Wszystko, co w firmie BSI dzieje się w kontekście przyszłorocznych żużlowych mistrzostw świata, ma status "tajne/poufne". Anglicy są w komfortowej sytuacji, bo nie ujawniając szczegółów cennika i warunków przyznawania kolejnych turniejów Grand Prix, mogą zarobić więcej. Dlatego organizatorów zawodów GP, a więc poszczególne miasta, zobowiązują do tego, by detale negocjacji zostały utrzymane w tajemnicy. Nie komentują też niczego, co związane z przyszłością elitarnego cyklu. - Taka jest nasza polityka bezpieczeństwa - mówi Nicole Sands, media manager z BSI. - Nie możemy niczego ujawniać przed zamknięciem wszystkich formalności.
"Gazeta" poznała jednak wstępne ustalenia co do toruńskiego wniosku o organizację GP. BSI jest wręcz oczarowane naszym miastem i stadionem. 3,5 mln zł, jakie rada miasta zagwarantowała w budżecie na organizację Grand Prix przez trzy sezony, to sporo. Tak przynajmniej ta kwota jest widziana z perspektywy Anglii. Toruń - według informacji "Gazety" - płaci więcej niż inni organizatorzy, którzy wcześniej negocjowali warunki. Nie wiadomo, ile konkretnie dają konkurenci, np. Bydgoszcz, Leszno i inne miasta Europy. Ale toruńska propozycja w BSI zrobiła wrażenie. - To bardzo duże pieniądze - mówi jedna z osób zajmujących się pracą przy GP.
Ale choć pieniądze dla Brytyjczyków są priorytetem, to nawet taka spora kwota nie gwarantowała szybkiego przyznania Toruniowi zawodów GP. Na początku wydawało się, że żużlowe asy mogłyby się ścigać na Motoarenie najwcześniej w 2011 r. Powód: BSI już wcześniej podpisało umowy z Bydgoszczą i Lesznem, a w Polsce odbywały się dotąd tylko dwa turnieje. To drugie miasto ma gwarancję organizacji GP do 2012 r. Bydgoska umowa kończy się wraz z następnym sezonem, ale pewne jest, że zostanie przedłużona. I to prawdopodobnie aż do 2015 r.
"Gazeta" poznała jednak wstępne przymiarki do kalendarza imprez Grand Prix 2010. Najważniejszy turniej, kończący cykl - a więc decydujący o podziale miejsc na podium i o tym, kto opuszcza żużlową elitę - jest zagwarantowany dla bydgoszczan. Ale zauważone zostały walory Torunia. I dlatego bardzo duże są szanse na to, że nasze miasto otrzyma prestiżowy, bo inaugurujący przyszłoroczne rozgrywki turniej. - Dobrze byłoby rozpocząć Grand Prix na efektownym stadionie, jeszcze nieznanym. Toruń pasuje do tego idealnie - mówi nasz angielski rozmówca.
Jak więc rozwiązać problem ambicji Torunia i możliwości BSI? Według naszego informatora brane pod uwagę są dwa warianty. Pierwszy: liczba turniejów w przyszłym sezonie się powiększy - z 11 do 12. Wtedy do grona miast goszczących najlepszych żużlowców globu dołączyłby Toruń. Jest i druga opcja. Przed zakończeniem tegorocznego cyklu kierownictwo firmy tego oficjalnie nie ogłosi, ale fatalne notowania w BSI ma Praga. Czechom zarzuca się przeciętną organizację i promocję imprezy oraz słabą frekwencję - tam żużel przeżywa kryzys popularności, a większość kibiców na stadionie to goście z Polski. - Nie wiem, czy ma sens robienie turnieju w Czechach, skoro ten rynek po prostu nie reaguje na żużel. Jeśli Polacy mają jeździć na zawody do Pragi, to lepiej, żeby mieli zawody u siebie - usłyszeliśmy od naszego informatora.
W kalendarzu na GP 2010 zajęte są trzy terminy: 8 maja żużlowcy będą się ścigać w Göteborgu, 5 czerwca w Kopenhadze, a 10 lipca - w Cardiff. Zakładając, że kolejność przyszłorocznych zawodów odpowiada tegorocznym, wakat jest właśnie w przypadku pierwszego turnieju. Cykl 2009 zaczynał się od GP Czech w Pradze - 25 kwietnia. Najprawdopodobniej właśnie praski termin przejąłby Toruń. Ale tego, by jeden kraj organizował aż trzy turnieje Grand Prix, jeszcze w kilkunastoletniej historii cyklu nie było.
Oficjalny kalendarz Grand Prix 2010 ma być znany w ciągu kilku najbliższych tygodni. Wtedy też Toruń ma być oficjalnie ogłoszony gospodarzem jednej z imprez.
Wyzwanie dla miasta
Organizacja Grand Prix na Motoarenie wiąże się z organizacyjnymi wyzwaniami dla miasta. Wiadomo, że Anglicy naciskają na to, by stadion zbudowany za prawie 100 mln zł był w przyszłości zadaszony w całości, a nie tak jak teraz tylko nad trybunami. To jednak byłby nowy wydatek w budżecie miasta. Nierozwiązana jest też kwestia parkingu. Sytuacja z tego roku - gdy znaczna część aut jest zostawiana przez kibiców na okolicznych trawnikach - będzie dla BSI nie do zaakceptowania.