MUAI THAI Przebywający od początku roku w Tajlandii Tomasz Makowski sięgnął po kolejne trofea. Zawodnik zielonogórskiej Gwardii zdobył dwa pasy stadionu Phetchbuncha.
- Tomek Makowski napisał do mnie bardzo krótkiego SMS-a: Wygrałem! - poinformował nas jego trener Tadeusz Duda. - Ale późna nocą w kolejnej wiadomości odpowiedział na moje pytania.
W SMS-ie Tomka Makowskiego do Tadeusza Dudy czytamy: "Walkę z Tajem rozpocząłem szybkim mocnym atakiem, wykorzystując fakt, że Tajowie na początku pierwszej rundy zazwyczaj są zupełnie rozluźnieni i tak było. Po mocnym prawym sierpowym Taj padł na deski, ale bardzo szybko się podniósł i ruszył do ataku. Zaczęły się mocne wymiany w klinczu kolanami i łokciami, gdzie już w pierwszej rundzie pojawiło się kilka rozcięć na mojej twarzy, ale walczyłem dalej, nie odstępując Tajowi. Przy końcu pierwszej rundy Taj trafił mnie bardzo mocno łokciem w lewy łuk brwiowy, który mocno zaczął krwawić, przerwano na chwilę walkę. Lekarz bezskutecznie próbował zatamować krwawienie, walkę wznowiono. Druga runda rozpoczęła się od mocnej wymiany bokserskiej i silnych kopnięć kolanami w klinczu. W połowie rundy po mocnym kopnięciu kolanem w głowę Taj padł na deski i to był dla mnie zwycięski koniec pojedynku".
- W Tajlandii pasy stadionów traktuje się bardzo prestiżowo, niekiedy to ważniejsze trofea od tytułów mistrza świata - wyjaśnia Tadeusz Duda. - "Maku" wyjechał tam na pół roku, jest bardzo znany w Tajlandii, zdecydowanie bardziej niż w Polsce. Teraz został przywitany z wielkimi honorami, ponoć kibice obrzucili go kwiatami. Na każdym kroku spotyka się z wyrazami szacunku.