Podjęto bowiem decyzję o utrzymaniu rezultatu, co według regulaminu profesjonalnego współzawodnictwa w piłce siatkowej mężczyzn jest niedozwolone, albowiem zgodnie z jego zapisami w §33 p.3 ,,w przypadku negatywnej weryfikacji wyniku spotkania, zarządzający, wskazując przesłanki podjęcia takiego rozstrzygnięcia, orzeka jednocześnie o jego wyniku, to jest przyznaniu walkoweru jednej z drużyn, lub podejmuje decyzję o ponownym rozegraniu spotkania". W dodatku w podobnym tonie wypowiadał się po meczu główny komisarz PlusLigi Cezary Matusiak: walkower dla zespołu z Rzeszowa bądź powtórzenie meczu w całości. Decyzją władz PLPS wynik został jednak utrzymany.
Z jednej strony to dobrze. Wszak walkower zawsze niesie za sobą negatywny wydźwięk, poza tym niedorzecznością byłoby dogrywanie tego meczu dla jednej, może dwóch lub trzech akcji. Ale z drugiej strony o jakim utrzymaniu wyniku tu mowa? Przecież sędziowie zakończyli spotkanie w czwartej odsłonie przy stanie 2:1 w setach i 24:14 w małych punktach, a w siatkówce, z tego co powszechnie wiadomo, nie gra się do 24 w setach, ale do 25 (nie licząc tie breaka). To tak jakby w biegu na 400 metrów zakończyć wyścig 10 kroków przed metą. Niby znaczna część trasy została ukończona, ale bieg powinien trwać dalej. Przecież istnieje taka ewentualność, że prowadzący sprinter też się może przewrócić.
Powoli władze siatkówki zaczynają konkurować z władzami piłki nożnej w konkurencji który związek sportowy ma u siebie większy bałagan.