Sport.pl

Solidarność dała srebro florecistkom!

Maciej Korolczuk
11.11.2010 , aktualizacja: 11.11.2010 20:01
A A A
- Przed imprezą same siebie pytałyśmy, co jest najważniejsze. So-li-dar-ność! Z taką dewizą walczyłyśmy do końca - mówi po zdobyciu srebrnego medalu mistrzostw świata w szermierce Sylwia Gruchała
To największy sukces drużyny florecistek od trzech lat, kiedy z Petersburga Polki przywiozły złoto. Sukces w Paryżu jest tym większy, że na drodze naszych florecistek stały rywalki z najwyższej półki. Na drodze do finału - jak podkreśla fechmistrz Longin Szmit najtrudniejszej z możliwych - stanęły Polkom reprezentantki Węgier, Rosji i Korei Płd.

- Już początek pierwszej walki z Węgierkami tchnął w drużynę ducha zwycięstwa - mówi Szmit. - Bez wiary, popartej systematyczną i mądrą pracą, niczego by nie było. Przecież te dziewczyny wiedziały, jak się walczy. Wcześniej brakowało im tylko i aż zachowania dyscypliny taktycznej. Tym razem było inaczej.

O skali sukcesu i wysokiej formy Polek walczących w składzie: Gruchała, Anna Rybicka, Katarzyna Kryczało i Karolina Chlewińska (wszystkie Sietom AZS AWFiS Gdańsk) świadczyły jednak kolejne walki z byłymi już wicemistrzyniami świata i wciąż aktualnymi mistrzyniami olimpijskimi Rosjankami.

- Jeśli tak utytułowany zespół nie wychodzi poza 30 trafień, to najlepszy komplement dla naszych zawodniczek - chwali prezes Sietomu Ryszard Sobczak.

- W tej drużynie nie było słabego ogniwa - dodaje Szmit. - Nawet jeśli zdarzały się słabsze momenty, drużyna była razem, dziewczyny uzupełniały się. Być może zrozumiały, że to ostatni gwizdek przed igrzyskami olimpijskimi w Londynie?

Polki wyrzuciły Rosjanki z turnieju w wielkim stylu. Świetnie walczyła Rybicka, której doświadczenie, największe z drużyny, procentowało w kluczowych momentach. Sukcesu i wejścia do strefy medalowej nie byłoby jednak bez "team spirit", a więc ducha drużyny, którego brakowało w poprzednich turniejach (choćby poprzednich mistrzostwach w Antalyi).

- Byłyśmy drużyną, wszystko funkcjonowało tak, jak powinno - mówi Gruchała. - Przed wyjazdem do Paryża i już podczas samych zawodów mobilizowałyśmy pytałyśmy się nawzajem, co jest najważniejsze. Wyszło nam, że so-li-dar-ność!

Zespołowość okazała się kluczem do zwycięstwa w półfinale. Koreanki z drugą w światowym rankingu Hee Hyun Nam i piątą Hee Sook Jeon walczyły punkt za punkt i gdyby nie równa forma Polek we wszystkich dziewięciu walkach, biało-czerwone musiałyby się zadowolić walką o brąz. Przed ostatnią walką i wyjściem na planszę Gruchały Koreanki prowadziły jednym trafieniem. Najbardziej utytułowana polska florecistka nie dała Nam żadnej nadziei na finał. Na cztery trafienia rywalki odpowiedziała dziewięcioma, co oznaczało, że Polki miały już zapewniony medal.

Polki przywiozły do kraju srebrne krążki, ale styl, w jakim wróciły na szczyt światowej szermierki, budzi szacunek. W finale uległy tylko nieśmiertelnym i niepokonanym od lat Włoszkom, mimo że na początku prowadziły nawet 10:3. - O naszej porażce zadecydowały umiejętności i doświadczenie Włoszek, a nie nasze gorące głowy - wyjaśnia Gruchała. - Chciałabym ten medal zadedykować mojemu mistrzowi Tadeuszowi Pagińskiemu, który nauczył mnie szermierki. To dzięki niemu jestem dzisiaj tu, gdzie jestem - podkreśliła wzruszona Gruchała.

Wczoraj w turnieju drużynowym walczyli też floreciści, z Pawłem Kawieckim ze Sietomu. Polacy zajęli 10. miejsce. W walce o wejście do czołowej ósemki przegrali z Koreą Płd. 37:45. W ostatniej walce o miejsca 9-10 ulegli USA 43:45.

Wyniki Polek. 1/8 finału: Polska - Węgry 34:26. Ćwierćfinał: Polska - Rosja 45:29. Półfinał: Polska - Korea Płd. 41:37. Finał: Polska - Włochy 37:45.

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Terminarz