Działacze Elany oprócz bieżących spraw muszą też regulować zadłużenie klubu spowodowane przez ich poprzedników. Wcześniejsze kłopoty finansowe spowodowały, że pojawiły się także problemy związane z dokonywaniem transferów i otrzymaniem licencji. Jednak fakt, że klub powoli wychodzi z zapaści finansowej sprawił, że zakaz transfery nie został uprawomocniony.
W zeszłym tygodniu "Gazeta" podała, że Elana znajduje się na liście klubów, którym grozi zawieszenie licencji i oddanie spotkań walkowerem w rundzie wiosennej. Dotarliśmy do Przewodniczącego Komisji Licencyjnej Krzysztofa Smulskiego, który wyjaśnił całe zamieszanie. - Problemy uzyskania licencji w toruńskim klubie pojawiły się w zeszłym roku. I tego ta sprawa dotyczy. W najnowszym zestawieniu Elana nie został wyszczególniona jako klub, który może stracić licencję. Problem jednak w tym, że sprawa z zeszłego roku wciąż nie została rozpatrzona - powiedział Smulski. - To już należy do Wydziału Dyscypliny, który jest odrębnym organem. My na ich
pracę wpływu nie mamy. Po prostu sprawa Elany się niepotrzebnie przeciąga i dlatego jest wciąż na liście klubów zagrożonych zabraniem licencji stwierdził Smulski.
Oznacza to, że opieszałość działaczy WD przy PZPN spowodowała, że klub wciąż jest na liście tych, które są pod specjalnym nadzorem. - Na dzisiaj Elanie nie grozi niedopuszczenie do rundy wiosennej. Ale w kwietniu rusza kolejny proces licencyjny i jeśli klub nie będzie spłacał zaległości to może być dalej już różnie - stwierdził Smulski.
Podczas Euro w pubach monopol tylko jednego browaru? Wymogi UEFA >>