubię rolę klauna. Lubię grać z myślą o zabawianiu ludzi i odstawianiu głupka. Ponoć za dużo wrzeszczę i reaguję zbyt gwałtownie, ale robię to specjalnie - sport jest cyrkiem, a wszyscy wiedzą, że szczekające psy nie gryzą. Lubię nawet popełnić błąd, o którym potem wszyscy dyskutują tygodniami".

Znów blefuje, bo o jego pomyłkach coś akurat cicho. To też jeszcze przed nim - popełnić kolubryniaste błędzisko w cholernie ważnym meczu, by poznęcały się nad nim wszystkie telewizje świata.

Rafał Stec na blogu: Post scriptum, czyli Buffon też człowiek

Zobacz także
  • Stadion dla 4 miliardów osób

Sport.pl - najnowsze