- Utrzymanie wyniku, walkower dla Resovii lub powtórzenie w całości pojedynku - wyjaśnia Andrzej Lemek. Przypomnijmy, że arbitrzy kiedy zauważyli błąd zarządzili dogranie punktu, ale większość siatkarzy Zaksy była już wówczas pod prysznicem i ostatecznie na parkiecie się nie pojawiła.
- Jeśli chodzi o nas, to mecz jest zakończony, bo Zaksa odmówiła dogrania brakującego punktu. Błąd został popełniony przy stoliku sędziowskim, a zanim został wykryty, minęło sporo czasu - stwierdził komisarz PlusLigi Jerzy Kajzer. W
edług Zaksy zamieszanie trwało około pół godziny, innego zdania jest z kolei Lemek. - Mam udowodnione, że to wszystko trwało dziesięć minut. To wcale nie jest za późno, tym bardziej każdy po meczu wiedział, że coś jest źle. Jak ktoś chce w duchu sportowym wygrać lub przegrać, czeka do końca, bo różne rzeczy były, są i będą. To jest tylko gra - podkreśla szef Wydziału Sędziowskiego, który nie zgadza się również ze słowami pełniącego funkcję kapitana Zaksy Grzegorza Pilarza odnośnie braku możliwości umieszczenia uwag w protokole po zakończeniu pojedynku. - To, że Zaksa nie podpisała protokołu, nie ma znaczenia. Zgodnie z przepisami mogą, a nie muszą go podpisywać. Sędziowie postąpili zgodnie z przepisami, bo jeśli coś chce się zgłosić do protokołu, to trzeba to zrobić w czasie meczu. Po spotkaniu sędziowie nie mają prawa nic dopisywać. To jest zgodne z przepisami europejskimi, światowymi i polskimi - wyjaśnia.
Kędzierzynianie zapowiadają złożenie protestu, a ostateczna decyzja w sprawie zamieszania zapadnie najprawdopodobniej w ciągu najbliższych dni.
Z kolei działacze z Rzeszowa uważają, że nie ma o czym dyskutować. - Jeśli nie stawili się na wezwanie sędziów, powinien zostać przyznany nam walkower i kara finansowa dla Zaksy. Złożyliśmy już protest z wyjaśnieniami, bo chcieliśmy dokończyć mecz. Jeśli władze PlusLigi zadecydują, że spotkanie trzeba powtórzyć, to niech odbędzie się to z udziałem telewizji, przy takim samym ustawieniu i od stanu 24:14 - mówi wiceprezes Resovii Bartosz Górski.
- Nie ma opcji, żeby dograć ten jeden punkt - tłumaczy jednak przewodniczący Lemek.