- Temat sprowadzenia Lawala do Zielonej Góry istnieje - przyznaje właściciel zielonogórskiego klubu Janusz Jasiński. - Jesteśmy w trakcie analizowania sytuacji. Chodzi o pieniądze, ale nie tylko o to. Im mniej będziemy wchodzić w szczegóły, tym lepiej dla sprawy - uciął.
Lawal dołączył do Zastalu tuż przed startem ligowego sezonu w Tauron Basket Lidze. Po kilku kolejkach stało się jasne, że
Zielona Góra wygrała los na loterii. Koszykarz grał niezwykle widowiskowo, bardzo skutecznie. Nie stroił fochów. Zbierał, blokował, trafiał, kosze nieomal urywał. A Zastal z Lawalem należał do ścisłej czołówki ekstraklasy.
Cudowny sen koszykarskiej Zielonej Góry przerwał koniec lokautu w
NBA. Gani, co miał zagwarantowane w kontrakcie, w listopadzie wrócił do Stanów, by walczyć o miejsce w składzie Phonix Suns. Gdy to się nie udało, starał się załapać do San Antonio Spurs. Także bez powodzenia.
Zarządcy Zastalu spodziewali się, że szybko odzyskają swojego. Stało się inaczej. Amerykański center w grudniu wylądował w Chinach. Do Zielonej Góry dochodziły pogłoski, że w klubie Xinjiang Flying Tigers zarabia pieniądze niewyobrażalne w realiach zastalowskich.
Latające Tygrysy skończyły sezon. Gani znów jest zatem do wzięcia. A Zastal chce wzmocnienia strefy podkoszowej, o czym mówi eksperyment, nieudany, z centrem Pervisem Pasco.
- W klubie nie ma nikogo, kto nie chciałby powrotu Ganiego. Nasz nowy trener nie widział go na żywo, ale widział wszystkie jego występy w Zastalu na płytach. I też jest za. Zresztą brakuje czasu na kolejne eksperymenty oraz pieniędzy na licencję dla kolejnego obcokrajowca. Albo będzie Gani, albo do końca sezonu zostajemy w obecnym składzie - zastrzegł Rafał Czarkowski, prezes Zastalu.
Na czym więc polega trudność? - Już nie dostaniemy Ganiego na warunkach starego kontraktu - wyznaje Czarkowski.
Za pierwszym razem Zastal mógł dostać Lawala w dobrej cenie. Koszykarz z papierami na NBA i kontraktem w Phonix Suns był po poważnej kontuzji i długiej przerwie w treningach. Klub, który go zatrudniał ryzykował tym, że forma zawodnika stanowiła zagadkę i istniało ryzyko odnowienia kontuzji. Ale tu ryzyko się opłaciło. Ganiemu nic nie dolegało i dość szybko wszedł w meczowy rytm. Był jednak także inny składnik okazyjnej ceny oraz kolejny element ryzyka. Pracodawca Ganiego, w tym wypadku Zastal, wiedział, że w razie końca lokautu w NBA traci zawodnika. Co w istocie stało się po niespełna trzech miesiącach pobytu Amerykanina w
Zielonej Górze.
Teraz promocji na Lawala już nie ma. Zielonogórski klub musiałby zapłacić więcej niż w pierwszych miesiącach sezonu. Czasu na negocjacje nie ma zbyt wiele. Okno transferowe w
TBL zamyka się 23 marca. Gdyby zastalowcom udało się dojść aż do spotkań o medal, kontrakt obowiązywałby do końca maja.