Smażalnia ryb i outlet zamiast I ligi

Damian Staniszewski (w białym stroju) odchodzi z Floty, choć był drugim strzelcem zespołu

Damian Staniszewski (w białym stroju) odchodzi z Floty, choć był drugim strzelcem zespołu (Fot. Artur Kubasik / Agencja Gazeta)

Damian Staniszewski z Sandecji i Łukasz Jarosiewicz z Kolejarza rozwiązali kontrakty z pierwszoligowcami. Obydwaj do Małopolski przenieśli się z Pomorza, a teraz wracają na przeciwległy koniec Polski.
Dłużej na południu grał Staniszewski, który do Nowego Sącza trafił rok temu. Rozegrał tylko osiem meczów i strzelił jednego gola.

- Przez pierwsze pół roku leczyłem poważny uraz ścięgna Achillesa. Pomogła mi dopiero artroskopia - wspomina 32-letni napastnik. - W styczniu rozpocząłem przygotowania, ale pech chciał, że ostatniego dnia obozu w Zakopanem przytrafiła mi się kontuzja mięśnia dwugłowego. W najgorszym momencie, bo drużyna dopiero zaczynała grać sparingi i była zgrywana przez nowego trenera Mariusza Kurasa. Formę złapałem dopiero w maju, gdy zagrałem w czterech spotkaniach z rzędu.

Lepsze wspomnienia ma Jarosiewicz. - Kolejarz to mały klub i dzięki temu panuje w nim fajna, rodzinna atmosfera. Nie mogę powiedzieć na jego temat żadnego złego słowa, zwłaszcza że senator Stanisław Kogut z trenerem Marekiem Motyką wyciągnęli mnie z IV-ligi i dali szansę ponownie zaistnieć - podkreśla Jarosiewicz, który szybko stał się czołowym zawodnikiem zespołu.

Wiosną w 15 meczach zdobył cztery bramki i przyczynił się do utrzymania. - O tym, że dalej nie będę grał w klubie, zdecydowała odległość. W Ustce zostawiłem rodzinę, którą w trakcie rundy odwiedziłem tylko dwa razy - zaznacza. - 16-godzinna podróż odbijała się też na formie, bo zawsze po powrocie prezentowałem się słabiej. Teraz chciałbym grać bliżej domu.

Na Pomorze wraca też Staniszewski. - Otwieram smażalnię ryb i sklep outlet. Mam dużo pracy i muszę w Świnoujściu pilnować interesu, a nie siedzieć 900 km od domu - mówi wychowanek Wisły Płock. Nie zamierza jednak wieszać butów na kołku. - Myślę o tym, by pograć bardziej rekreacyjnie, na poziomie II czy III ligi, bo już wiem, z czego będę się utrzymywał w przyszłości. Przychodzą też oferty od pierwszoligowców, ale czy jest sens dalej grać na wysokim poziomie, z tym że daleko od domu? - zastanawia się Staniszewski.

Skomentuj:
Smażalnia ryb i outlet zamiast I ligi
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Terminarz