W Prokomie niemal do ostatniej chwili po znakiem zapytania stał występ Qyntela Woodsa, który od poniedziałku narzekał na silny ból pleców. Blisko półtorej godziny przed meczem Woods jako pierwszy wyszedł jednak na rozgrzewkę i była to rzecz zaskakująca, bo odkąd w drużynie z Gdyni pojawił się Lorinza Harrington, to on opuszczał zawsze szatnię jako pierwszy. Tym razem był drugi, kilka minut za Woodsem.
Kiedy w hali byli wszyscy gracze mistrza Polski i rozgrzewali się przy muzyce Davida Guetty, na parkiet wyszedł Matjaz Smodis. Rewelacyjny Słoweniec z powodu urazu pleców nie zagrał jeszcze w żadnym meczu w tym sezonie, ale wczoraj też nie pomógł CSKA. Nie było go nawet w kadrze meczowej.
W folderze zapowiadającym hitowy mecz w grupie G, klub z Moskwy przypominał obszernie spotkania Prokomu z CSKA z sezonu 2007/2008. Mistrz Polski zbudował wtedy zespół za rekordowo wielkie w Polsce pieniądze (na zdjęciach pokazano starcia J. R. Holdena z Travisem Bestem i Ramunasa Siskauskasa z Dajuanem Wagnerem), ale mimo to nawet nie podjął walki z CSKA - przegrał 69:88 i 67:99. Wczoraj było lepiej, ale tylko do czasu...
Trener Tomas Pacesas znów zaskoczył wyjściową piątką. Byli w niej m.in. Harrington, który zagrał pierwszy mecz po kontuzji kostki, po raz drugi z rzędu w meczu Euroligi Jan-Hendrik Jagla, a także Woods (dopiero po raz piąty - na 13 meczów - zaczął mecz w wyjściowym składzie). Eksperyment się tym razem nie powiódł, bo CSKA szybko objęło prowadzenie 10:2. Pacesas zrobił więc zmiany - weszli Ratko Varda i Daniel Ewing - i to dało efekt. Prokom rzucił dziewięć punktów z rzędu i wyszedł na prowadzenie. Do końca pierwszej połowy CSKA kontrolowało grę, a konkretnie robił to Holden. Zespół z Moskwy ma jeden z najlepszych obwodów w Europie i to udowodnił. A najwięcej krzywdy robił Prokomowi ten, który wszedł z ławki. Holden łatwo mijał Harringtona i Ewinga, w odpowiedzi Ewing często mylił się spod kosza. Irytujące były też zepsute (także głównie przez Ewinga) kontry mistrza Polski.
Kiedy trzy minuty przed końcem drugiej kwarty urazu kostki doznał Woods (zszedł z boiska i runął na podłogę) wydawało się, że przewaga CSKA wzrośnie. Ale kontuzja lidera obudziła graczy z Gdyni. Za trzy trafił Przemysław Zamojski, akcję 2+1 zrobił Ronnie Burrell i 79 s przed przerwą było 37:36 dla CSKA.
Woods pojawił się na parkiecie od początku drugiej połowy, a Pacesas posłał do boju wszystko to, co ma najlepsze - oprócz Woodsa grali David Logan, Ewing, Burrell i Varda. Kiedy w 22. min swoje pierwsze punkty zdobył Siskauskas (akcja 2+1), CSKA znów odskoczyło - 43:36. Ale Prokom znów szybko wrócił do gry i to w dobrym stylu. Po dwóch trójkach z rzędu Woodsa mistrzowie Polski objęli prowadzenie 49:46, cztery minuty przed końcem trzeciej kwarty - po trójce Logana - było jeszcze 54:51. Kolejne akcje były jednak już tylko gorsze, mistrzowie Polski przespali końcówkę trzeciej i początek ostatniej kwarty. Grę CSKA świetnie prowadził tym razem Zoran Planinić, który inteligentnie rozgrywał akcje, czekając na jak najlepsze pozycje swoich kolegów. A gdy wychodzili już na nie Chriapa czy Siskauskas, to nie mieli litości. Przewaga gospodarzy błyskawicznie rosła, siedem minut na przełomie trzeciej i czwartej kwarty drużyna z Moskwy wygrała aż 21:3! W tym momencie stało się jasne, że sensacji nie będzie.
Mimo porażki w Moskwie sytuacja mistrza Polski (bilans spotkań 2-1) w Top 16 cały czas jest niezła. W rundzie rewanżowej Prokom zagra u siebie z CSKA i Unicają Malaga, a na wyjeździe z Żalgirisem Kowno. Najbliższy mecz - rewanż z CSKA - za dwa tygodnie.
| CSKA Moskwa | 84 |
| Asseco Prokom Gdynia | 73 |
Kwarty: 22:21, 18:15, 24:21, 20:16.
CSKA: Kaun 18, Langdon 14, Planinić 11 (1), Chriapa 13 (2), Siskauskas 11 (1) oraz Holden 17 (3), Woroncewicz 0, Mensah-Bonsu 0, Ponkraszow 0, Kurbanow 0.
Prokom: Woods 16 (3), Logan 15 (3), Jagla 5 (1), Hrycaniuk 2, Harrington 0 oraz Varda 15 (1), Ewing 7 (1), Burrell 7, Zamojski 6 (2), Szczotka 0.