Sport.pl

Sport.pl > Sport >  Miasta >  Toruń

Żużlowy wypadek Raniszewskiego - jest cały film!

r, bor, speedway.hg.pl
25.01.2012 , aktualizacja: 25.01.2012 12:36
A A A Drukuj
Dzięki "Gazecie" znalazł się cały film z żużlowego wypadku, w którym zginął mój ojciec - mówi Małgorzata Raniszewska. Żeby go wykupić, potrzeba 550 euro. Toruńskiego Unibaksu na razie nie stać na taki wydatek. Czy znajdzie się w mieście firma, którą jednak na to stać?
Zbigniew Raniszewski przy swoim motocyklu - lata 50.
Zbigniew Raniszewski przy swoim motocyklu - lata 50.
Małgorzata Raniszewska to córka zawodnika klubów z Torunia i Bydgoszczy.

Raniszewski to pierwszy zawodnik, z którego dumny był żużlowy Toruń. Karierę zaczynał jeszcze na bieżni boiska Pomorzanina przy ul. Bema - to miejsce naprzeciw dzisiejszego Tor-Toru. Tam pasjonaci sportów motorowych spotykali się, by sprawdzić, jak ich maszyny będą zachowywały się na nietypowej nawierzchni. Nie był to jednak prawdziwy tor - żeby na dobre zająć się ściganiem na żużlu, trzeba było szukać innego miejsca.

Dlatego Raniszewski silnie związany z Toruniem został zawodnikiem klubu w Bydgoszczy. Tam miał lepsze warunki do uprawiania ukochanej dyscypliny sportu. Przez większość kariery reprezentował właśnie i Toruń - w niższej klasy zawodach - i Bydgoszcz, w tych najważniejszych.

Robił ogromne postępy, miał wielki talent do jazdy na żużlu. Był członkiem drużyny, która zdobyła dla niej mistrzostwo Polski. Szybko został również reprezentantem kraju po tym, jak w indywidualnych mistrzostwach Polski zdobył brązowy medal. Wróżono mu wielką karierę.

Już jako jeden z filarów reprezentacji, wiosną 1956 r. - miał wtedy 29 lat - pojechał do Austrii na zawody na wiedeńskim torze.

Dziś nikt nie dopuściłby go nie tylko do rozgrywania zawodów, ale nawet jakichkolwiek treningów. Był nietypowy, z obecnej perspektywy niemożliwy do rywalizacji.

Nie miał żadnych band - nawet na łukach, gdzie kolizje są najbardziej prawdopodobne. Jedynym ograniczeniem dla pędzących zawodników były trybuny dla widzów. Co gorsze, w kilku miejscach - na torze! - były w nich luki i betonowe schody prowadzące prosto na widownię.

W 15. wyścigu zawodów, w których - według świadków - Raniszewski wcale nie chciał wystąpić, pochodzący z Torunia żużlowiec walczył z Florianem Kapałą i reprezentantami gospodarzy: Bishopem i Sidlo.

Dwaj ostatni od początku rywalizują właśnie z Raniszewskim. Polak zahacza kołem swojej maszyny o tył motocykla Bishopa. Traci kontrolę nad jazdą, jedzie w niezwykle szybkim tempie w kierunku trybun. Próbuje jeszcze utrzymać równowagę, ale wtedy maszyny nie opanowuje jeszcze Sidlo, który potrąca Raniszewskiego. Ten nie jest już w stanie ograniczyć prędkości, wpada prosto w umieszczone przy torze betonowe schody. W ostatniej chwili jeszcze instynktownie pochyla głowę. Zginął na miejscu.

Tak wygląda jedyne dotychczas zdobyte nagranie.



Sprawę Raniszewskiego wspomina Benon Frąckowski, nestor toruńskich przewodników: - Ze sprowadzeniem zwłok były kłopoty - chodziło o zapłatę za transport. Po kilku dniach uzgodniono tę kwestię i ciało przyjechało do Torunia, do domu przy ul. Grudziądzkiej (słynna restauracja U Ranichy). Tam kibice mieli okazję pożegnania się z Raniszewskim, gdyż spoczywał w trumnie, w której umieszczono szybę, co umożliwiło spojrzenie po raz ostatni na wielkiego sportowca. Ja też żegnałem Zbyszka i nigdy tego nie zapomnę. Pogrzeb żużlowca był wielkim wydarzeniem, zgromadził tłumy. Kondukt pogrzebowy przeszedł trasą do kościoła Chrystusa Króla, a potem Grudziądzką, Szosą Chełmińską na cmentarz przy ul. Wybickiego. Raniszewski był pierwszym żużlowcem, którym szczycił się Toruń. Rozpoczął karierę wraz z Alojzym Zakrzewskim na żużlowej bieżni starego boiska Pomorzanina przy ul. gen. Bema. Jeździł na NSU 600, a Zakrzewski - na Rudge, tylko częściowo przystosowanymi do uprawiania czarnego sportu. Dopiero kiedy obaj bronili barw Gwardii Bydgoszcz, siadali na profesjonalnych Jap-Martin - kończy Frąckowski.

Dotychczas jego śmierć była owiana tajemnicą. By kupić prawa do nowego, dłuższego i wyjaśniającego kulisy wypadku nagrania, potrzeba 550 euro.

Szef toruńskiego klubu Wojciech Stępniewski w bydgoskiej "Gazecie" mówi, że "niestety w naszym sportowym budżecie nie znajdzie dodatkowych pieniędzy".

Zadeklarował jednak kilka innych pomysłów, jak zdobyć kilkaset euro na wykup taśmy z nagraniem Raniszewskiego.

Torunian, którzy chcą pomóc w zdobyciu nieznanego dotychczas nagrania z austriackiego archiwum prosimy o kontakt pod e-mail redakcja@torun.agora.pl - namiary przekażemy Małgorzacie Raniszewskiej.

Szczegóły oraz komentarze w czwartkowej toruńskiej "Gazecie".

Zobacz więcej na temat:

Podziel się