Rozmowa z trenerem koszykarek Energi
Toruń Elmedinem Omaniciem
Filip Łazowy: W czym tkwi tajemnica znakomitej gry koszykarek Energi? Dwa, trzy miesiące temu zespół grał zaledwie przeciętnie...
Elmedin Omanic: Wcześniej mieliśmy małe problemy w klubie. Poza tym na grę drużyny złożyły się kontuzje kilku zawodniczek. Nie były one wynikiem gry czy też ciężkich treningów, ale to znów odezwały się stare urazy. Dlatego nie mogliśmy pokazać całego potencjału. Brakowało zawodniczek i ciężko było wytrzymać całe 40 minut. Teraz na szczęście kłopoty zdrowotne nas omijają. Te zawodniczki, które najlepiej prezentują się na treningach te dostają najwięcej minut podczas meczu. Oczywiście ważne też jest to jak się czują i czy nie mają problemów ze zdrowiem. Jeśli wszystko jest w porządku i mają dużo sił, to wytrzymują niemal cały mecz.
Jednak skąd taka wysoka forma. Czy wreszcie zawodniczki wiedzą jak grać ze sobą i rozumieją się bez słów na parkiecie?
- To nie jest tak. To widać już po paru dniach treningów. Albo ktoś pasuje do drużyny albo nie. Dlatego też sprowadziliśmy zawodniczki, które pasowałyby do naszego zespołu pod względem charakteru. Ja jestem szczęśliwy, że zespół gra dobrze, że gra skutecznie i że wygrywa.
W sobotę odbędzie się towarzyski mecz reprezentacji Polski z drużyną gwiazd Ford Germaz Ekstraklasy. Zagrają w nim tylko dwie koszykarki Energi. Cieszy pana, że pozostałe będą mogły trenować w
Toruniu czy też czuje złość, że świetnie prezentujące się zawodniczki nie zostały docenione?
- Ja się zastanawiam jak tam było z tymi głosami. Jak one zostały policzone, dlaczego naszym zawodniczkom zostały odebrane. Ale teraz sobie tym nie zawracam głowy. Cieszę się, że do kadry narodowej została powołana Weronika Idczak. To bardzo dobra i młoda koszykarka. Jeśli będzie dalej się dobrze rozwijać, to w przyszłości może stać się podstawową rozgrywającą kadry narodowej. Ja bym bardzo chciał aby właśnie tak było. W ekipie gwiazd jest Jelena Maksimovic i to mnie nie dziwi. Co do nieobecności innych zawodniczek z Torunia wolę się nie wypowiadać.
Po zwycięstwie w Gorzowie Energa jest coraz bliżej zajęcia wymarzonego czwartego miejsca w sezonie zasadniczym. Jedynym rywalem został zespół z Rybnika...
- Spokojnie. Do końca rundy zasadniczej zostało jeszcze siedem kolejek. Koszykówka żeńska jest bardzo nieprzewidywalna. Naszym celem w tym sezonie było miejsce w czołowej ósemce i gra w play-off. W połowie rozgrywek sytuacja była taka, że znajdowaliśmy się w okolicach tej pozycji. Teraz po serii dobrych spotkań zajmujemy czwartą lokatę. Marzyłem o niej. Później już nie ma znaczenia z kim będziemy grali. Przewaga własnego parkietu w decydującym meczu jest dużym ułatwieniem. Na razie jednak skupiamy się na kolejnych meczach. Nie ukrywam, że w tabeli wygląda to dobrze i jest szansa na utrzymanie się na czwartym miejscu. Zespół z Rybnika na pewno nie zrezygnuje do końca. Naprawdę wszystko jeszcze jest możliwe.
Możliwe jest również to, że Energa powalczy w finałowym turnieju Pucharu Polski? Awans jest właściwie formalnością...
- Wygraliśmy w Lesznie z Tęczą różnicą 20 punktów. Nie powinniśmy tego zaprzepaścić w meczu w Toruniu. Tak, mamy awans i zagramy w finałowym turnieju w Krakowie. W każdym spotkaniu gramy o zwycięstwo. Pucharu Polski nie traktujemy ulgowo co widać po naszych wynikach. Możliwe jest, że przegramy pierwszy mecz różnicą 30 punktów i wrócimy do domu. Ale możliwe jest też, że zagramy znakomite zawody i staniemy przed szansą wygrania Pucharu. Po to właśnie pojedziemy do Krakowa.
Zespół Energi radzi sobie znakomicie nawet bez kontuzjowanych trzech koszykarek. Wiadomo, że w tym sezonie nie zagra już Marta Jujka. Kiedy na parkiet wrócą Bridgette Mitchell i przede wszystkim Monika Krawiec, która ostatni mecz zagrała w poprzednich rozgrywkach...
- Mitchell jeszcze nie jest w pełni sił. Gdyby zaszła taka konieczność to wpuściłbym ją na parkiet. Pozostałe zawodniczki grały tak dobrze w Gorzowie, że nie było takiej potrzeby. Myślę, że w ciągu kilku lub kilkunastu dni wszystko już będzie w porządku. Z Moniką Krawiec jest tak, że potrzebna była dodatkowa rehabilitacja. Kiedy wróciła do treningów okazało się, że z kolanem jeszcze nie jest tak jak być powinno. Kiedy ta zawodniczka wróci? Takich rzeczy nigdy nie wie się na 100 procent. Myślę, jednak że naprawdę niedługo będzie już mogła wrócić do gry.
Dobrą grą koszykarki Energi rozbudziły apetyty wśród swoich kibiców. Marzeniem byłoby utrzymanie czwartego miejsca i później awans do półfinału w fazie play-off...
- My wszyscy byśmy tak chcieli. Jak będzie to nie wiem. Cały czas przypominam, że Energa to klub, który ma przeciętny budżet w Ford Germaz Ekstraklasie. Nie jest prawdą, że zawodniczki mają wysokie kontrakty. Na szczęście pieniądze i nazwiska nie grają. Ja jestem bardzo szczęśliwy kiedy widzę jak moje podopieczne walczą na parkiecie i jak przykładają się do treningów. Mamy w Toruniu naprawdę wiernych fanów. Są młodsi kibice, ale są też starsi. Ci ostatni bez względu na pogodę, na klasę rywala regularnie przychodzą na nasze mecze. To jest niesamowite. Lubimy grać przed własną publicznością i postaramy się dostarczyć kibicom jak najwięcej powodów do radości. Plan na ten sezon wykonaliśmy, ale na tym nie poprzestaniemy.
Trener gorzowianek Dariusz Maciejewski a także były szkoleniowiec polskich koszykarek na pomeczowej konferencji prasowej powiedział, że Energa gra znakomitą koszykówkę. Powiem szczerze, że rzadko słyszy się takie komplementy z jego ust...
- Ja też jestem mile zaskoczony. Trener Maciejewski to znakomity fachowiec. Dlatego dla mnie jest to bardzo cenne. Powiedział, że tak dobrze grającej drużyny w Gorzowie dawno nie widział. Chwalił Jazmine Sepulvedę i był pod wrażeniem jej postawy na parkiecie. Powiem tylko, że w ostatnich latach w Gorzowie grały zespoły z Euroligi. Dlatego naprawdę to dla mnie bardzo dużo znaczy. Dziękuję, że docenił naszą pracę. Adam Ziemiński trener Artego też komplementował toruńskie koszykarki. Na forum kibice mogą pisać różne rzeczy. Czasem mają rację, a czasem nie. Jednak słowa doświadczonych trenerów zawsze są cenną uwagą.