Sport.pl

Sport.pl > Sport >  Miasta >  Toruń

Inny świat. Hokeista Pomorzanina na Wyspach Kanaryjskich

Rozmawiał Filip Łazowy
03.02.2012 , aktualizacja: 02.02.2012 14:55
A A A Drukuj
Pomorzanin Toruń (niebieskie stroje) w meczu z LKS Gąsawa Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta Pomorzanin Toruń (niebieskie stroje) w meczu z LKS Gąsawa
Już na samym początku pobytu w Hiszpanii byłem w szoku. Klub dał mi do dyspozycji całe mieszkanie! - o tym, jak gra się w Gran Canaria de Las Palmas mówi były hokeista na trawie Pomorzanina Toruń
Rozmowa z Łukaszem Domachowskim

Filip Łazowy: Wyspy Kanaryjskie, gdzie przeniósł się pan z Torunia jesienią, kojarzą się raczej z wypoczynkiem niż z hokejem na trawie.

Łukasz Domachowski: Oj, okolica jest piękna. Byłem niedawno w Polsce. -15 stopni Celsjusza... Kiedy przyleciałem do Hiszpanii było około 20 stopni. Różnica ogromna. Tylko, że ja nie przyleciałem tu wypoczywać. Wiem, że dostałem szansę i chcę ją wykorzystać. Gram w lidze w Hiszpanii po to, by się rozwijać. Za to na wakacje wybieram się do Polski.

Transfery w hokeju na trawie to rzadkość, ale akurat na torunian jest ciągle popyt. Wyjazd do Hiszpanii to dla zawodnika Pomorzanina jak wyprawa do lepszego sportowego świata?

- To prawda - zmiana polskiej ligi na inną jest trudna. Pomorzanin dwa lata z rzędu grał w Lidze Mistrzów, zespół jest marką w Polsce. Również dzięki temu dostrzeżono mnie w Hiszpanii. Dostałem propozycję i wahałem się czy ją przyjąć. To jednak całkowita zmiana życia, zmiana miasta, zmiana miejsca zamieszkania. Pojawiała się sprawa nieznajomości języka. Krótko mówiąc: wiele obaw. Jednak stwierdziłem, że warto zaryzykować, bo taka sytuacja może się więcej nie powtórzyć.

Warto było?

- Oczywiście. Wyjazd - to była bardzo dobra decyzja, choć z drugiej strony tęsknię za rodziną, najbliższymi. I za Pomorzaninem. Tylko, że coś za coś. Gram teraz w bardzo dobrej lidze, rozwijam się. I godziwie zarabiam.

Piłkarze w Hiszpanii opływają w luksusy. Koszykarze - nie mają powodów by narzekać. A hokeiści na trawie?

- Można powiedzieć, że ja też nie narzekam. Wynagrodzenie wystarcza mi na wszystko i jeszcze mogę nieco odłożyć. Już na samym początku pobytu w Hiszpanii byłem w szoku. Dali do dyspozycji całe mieszkanie! Potem zapytałem, czy działacze pomogą mi znaleźć tam jakąś pracę. Zdziwili się. U nich coś takiego jest niemożliwe. Sportowiec idzie do pracy? To zupełnie inna sytuacja niż ta w Toruniu. Tam zawodnicy muszą pracować, a potem idą na trening. W Hiszpanii można skupić się tylko na hokeju. "Kokosów" nie zarabiam, ale też nie narzekam.

Jak wygląda dzień zawodowego hokeisty w Hiszpanii?

- Wstaję ok. 7 rano. Śniadanie, siłownia. Jestem na niej ok. 2-3 godzin. Później odpoczynek i obiad. Po południu nie trenujemy - jest za gorąco. Ruszamy pod wieczór, gdy robi się trochę chłodniej. Jest więc czas na drzemkę, spacer. A późne wieczory spędzam w domy. Mnie żadne imprezy nie kuszą.

Czym liga hiszpańska różni się od polskiej?

- Różnic jest sporo. W Polsce dominują dwie drużyny, reszta jest słabsza. Wyniki dwucyfrowe są naturalne. W Hiszpanii liga jest bardzo wyrównana. Tutaj wygrywa się różnicą jedną lub dwóch bramek. Jeśli "zawali" się jednego gola, później ciężko czasem to odrobić. Drugą największą różnicą są podróże. Na mecze latamy samolotem. Innego wyjścia nie mamy. O piątej rano wyjeżdżamy na lotnisko, dwie godziny później odlatujemy. Do najbliższego przeciwnika, którym jest Malaga, mamy 1,2 tys. km. A gramy tam tylko raz w roku. Pozostałe wyjazdy są dużo dalsze. Kiedy przylatujemy, wynajętymi samochodami lub busami jedziemy na boisko przeciwnika. Największe zamieszanie ostatnio wywołał za to system rozgrywek

Dlaczego?

- Najpierw wszystko wskazywało na to, że Hiszpanie nie zagrają na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Potem okazało się, że jednak tam pojadą. Trzeba było w ekspresowym tempie przyspieszyć rozgrywki. Jeśli chodzi o halę to np. we wtorek mieliśmy pierwszy trening, a dzień później już była inauguracja ligi. Do niedzieli mieliśmy zaliczonych już siedem spotkań lig. Wszystko trzeba było rozegrać w ciągu miesiąca, a nie dwóch. Zwariowane tempo.

Hiszpanie są pracowici?

- Trenować chcą wszyscy. Nikt tego nie zaniedbuje. Gdy mamy trening o g. 17, cała drużyna ćwiczy już pół godziny wcześniej. Nie ma wtedy trenera i my sami przeprowadzamy rozgrzewkę. Kiedy przychodzi szkoleniowiec, nie traci czasu na rozgrzanie. Po prostu zaczyna normalne zajęcia. To mnie bardzo zaskoczyło. W zespole czuję się dobrze. Na początku, kiedy nikogo nie znałem i nie potrafiłem rozmawiać po hiszpańsku, było ciężko. Teraz już trochę rozmawiam - jest nieco lepiej.

Klub jest zadowolony z transferu Domachowskiego?

- Chyba tak. Wiem, że już chcą przedłużyć ze mną kontrakt. Gdybym zawodził, pewnie by mi tego nie proponowali. Nie mam ofert z innych zespołów.

W styczniu był pan w Toruniu - m.in. w SP nr 3. Tam do odwiedzin uczniów zaprosił pana Wacław Łukaszewski, również znany z Pomorzanina.

- Stęskniłem się. Kiedy Wacław mnie zaprosił, nie zastanawiałem się. To mój pierwszy trener - mam do niego ogromny sentyment. Mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie on, nie grałbym teraz w hokeja. Dużo mu zawdzięczam. Kiedy byłem w szkole i opowiadałem o hokeju na trawie, widziałem wśród dzieciaków takiego małego Łukasza Domachowskiego. Przypomniałem sobie czasy, gdy sam byłem mały i zaczynałem przygodę ze sportem. Po 11 latach ciężkiej pracy jestem w dobrym miejscu. Każdy ma szansę, ale trzeba mocno trenować i wierzyć, że się uda. Będę patrzył na to, jak rozwija się ta dyscyplina w Toruniu. Wiem, że nie brakuje w mieście chętnych do treningów - to cieszy. W Toruniu jest mój dom, a Pomorzanin zawsze będzie w moim sercu. Dlatego taka wizyta w szkole była przyjemnością. Cieszę się, że trener kadry narodowej o mnie nie zapomniał. Choć gram w Hiszpanii i nie widział w jakiej jestem formie, dostałem powołanie.

Łukasz Domachowski - rocznik 1990, były bramkarz Pomorzanina Toruń i aktualny reprezentant Polski

Zobacz więcej na temat:

Podziel się