Niewielu koszykarzy w Polsce charakteryzuje się taką żywiołowością jak Szubarga.
28-latek po udanych akcjach wyskakuje z radości w górę - najlepiej tak, by w powietrzu zderzyć się z kolegą z drużyny. Jeśli trafia do kosza, zaciśniętą pięść pokazuje wszystkim dookoła. Jeśli zespół ma problem, sprawia wrażenie jakby przeżywał właśnie osobisty dramat.
O ile są w tym sezonie gracze Anwilu, którzy sprawiają wrażenie mało zaangażowanych w wyniki drużyny, tak Szubarga jest ich przeciwieństwem. Jeśli Anwil wygrywa, Szubarga jest w euforii. Jeśli przegrywa - klnie, jest wściekły, widać w nim sportową złość. Emir Mutapcić prowadzący do niedawna zespół Anwilu mówił o nim na początku sezonu: - Krzysztof ma mentalność lidera. Potrafi swoim zachowaniem zmusić innych do jeszcze większego wysiłku.
Zaangażowanie i mentalność Szubargi kontrowersji nie budzą.
Jego kolana - już tak.
W sierpniu 2010 r. ówczesny rozgrywający reprezentacji Polski zerwał więzadła. Dla zawodowego koszykarza to kontuzja wyjątkowo paskudna.
Nie tylko oznacza kilkumiesięczną przerwę od gry i treningów, ale później również żmudną rehabilitację i niepewność, w jakiej formie wróci się do rywalizacji. Kiedy tak stało się z Szubargą, w ub. sezonie - kiedy grał dla
Asseco Prokomu Gdynia - nie miał problemów ze zdrowiem. Był mniej dynamiczny niż w najlepszym okresie swojej kariery, ale nawet odczuwalnych skutków kontuzji ciągle miał spotkania, w których bywał szybszy od zdrowszych rywali.
Anwil przed sezonem postawił odważnie na Szubargę. Włocławianie podpisali z nim kontrakt wspominając, że kiedy grał dla kujawskiego klubu wcześniej, nie zawodził. Nie był - i nie jest - typem kreatora, rozgrywającego cierpliwie organizującego akcję tak, by znaleźć na dobrej pozycji partnera. Szubargę charakteryzuje żywioł, szybkość, chęć do mijania rywali.
Z tym miewa ostatnio problemy.
Nie jest tak szybki jak kiedyś. Nie jest również tak zwrotny jak w przeszłości. Braki nadrabia sprytem i pracowitością. Skoro w ataku nie wbija się w strefę podkoszową z taką łatwością jak kilka lat temu, zaczął więcej rzucać z dystansu. Kiedyś był graczem, którego niektórzy obrońcy nawet z premedytacją ignorowali zakładając, że i tak zza linii trzech punktów nie trafi. W tym sezonie Szubarga rzuca często i najlepiej w karierze - przekroczył średnią 41 proc. skutecznych akcji, co w
PLK jest wynikiem rzadkim.
Kłopot z Szubargą nie polega więc na ataku - choć wytyka mu się chaos i skłonność do nadmiernej improwizacji. Problem rozgrywającego włocławian to defensywa.
Kiedy kolana Szubargi zmuszone są do wielkich obciążeń, pogoni za rywalami, w obronie Anwilu pojawia się luka - dobrze wyszkolony i szybki rozgrywający jest w stanie minąć gracza włocławian i rozbić w ten sposób obronę kujawskiego zespołu.
Ciekawostką jest to, jak zmienia się pozycja Szubargi w drużynie. Jeszcze niedawno była niezagrożona. Wydawało się, że jest niekwestionowaną postacią numer 1 wśród rozgrywających. Odkąd Anwil zainwestował i wydając tysiące dolarów zatrudnił Lorinnzę Harringtona, znaczenie Amerykanina rośnie kosztem Polaka.
Różnica między nimi jest widoczna nawet dla koszykarskiego laika. Choć Szubarga to mistrz przechwytów - ma wyjątkowy dar do wybierania piłki rywalowi podczas kozłowania - to pod względem całej obrony Harrington go przewyższa. Nie pozwala się mijać, jest w stanie cały czas wywierać nacisk na przeciwnika. W ataku rozgrywa akcje spokojniej niż Polak, co daje Anwilowi dobre efekty. We Włocławku coraz głośniej jest o tym, że to Szubarga powinien być zmiennikiem Harringtona - a nie odwrotnie.
Na jaki wariant zdecyduje się nowy trener Anwilu? Krzysztof Szablowski zadebiutuje w tej roli w piątek - gdy włocławianie w pierwszym spotkaniu drugiej fazy rozgrywek w Gdyni zmierzą się z mistrzami Polski Asseco Prokomem Gdynia.
Transmisja z meczu w serwisie plk.pl w piątek od g. 19.