W sobotę Toruń zamienił się w twierdzę. Ok. 300 policjantów z psami, w specjalnych ochraniaczach i uzbrojonych w broń gładkolufową obstawiło Dworzec Główny PKP. Kolejnych 400 rozstawiono w mieście i na jego rogatkach. Powód? Mecz II ligi piłkarskiej między miejscową Elaną i Zagłębiem Sosnowiec.
Na zawody ściągnęło ponad 300 kiboli ze Śląska, wspieranych przez sympatyzujących z nimi szalikowców warszawskiej Legii i Olimpii Elbląg. Przybyli do Torunia, choć wiedzieli, że nie zostaną wpuszczeni na stadion. W czwartek toruński klub poinformował ich, że nie jest to możliwe ze względu na remont tzw. klatki, czyli sektora gości. Kibole uznali, że to wybieg. - Jeszcze we wtorek Elana oferowała nam 540 biletów. Wtedy nie wiedziała o remoncie? - oburzał się wodzirej grupy.
- Sektor nie wytrzymałby naporu takiej liczby kibiców. Musimy go wzmocnić. Prace zakończymy 14 września - wyjaśnia prezes Elany Artur Żbikowski.
Jak ustaliliśmy, decyzja o rozegraniu meczu bez kibiców Zagłębia zapadła dzień wcześniej w magistracie (Elana jest spółką z większościowym udziałem miasta), na spotkaniu władz klubu z policją i urzędnikami. Ponieważ według szacunków na tamtą chwilę do Torunia wybierało się nawet 900 kiboli z Sosnowca, Warszawy i Elbląga, miasto przestraszyło się podobnych zadym jak w sąsiedniej Bydgoszczy, gdzie 25 sierpnia szalikowcy Zawiszy i łódzkiego Widzewa zdemolowali stadion. Decyzję aprobował prezydent Michał Zaleski, nieobecny na spotkaniu, ale na bieżąco informowany o jego przebiegu. Dodać też trzeba, że jeszcze pod koniec lipca, gdy Elana ubiegała się o zgodę na rozgrywanie II-ligowych meczów w rundzie jesiennej, magistrat nie widział przeszkód, choć już wtedy policja alarmowała, że jej obiekt nie spełnia kryteriów bezpieczeństwa.
"Gazeta" dowiedziała się, że jeszcze w piątek, gdy kibole Zagłębia poinformowali, że jednak do Torunia przyjadą i będą chcieli wejść na stadion, policja negocjowała z Zaleskim, aby zmienił lipcową decyzję, co równałoby się odwołaniu sobotniego meczu. Prezydent się nie ugiął. Napisał za to - co potwierdziliśmy w dwóch niezależnych źródłach - prośbę do komendanta wojewódzkiego Krzysztofa Gajewskiego, aby... policja nie dopuściła, by kibice przyjezdni weszli do miasta! - A niby na jakiej podstawie mielibyśmy ich zatrzymać? - komentuje proszący o anonimowość funkcjonariusz.
Ostatecznie mundurowi znaleźli powód. Kiboli, którzy przyjechali do Torunia pociągiem, zatrzymali pod dworcem za wulgarne przyśpiewki i picie alkoholu w miejscu publicznym. PKP zgłosiły też, że skład, z którego wysiedli, był zdemolowany (m.in. potłuczona szyba i świetlówki). Legitymowanie ok. 300-osobowej grupy trwało już dobrą godzinę, kiedy ta zniechęciła się do przemarszu przez miasto i postanowiła wracać do Warszawy i Sosnowca. - Ale w ch... sobie z nami gracie. I my, i wy dobrze wiemy, że nie pójdziemy pod ten stadion - rzucił do policjantów, upewniwszy się, że nie jest nagrywany, jeden z przewodników kiboli, zanim jeszcze ci zdecydowali się na wyjazd z Torunia.
W tym samym czasie policyjne patrole zatrzymywały na wylotówce na Gdańsk samochody osobowe na elbląskich numerach. Jadącym nimi na mecz Elany kibolom Olimpii zarządzali legitymowanie i długotrwałe kontrole samochodów. Ostatecznie dzięki użyciu potężnych sił mundurowi nie dopuścili do incydentów w mieście. - I co pan o tym wszystkim myśli? Czy to nie marnotrawienie naszych pieniędzy? - zapytał mnie jeden z oficerów kierujących akcją na dworcu, kiedy zwarty kordon wyposażonych w tarcze, hełmy i pałki funkcjonariuszy pilnował, by kibole nie rozrabiali na peronach, czekając na pociąg. - Przecież ci policjanci są tu ściągnięci w trybie alarmowym. Trzeba będzie dać im za to wolny dzień, kosztem patrolowania ulic.
Twarda rozgrywka z kibolami w Toruniu odbiła się echem w ich środowisku w kraju. "Psów było jak w stanie wojennym. Tak dużo, że znaczna część musiała stać w milicyjnym sprzęcie - hełmy i tarcze sprzed 1989" - relacjonuje na forum kibiców warszawskiej Legii lukasz_l.
Policjanci nie są jednak przekonani, że mają kłopot z głowy. - Już słyszymy głosy, że na kolejny mecz może przyjechać tłum szalikowców z kilku miast - mówi jeden z funkcjonariuszy.
Solidarność z kibolami z Sosnowca, stolicy i Elbląga już pokazali miejscowi, którym zwykle z nimi nie po drodze. Protestując przeciwko temu, że nie wpuszczono ich na mecz, również nie weszli na stadion.
karol.dolecki@torun.agora.pl