Rozmowa z Andrzejem Kowalem Marcin Lew: Co czujesz po tym przegranym półfinale? Andrzej Kowal: Złość, bo była duża szansa, żeby wygrać. Niestety, po dwudziestym punkcie oni zaczęli grać, a u nas było za dużo nerwów. A gra się zaczyna na dobrą sprawę po dwudziestu. Skra grała bardzo konsekwentnie. Gdy mieli trudną piłkę, nie podejmowali ryzyka, dawali nam możliwość popełnienia błędu. Grali to, co myśmy zakładali, żeby robić.
Dużo też było nieporozumień, gdy nie miał kto podbić piłki w obronie i spadała ona obok patrzących się na nią siatkarzy. - Były trzy takie piłki, jak choćby ta bardzo ważna w końcówce seta, pod siatką na lewym ataku. Wojtek Grzyb nie porozumiał się z Igłą. Ze Skrą takie piłki trzeba wyciągać, inaczej jest bardzo trudno.
Jeśli się popatrzy w statystyki, to sportowo nie odstawaliście tak bardzo od Skry... - Różnica mimo wszystko była w przyjęciu. Teoretycznie graliśmy dobrze zagrywką, ale oni przyjmowali bardzo dobrze, lepiej niż my. Nam zabrakło chyba gry pierwszym tempem.
W pierwszym secie ryzykowaliście mocno, popełniliście aż 12 błędów własnych. Jednak się opłaciło, bo wygraliście. W kolejnej partii znów oddaliście rywalom sporo punktów, 11. Trochę za dużo jak na takiego rywala. Ze Skrą nie można wygrywać, gdy popełnia się tyle błędów. - Zgadza się. Oni grają bardzo konsekwentnie, czekają na przeciwnika, aż się wystrzela. Grają cierpliwie. W czwartym secie mieliśmy przewagę trzech punktów i ta przewaga się długo utrzymywała, chyba przez 10 punktów po kolei. A oni grali cierpliwie, odrobili jeden punkt, później grali punkt za punkt, później odrobili kolejny.
W czwartym secie prowadziliście już 21:18. Na zagrywce stanął wtedy Falasca i straciliście pięć punktów z rzędu... - Ale to nie tylko ten czwarty set, to samo było w drugim, trzecim i czwartym. Graliśmy generalnie do 20. Później były własne błędy, niedokładne przyjęcie. Tego nam brakuje, żeby ze Skrą wygrywać. Cierpliwości i takiej pewności w końcówce.
A może też i cierpliwości w budowaniu drużyny? Przed sezonem znowu w zespole wymieniono sporo zawodników, stąd może te błędy i nieporozumienia. Skra od lat robi niewielkie roszady, im się takie nieporozumienia na boisku nie zdarzają. Oni w kontrach grają niemal w ciemno. - Na pewno w zespole, gdzie się wymienia dużo zawodników, takie błędy się zdarzają. Generalnie nie powinny się zdarzać, ale, niestety, się zdarzają. Gramy pewnym systemem, ale zespół, żeby grał na najwyższym poziomie, musi tysiące takich piłek podbić. My wiemy, kto ma te piłki podbijać, mamy system. W Skrze te piłki jednak nie wpadają. To wynika właśnie z ich doświadczenia i stałego grania, stałego składu.
Jakbyś mógł jeszcze raz rozegrać to spotkanie, to czy coś byś zmienił? Zagrał inaczej taktycznie? - Taktycznie oni nas niczym nie zaskoczyli. To, że będą grać do Wlazłego, akurat wiedzieliśmy. To, że Wlazły kończył, to już nie mamy na to wpływu. Są sytuacje, na które nie mamy recepty. To nie jest tak, że na każdą akcję mamy receptę. Czasami przyjmą dobrze, skończą na pojedynczym bloku i tylko można bić brawo.
Ryzykowaliśmy zagrywką i niewiele brakło. Czy coś bym zmienił? Może w tych końcówkach trzeba było wziąć więcej takiej odpowiedzialności.
Mówisz, ze czujesz złość. Zawodnicy mówią to samo, widać, że są załamani. Przed wami jednak jeszcze druga część sezonu, sporo grania i w PlusLidze i w Pucharze CEV. Co trzeba zrobić, żeby ta porażka nie odbiła się na pozostałej części sezonu? - Tę złość trzeba zamienić w
pracę. Trzeba zasuwać i nie ma innego wyjścia. Nic innego nie wymyślimy. Trzeba odpocząć i wrócić do gry. W sobotę znowu gramy z nimi, jedziemy do Bełchatowa, żeby zdobyć punkty. Nie możemy się załamać i nic nie robić. Trzeba pracować i tyle.
Takie jest życie. Nieraz się wygrywa i nieraz przegrywa. Trzeba podejść do tego spokojnie, ostudzić emocje i od nowa pracować.
Szczególnie chyba szkoda tej porażki, bo graliście w swojej hali, przy swoich kibicach. W finale mogłoby być łatwiej. - Na pewno szkoda. Ja wiem, czy byłoby łatwiej niż gdziekolwiek indziej? Kibice z pewnością nam pomogli, ale wierzcie mi, że Skrze nie robi różnicy, gdzie gra.